Rodzice I komunią 18 luty 2018 r Proszę przeczytaj to razem z dzieckiem

Rodzice dzieci KOMUNIJNYCH luty 2018 r

Dla rodziców dzieci KOMUNIJNYCH i animatorow dn 17.12.br x prob

Rodzice dzieci kom. 17.12.godz 11.45

DODATEK dla RODZICÓW strona 1 , 17 grudzień 2017 rok godz 11.45 LIST DO RODZICÓW Sakramenty święte DZIECI OTRZYMAJA MEDALIKI

Sakramenty święte

Sakramenty towarzyszą chrześcijaninowi przez całe życie. Zostały ustanowione przez Chrystusa. Jest ich siedem: chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, kapłaństwo, małżeństwo. O pokucie i Eucharystii napiszę później, natomiast teraz skoncentruję się na pozostałych. Sakramenty związane są z wszystkimi ważniejszymi momentami w życiu człowieka - od narodzin, przez dorastanie, wybór stanu, po śmierć. Dzięki nim mamy szansę uwalniać się od grzechów i przystępować do stołu Pańskiego. Na co dzień nie zastanawiamy się nad ich wpływem na nas, a przecież łączą one etapy życia naturalnego z etapami życia duchowego. Zapraszam do pogłębienia wiedzy na ich temat.

Chrzest

Pierwszym sakramentem, który otrzymuje człowiek jest chrzest. W Katechizmie Kościoła katolickiego napisano: „Chrzest jest narodzeniem do nowego życia w Chrystusie. Zgodnie z wolą Pana jest on konieczny do zbawienia, tak jak Kościół, do którego chrzest wprowadza" (KKK 1277).

Osoba ochrzczona staje się dzieckiem Bożym, chrzest otwiera drogę do następnych sakramentów. W naszej kulturze najczęściej chrzci się dzieci, dorośli stanowią niewielki procent przyjmujących chrzest. Co jakiś czas pojawiają się wątpliwości, czy to dobrze, że chrzcimy dzieci. Wydaje się, iż osoby dojrzałe są w stanie zrozumieć i docenić wagę sakramentu w przeciwieństwie do niemowląt. Problem tkwi w grzechu pierworodnym. Rodzimy się skażeni tym grzechem. Nie można przedłużać czasu przebywania dziecka w tym stanie, należy dążyć do wyzwolenia go z mocy ciemności i grzechu. Im wcześniej człowiek zostanie oczyszczony poprzez chrzest, tym jest bezpieczniej. Sakrament chrztu niesie ze sobą dar łaski uświęcającej, czyli życie Boże, a grzech pierworodny zostaje zmazany.

Jednocześnie chrzest stawia przed rodziną chrześcijańską zadanie wychowania dziecka zgodnie z wymogami wiary i uczenia poznawania Jezusa. Czasem przy planowaniu chrztu występuje pewien problem. Zdarza się, żerodzice chcący ochrzcić dziecko nie otrzymują na to zgody od księdza proboszcza. Sytuacja wydaje się im niezrozumiała i wywołuje oburzenie. Skoro jednak rodzice nie uczęszczają do kościoła, nie praktykują wiary, albo też niewiele o niej wiedzą, to nie dają gwarancji stworzenia dobrego środowiska chrześcijańskiego, w którym dziecko mogłoby poznawać Jezusa. W takiej sytuacji samo udzielenie sakramentu chrztu, nie zagwarantuje prawidłowego rozwoju wiary.

Zachęcam do przybliżania dziecku istoty tego sakramentu poprzez rozmowy, odpowiednią okazją mogą być chrzty w parafii albo w rodzinie. Co jakiś czas pooglądajmy zdjęcia lub filmy z tej uroczystości. Podczas chrztu dziecko otrzymuje imię, opowiedzmy mu więc o patronie, którego imię nosi, o jego cnotach. Byłoby dobrze, gdyby nasze dziecko zaprzyjaźniło się ze swoim opiekunem w niebie.

Dziewięciolatek powinien także wiedzieć, że w razie zagrożenia życia każdy może udzielić chrztu. To jest ważna informacja, którą należy przekazać dziecku.

Bierzmowanie

„Bierzmowanie udoskonala łaskę chrztu; jest ono sakramentem, który daje Ducha Świętego, aby głębiej zakorzenić nas w Synostwie Bożym, ściślej wszczepić w Chrystusa, umocnić naszą więź z Kościołem, włączyć nas bardziej do jego posłania i pomóc w świadczeniu o wierze chrześcijańskiej słowem, któremu towarzyszą czyny" (KKK 1316).

Tak, ten sakrament zobowiązuje do wykazywania inicjatywy chrześcijańskiej, do aktywności. Wydaje się to skomplikowane, jednak nie trzeba się niepokoić. Nie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Pomaga nam Duch Święty, który wyposażył nas w różnego rodzaju dary: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności, bojaźni Bożej.

Do bierzmowania dzieci przystąpią dopiero za kilka lat, ale już teraz warto opowiedzieć im historię Apostołów i Maryi w wieczerniku. Jest to barwna i przejmująca opowieść. Apostołowie przebywali za zamkniętymi drzwiami. Obawiali się prześladowania, nie wiedzieli co zrobić. I wtedy Duch Święty, pod postacią języków ognia, napełnił ich odwagą i siłą. Wiemy, co było dalej. Z każdym człowiekiem dzieje się podobnie jak z apostołami. Każdy z nas co jakiś czas znajduje się w podobnych okolicznościach, gdy czuje się osamotniony, przerażony, nie znajduje rozwiązania swoich problemów. Ale moc Ducha Świętego działa również we współczesnym świecie, nie tylko za czasów Chrystusa.

Historia zesłania Ducha Świętego jest fascynująca, warto o niej porozmawiać. Żeby przybliżyć dzieciom to wydarzenie, proponuję przygotować i odegrać scenkę lub narysować plakat, albo jeszcze w innysposób przeżyć to wydarzenie. Trzeba jednak zwrócić dzieciom uwagę, że moc trzeciej Osoby Trójcy Świętej nie ma nic wspólnego z mocą jaką otrzymują współcześni, wirtualni superbohaterowie. W dobie gier komputerowych trzeba to wyraźnie oddzielić.

Namaszczenie chorych

Przed laty ten sakrament nazywano „ostatnim namaszczeniem". Udzielano go bowiem osobom umierającym. Do nich przychodził kapłan z olejami. Sakrament ten raczej wzbudzał strach niż nadzieję życia wiecznego. Nazwa sakramentu została zmieniona na „namaszczenie chorych", został też rozszerzony zakres jego stosowania. Sakramentu udziela się osobom chorym i cierpiącym, aby połączyć ich cierpienie z cierpieniami Jezusa, bowiem „udziela specjalnej łaski chrześcijaninowi, który doświadcza trudności związanych ze stanem ciężkiej choroby lub starości" (KKK 1527). Można go przyjmować wielokrotnie.

Nieporozumienia związane z interpretacją istoty tego sakramentu niejednokrotnie powodują, że ociągamy się z zaproponowaniem choremu przyjęcia namaszczenia chorych, żeby go nie wystraszyć. To błąd. Sakrament ten powinien dodawać odwagi, a nie straszyć śmiercią. Warto więc poszerzyć swoją wiedzę na ten temat, nie poprzestając na tym, co usłyszeliśmy kiedyś od naszych dziadków. Sakrament namaszczenia chorych nie dotyczy wyłącznie dorosłych, dlatego dzieci również powinny wiedzieć, kiedy powinno się poprosić o jego udzielenie. Zdarza się, że podczas rekolekcji albo na wybranych Mszach świętych udziela się tego sakramentu ludziom będącym w potrzebie, zachęcam do wybrania się na taką Mszę z dzieckiem, a rozmowa na ten temat stanie się łatwiejsza.

Kapłaństwo

„Sakrament święceń jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów" (KKK 1536).

Żeby tak się stało, naszym obowiązkiem jest modlitwa w intencji kapłanów oraz o nowe powołania do stanu duchownego. Przecież dzięki ich posłudze możemy pojednać się z Bogiem, uczestniczyć w Eucharystii, otrzymywać inne sakramenty. W Polsce nie brakuje kapłanów, ale są miejsca na ziemi, gdzie ludzie czekają na kogoś, kto mógłby ich wesprzeć w wierze. Ciągle należy uświadamiać sobie tę prawdę.

Są dwa aspekty naszej odpowiedzialności: pierwszy, to modlitwa za kapłanów i o nowe powołania, a drugi, to stwarzanie takiego środowiska, w którym takie powołania mogłyby się rodzić i rozwijać. Modlitwa dzieci jestszczególnie piękna, zmobilizujmy je, by polecały Bogu księży z parafii. Będzie to cennym podarunkiem.

Małżeństwo

Przez całe życie przekonujemy się, jak cennym darem jest sakrament małżeństwa. Bez wsparcia od Boga nie bylibyśmy w stanie przetrwać różnych kryzysów małżeńskiego pożycia, byłoby to niemożliwe. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu" (KKK 1601).

Dzieci obserwują nas każdego dnia. Powinniśmy ciągle o tym pamiętać. A ta świadomość winna mobilizować małżonków do większego zabiegania o siebie, zauważanie drugiego. Żadnymi wykładami i przemowami nie wyjaśnimy dziecku istoty małżeństwa lepiej niż własnym zachowaniem. Teorią nie nadrobimy złych relacji.

Życie różnie się układa. Czasem małżeństwo się rozpada i powstają nowe związki. Takie wybory niosą ze sobą konsekwencje w postaci niemożności otrzymania rozgrzeszenia, a tym samym przystępowania do Komunii Świętej. (O tym więcej napiszę podczas omawiania sakramentów pokuty i Eucharystii). Należy wyjaśnić dzieciom stan naszej relacji z Bogiem i miejsce w Kościele. Są to trudne sprawy, jednak dzieci powinny być wprowadzone w tę sytuację. Pozwoli im to odnaleźć się w realiach i poczuć bezpieczniej.

Ewa Rozkrut

Adres redakcji: ul. Kazimierza Wlk. 18/7, 30-074 Kraków, tel.: 12 429 36 34 e-mail: dominik@wydawnictwoaz.pl www.dominik.krakow.pl

Dzieci z klas III przed I kom. w najbliższą niedzielę 19.11.br. na Mszy św o godz 11.45 otrzymują książeczki do nabożeństwa.

List do rodzicow

Dziesięć Przykazań Bożych KONFERENCJA DLA RODZICÓW DZIECI KOMUNIJNYCH PAŹDZIERNIK 2017

DODATEK dla RODZICÓW

Dziesięć Przykazań Bożych

(cz. 1)

W każdej chwili potrafimy wyrecytować Dziesięć przykazań Bożych. Wydaje się nam, że dobrze je znamy i przestrzegamy, bo przecież nie jesteśmy ani złodziejami, ani mordercami, a w niedzielę chodzimy do kościoła. Czy rzeczywiście tak jest? Zapraszam do dokładniejszego przyjrzenia się Boskim przykazaniom. Pomoże nam w tym Katechizm Kościoła Katolickiego. Uczę na to, że wspólnie odkryjemy coś nowego, zaskakującego, co pozwoli nam odczuć miłość Boga do człowieka, nauczy jak ją odwzajemniać i żyć w dobrej relacji z innymi, a także pomoże w udzielaniu odpowiedzi na pytania zadawane przez nasze dzieci.

I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

„Pierwsze przykazanie domaga się od nas umacniania naszej wiary, strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego, co się jej sprzeciwia" (KKK 2088). Głównie na tym się koncentrujemy - na wierze w jednego Boga. W Katechizmie czytamy dalej, że pierwsze przykazanie dotyczy także grzechów przeciw nadziei, którymi są rozpacz i zuchwała ufność oraz grzechów przeciw miłości Bożej, czyli obojętności i niewdzięczności. Współczesny człowiek zatroskany o rodzinę i siebie, zapracowany i zagoniony, nie ma czasu dla Boga. Czy można przywrócić Mu pierwsze miejsce w naszym życiu? Jak to zrobić? Nie każdego stać na dni skupienia czy dłuższe rekolekcje, co z pewnością ułatwiłoby uporządkowanie swojego życia. Proponuję zacząć od stawiania małych kroków. Najpierw zaplanujmy czas na modlitwę osobistą bądź rodzinną. Postarajmy się codziennie przestrzegać postanowienia modlitwy. Następnie znajdźmy co jakiś czas wolną chwilę na adorację Najświętszego Sakramentu, prowadzoną przez kapłana lub samotną. Nie potrzeba wówczas wypowiadać tysięcy słów, starajmy się natomiast odpocząć przed Boskim obliczem i słuchać. Następnie koniecznie należy podjąć próbę zerwania z zabobonami, choćby takimi, jak wiara w przebiegającego drogę czarnego kota oraz zaprzestania szukania ukojenia w magii, wróżbiarstwie czy horoskopach, nawet dla zabawy. Nie można wystawiać Pana Boga na próbę, albo szantażować: „jeśli mi pomożesz w załatwieniu tej sprawy, to będę lepszym człowiekiem".

Pierwsze przykazanie niełatwo wytłumaczyć dzieciom. O jakich cudzych bogów chodzi, skoro wierzymy w jednego? Bożkiem może stać siętelewizja, gry komputerowe. Wykroczeniem przeciwko temu przykazaniu jest wszystko, co przesłania nam Boga, uniemożliwia realizację Jego woli, lub choćby odbiera chęci ku temu. Dla dzieci to będzie brak czasu i chęci na modlitwę czy uczestniczenie w niedzielnej Mszy Św., czytanie horoskopów, utwierdzanie się w zabobonach, czerpanie wiedzy o przyszłości z wróżb. Jak temu zaradzić? Na pewno nie poprzez głoszenie kazań. Sama teoria nic nie da. Nasze pociechy automatycznie naśladująpewne zachowania domowników. Jeśli zauważą miłość rodziców do Boga, to będązmieniać swoje postępowanie. Najważniejsze to nauczyć je systematycznej modlitwy, nie odkładania jej na koniec dnia, gdy są zmęczone. Gry komputerowe czy filmy, którymi fascynują się dzieci, nie są złe same w sobie, o ile nie przekazują agresji, zniszczenia. Stają się niebezpieczne, jeśli dzieci całkowicie angażują się w te albo inne zajęcia i zapominają o całym świecie, także o modlitwie.

II. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie.

Drugie przykazanie nakazuje szanować imię Pańskie. We współczesnym świecie nie zawsze szanuje się słowo. Nie chodzi jedynie o zubożenie języka, ale również o zwracanie się do drugiego człowieka. Na ogół nie przywiązujemy wagi do wypowiadanych słów, uważając, że nie mają one takiej samej wagi jak uczynki, więc zdarza się nam mówić byle co. Dlatego tak niewinne wydaje się przywoływanie Pana Boga w każdej sytuacji. Czasem Imię Boga staje się przerywnikiem między zdaniami. Jednak to nie wszystko, Katechizm podaje: „Drugie przykazanie zakazuje krzywoprzysięstwa. Przysięgać lub uroczyście przyrzekać oznacza wzywać Boga na świadka tego, co się twierdzi" (KKK 2150). Do tego dodać należy jeszcze bluźnierstwo. Jak widać drugie przykazanie jest skomplikowane. O takiej szerszej interpretacji tego przykazania zapominamy na co dzień.

Dzieci  III. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że niedzielna celebracja dnia Pańskiego i Eucharystii stanowi centralny punkt życia Kościoła. W Katechizmie czytamy: „W niedzielę oraz inne dni świąteczne nakazane wierni są zobowiązani powstrzymywać się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego wypoczynku duchowego i fizycznego" (KKK 21930).

Wielu osobom to przykazanie kojarzy się jednak tylko z obowiązkowym chodzeniem do kościoła w niedzielę oraz inne święta. Taka interpretacja trzeciego przykazania zubaża je i łatwo nas usprawiedliwia. Niedziela najczęściej kojarzy się z Mszą Św., rodzinnym obiadem, może spacerem. Wchodzi to w nawyk i zaczyna męczyć, podświadomie odhaczamy kolejne punkty dnia, aż wreszcie zaczyna nas to wszystko nudzić. Zaczynamy tęsknić za jakimś zajęciem, więc wynajdujemy sobie różnego rodzaju prace. Najwyższy czas zrewidować przyzwyczajenia. Skoro Bóg powinien zajmować pierwsze miejsce w naszym życiu, to na niedzielę trzeba spojrzeć jak na dzień cudownego zjednoczenia się z Jezusem Chrystusem podczas Eucharystii. W tym dniu Jezus Zmartwychwstał.

Dzieci widząc radość, z jaką podążamy na Mszę Św., i nasze uśmiechnięte twarze po niej, łatwiej zrozumieją, co to znaczy dzień święty. Ale to nie wystarczy - trzeba też z dziećmi porozmawiać, wyjaśnić im, dlaczego niedziela jest dniem świętym, dlaczego czcimy go chodząc do kościoła, a także co znaczą inne święta, w które powinniśmy uczestniczyć w Mszy św. i dlaczego w taki sposób czcimy te dni. Niektórzy rodzice nie mówią o tym, ciągną dzieci do kościoła, a na pytania czy protesty ograniczają się do powiedzenia: „Tak ma być, ja tak każę". To nie jest dobra droga, bo brak wyjaśnień może wzbudzić w dziecku niechęć. W naszej rodzinie mówiliśmy dzieciom o świętach i świętowaniu, odpowiadaliśmy na wszystkie ich pytania i wątpliwości. Osobiście jestem zdania, że odkrywanie miłości Jezusa Chrystusa do człowieka jest ważniejsze, niż ciągnięcie bez wyjaśnień na siłę do kościoła.

IV. Czcij ojca swego i matkę swoją.

To przykazanie odnosi się do człowieka. „Ukazuje porządek miłości. Bóg chciał, abyśmy po Nim czcili naszych rodziców, którym zawdzięczamy życie i którzy przekazali nam wiedzę o Bogu" (KKK 2197). Jest ono skierowane do dzieci, ale też obejmuje obowiązki rodziców, opiekunów, nauczycieli. Często nas, dorosłych, czwarte przykazanie paraliżuje, bowiem nie do końca potrafimy uporządkować obowiązki wobec własnych rodziców. Wprowadza to dyskomfort, albo wręcz poczucie winy. Dlatego warto nasze relacje ze swoimi rodzicami uregulować. Radzę zapoznać się ze wskazówkami.zawartymi w Katechizmie, porozmawiać z rodzicami czy spokojnie zastanowić się, co można w tych relacjach zmienić. Pomoże nam to spojrzeć na siebie jako rodzica, sprawdzić, czy nasze dzieci są szczęśliwe.

Nie wykorzystujmy tego przykazania do dyscyplinowania własnych dzieci. Nie przyniesie to pożądanego efektu - co najwyżej krótkotrwały -może natomiast pogłębić konflikt. Zamiast nakazów i krzyków lepiej relacje z własnym dzieckiem oprzeć na miłości i cierpliwie tłumaczyć problem. Kiedyś słyszałam rozmowę ojca z dziewięcioletnim synem. Chłopiec naprawdę zapomniał się podczas wygłaszania swoich racji. Tata nie zaczął zachowywać się równie agresywnie, zachował zimną krew, spokojnie zwrócił synowi uwagę: „Nie możesz zwracać się do mnie w ten sposób, jestem twoim tatą". A następnie przeszedł do sedna sprawy i wyjaśnienia swoich racji. Spodobało mi się takie zachowanie.

V. Nie zabijaj.

To przykazanie najczęściej jest przywoływane, gdy chcemy usprawiedliwić nasze zachowanie. Łatwo mówimy wówczas: „Przecież nikogo nie zabiłam". Można dodać, że nie dokonałam aborcji ani nie doprowadziłam do eutanazji. Wczytując się w treść piątego przykazania odkryjemy jednak jeszcze jeden jego aspekt, a mianowicie zgorszenie. Według Katechizmu: „Jest poważnym wykroczeniem, gdy uczynkiem lub zaniedbaniem dobrowolnie doprowadza się drugiego człowieka do grzechu" (KKK 2326). Zatem okazać się może, iż nie jesteśmy zupełnie bez winy. Co jakiś czas przyda się rachunek sumienia, czy na pewno nie przyczyniliśmy się do zgorszenia, choćby własnych dzieci.

Jak rozmawiać z małymi jeszcze dziećmi o zabijaniu, aborcji czy eutanazji? Jakie jeszcze tematy poruszyć rozmawiając z nimi o tym przykazaniu? Koniecznie dzieciom trzeba zwrócić uwagę na temat znęcania się nad zwierzętami. Natomiast o zabijaniu można mówić przy okazji oglądania telewizji czy przy grach komputerowych. Ów problem pojawia się także w informacjach o wypadkach drogowych. Zabójstwa w ówczesnym świecie stały się niestety częstym tematem, dzieci są niejako przyzwyczajone do tego typu informacji. Dlatego bez obaw można podejmować rozmowę na ten temat. Natomiast kwestie aborcji i eutanazji niosą ze sobą dodatkowy bagaż negatywnych emocji, dlatego - w zależności od wrażliwości dziecka - musimy zdecydować, w jakim zakresie poruszymy te tematy. Wydaje mi się, iż podawanie szczegółów dziewięciolatkowi nie jest konieczne, jego psychika jest krucha, a takie informacje mogą wzbudzić w nim lęk i narazić na koszmary. Nie o to chodzi.

Ewa Rozkrut

Adres redakcji: ul. Kazimierza Wlk. 18/7, 30-074 Kraków, teł.: 12 429 36 34 e-mail: dominik@wydawnictwoaz.pl www.dominik.krakow.pl

Zobacz film -Ks. Franciszek Blachnicki - odważny wiarą

 

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie współcześnie

Ks. Franciszek Blachnicki w swoim testamencie zapisał prawa autorskie do swoich tekstów i przemówień Instytutowi Niepokalanej Matki Kościoła, czyli tzw. diakonii stałej Ruchu Światło-Życie, która od początku służyła dziełu oaz[1]. Instytut Niepokalanej Matki Kościoła jako odpowiedzialny za spuściznę po ks. Blachnickim powołał do istnienia w roku 1998 Instytut im. Ks. Franciszka Blachnickiego. Zadaniem Instytutu jest przede wszystkim „zachowanie duchowej spuścizny ks. Franciszka Blachnickiego, działalność naukowo-badawcza i wychowawcza dla pogłębienia i rozwoju działalności formacyjnej, określonej przez ks. Franciszka Blachnickiego, zmierzającej do przekazania jej przyszłym pokoleniom”[2]. Swoje zadania instytut realizuje m. in. poprzez „opiekę nad zbiorami stanowiącymi dziedzictwo ks. Franciszka Blachnickiego, zabezpieczenie i opracowywanie ich, oraz udostępnianie i rozpowszechnianie”[3].

Zgodnie z celami postawionymi w statucie w roku 2001 w ramach wydzielono specjalną komórkę: Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie (AGRŚ-Ż)[4]. W tym też roku w archiwum zatrudniono przygotowanego do tej funkcji archiwistę. Od roku 2004 archiwum stało się jednym z działów Instytutu im. Ks. Franciszka Blachnickiego[5]. Pierwszą grupę pracowników archiwum stanowiła zaledwie para archiwistów.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie zostało zlokalizowane w jednym z domów centrum Ruchu w Lublinie. Jest to dom który należał do ks dr. Wojciecha Danielskiego, drugiego moderatora Ruchu Światło-Życie i w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych służył działalności liturgicznej Ruchu.

Pierwszym procesem, który podjęło archiwum było scalenie dokumentacji znajdującej się w kilku ośrodkach Ruchu. Najwięcej dokumentacji znajdowało się w archiwum w Krościenku (ok. 60%) oraz w Katowicach (ok. 25%)[6]. Od utworzenia Archiwum Głównego Ruchu Światło-Życie w Lublinie w roku 2001 sukcesywnie przewożono zasób placówki w Krościenku do Lublina. W roku 2009 ostatecznie zlikwidowano archiwum w Krościenku przewożąc ostatnie dokumenty do Lublina.

Oprac. dr Robert Derewenda

[1] Testament Ks. F. Blachnickiego w:, Gwałtownik Królestwa Bożego, Kraków 2009, s. 44; http://blachnicki.oaza.pl/testament/

[2] Statut Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego, § 3, pkt 1

[3] Tamże, § 6, pkt 1.

[4] W styczniu i lutym 2001 roku archiwum Ruchu Światło-Życie w Lublinie i Krościenku wizytował dr Tomasz Nowicki (KUL), który w sporządzonym raporcie pokontrolnym wnioskował o jak najszybsze podjęcie procesu opracowania i zabezpieczenia zasobu. Raport trafił na podatny grunt i zrozumienie ówczesnego moderatora generalnego Ruchu Światło-życie ks. Henryka Bolczyka. Ciężar finansowania działalności archiwum w okresie 1.09 2001. - 31 06. 2004 podjęła Fundacja „Światło-Życie”.

[5] W okresie od 1 września 2001 r. do 31 czerwca 2004 r. Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie podlegało Fundacji „Światło-Życie”. Dopiero 1 maja 2004 roku nowy dyrektor Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego ks. dr Mirosław Kiedzik powołał formalnie Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie jako dział Instytutu. Decyzja została podjęta zgodnie ze statutem Instytutu, którego jednym z trzech głównych celów jest: „Prowadzenie działalności archiwalnej, redakcyjnej, wydawniczej i innej dla rozpowszechniania idei zainspirowanych przez ks. Franciszka Blachnickiego.” Statut Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego, § 3, pkt 3.

[6] Była to głównie dokumentacja sekretariatu trzeciego moderatora generalnego Ruchu Światło-Życie, który zgodnie z miejscem zamieszkania moderatora znajdował się w latach 1986-2001 w Katowicach.

SYMPATYCY CZY CHRZEŚCIJANIE? Sługa Boży Ks Franciszek Blachnicki

 

DOJRZAŁOŚĆ I NIEDOJRZAŁOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA

Dojrzałym chrześcijaninem według Biblii jest ten, które­go wiara spontanicznie wytwarza owoc uczynków (zob. Jk 2» 14-22). Uczynki są dowodem, że wiara jest auten­tyczna. Nasze usprawiedliwienie zaczyna się od wiary, którą Bóg daje człowiekowi darmo, bez jego zasługi, ale człowiek musi z tą wiarą współdziałać.

Gdy czytamy listy Świętego Pawła, to zawsze na ich końcu znajdujemy różne pouczenia. Te fragmenty nazy­wa się częścią parenetyczną listów. Święty Paweł wylicza uczynki, postawy, które powinny cechować chrześcija­nina. Dla niego życie dojrzałe wyrasta z wiary (zob. np. Ef 4-6). Święty Paweł często wskazuje w postawie chrze­ścijan na obecność czegoś, co nazywa więzią doskonało­ści, i w tym jest zawarta istota chrześcijańskiej dojrzałości. Chodzi tu po prostu o miłość, która wszystko przenika, ale nie o jakąkolwiek miłość, trzeba dodać - miłość w wymiarze krzyża. Co to znaczy? Chodzi o miłość, któ­ra umie przebaczać, która potrafi znosić drugiego, która nie odpłaca złem za zło, ale zło dobrem zwycięża; miłość, która jak gdyby bierze zło świata i tak jak Chrystus nie­sie je na krzyż, aby umrzeć za nie, by zostało ludziom darowane.

Miłość Chrystusowa, ta miłość w wymiarze krzyża, bezinteresowna, znosząca i przebaczająca stanowi istotę chrześcijańskie) doskonałości. „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umi­łowałem" (J13, 34). Taka miłość musi zapanować wśród nas, obalając bariery i tworząc z nas jedność, czyli wspól­notę. Wtedy możemy mówić, że jesteśmy Kościołem. Ży­cie we wspólnocie wiary, ale i we wspólnocie miłości, to istota chrześcijańskiego życia.

Chrześcijanin, który żyje w jedności z innymi, dzię­ki temu, że ma miłość, która potrafi przebaczać, znosić i poświęcać się dla drugich, jest nazwany przez Świętego Pawła „nowym stworzeniem", „nowym człowiekiem" „człowiekiem według Ducha", „człowiekiem przyobleczo­nym w Chrystusa", „synem Bożym w Jezusie Chrystusie". Takie wyrażenia ciągle powtarzają się u Świętego Pawła. Kto nie potrafi żyć miłością w wymiarze krzyża, kto nie jest zdolny znosić krzywdy w postawie przebaczającej, ale procesuje się, dochodzi swoich praw, kto wywołuje roz-dźwięki we wspólnocie, ten jeszcze jest - jak mówi Święty Paweł - „człowiekiem cielesnym" albo „niemowlęciem w Chrystusie". Święty Paweł mówi do Koryntian, że skoro są między nimi kłótnie, to są jeszcze niedojrzali, są nie­mowlętami w Chrystusie (por. 1 Kor 3,1-3).

Jeżeli przyjrzymy się dzisiaj przeciętnym chrześci­janom czy katolikom, to zobaczymy, jak daleko jest im do takiej dojrzałości chrześcijańskiej. Ogromna większość żyje tak, jak żyją poganie: kłóci się, procesu­je, nienawidzi, nie potrafi przebaczać. Ludzie chodzą do kościoła, spełniają jakieś praktyki religijne, ale ich życie jest antyświadectwem. Dlaczego tak jest? Dlatego że zaniedbano drogę, która prowadzi do dojrzałości chrześcijańskiej, czyli katechumenat. W przeciętnych parafiach nie funkcjonuje instytucja katechumenatu, której celem jest wychowywanie ludzi do dojrzałości w wierze. Dlatego nie ma dojrzałych chrześcijan, są tylko niemowlęta w Chrystusie.

W jaki sposób dochodzi się do dojrzałości w wierze? Jak to jest przedstawione w Biblii? Biblia daje na to pyta­nie odpowiedź negatywną i pozytywną.

Negatywnie Pismo Święte stwierdza, że dojrzałość chrześcijańska nie jest dziełem człowieka. Nie jest to pro­sty rezultat wysiłku i pracy nad sobą. Święty Paweł mówi, że dążność ciała prowadzi do śmierci, nie podporządko­wuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna (zob. Rz 8, 6-7). Człowiek naturalny więc, człowiek sam z siebie, nie jest zdolny do tego, żeby siebie przemienić, żeby stać się człowiekiem żyjącym według Ducha, to znaczy według miłości w wymiarze krzyża. Natura człowieka jest skażona i każdy przeżywa w sobie ten dramat, że chciałby zachować Prawo Boże, ale nie jest do tego zdolny. Święty Paweł jasno i dobitnie to opisuje: nie czynię tego, co chcę, ale czynię to, czego nienawidzę, stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (zob. Rz 7, isnn.). To jest pierwsza spra­wa, o której musimy pamiętać. Chciejmy także uświado­mić sobie słabość, ograniczoność i niezdolność naszej natury do osiągnięcia własnymi siłami stanu dojrzałej

wiary. A ciągle spotykamy się z pewnym dopingowaniem nas do wysiłku w tym kierunku: musisz mocno postano­wić sobie, musisz chcieć i wtedy na pewno dojdziesz do tego. A tymczasem to jest nieprawda.

Pozytywnie Pismo Święte, zwłaszcza Nowy Testament, mówi, że życie nacechowane miłością w wymiarze krzyża jest następstwem, konsekwencją wydarzenia, które od­mienia człowieka wewnętrznie, czyni go innym, nowym człowiekiem, stwarza w nim jakąś nową rzeczywistość, która go uzdalnia do rzeczy przedtem niemożliwych. To wydarzenie opisywane w wieloraki sposób w Biblii nazywa się na przykład „odrodzeniem z wysoka", czyli „odrodzeniem z Ducha Świętego", albo „ponownym stwo­rzeniem", „wskrzeszeniem z martwych w Jezusie Chrystu­sie". Opisując to odrodzenie, stworzenie czy wskrzeszenie, Paweł mówi, że człowiek nie jest już wtedy ten sam, ale że w nim przez wiarę żyje Chrystus, że przebywa w nim Duch Święty, który w jego wnętrzu jak gdyby poświadcza, że jest on dzieckiem Bożym. Te przemiany w człowieku Biblia wiąże z obmyciem wodą, czyli z chrztem świętym. Zewnętrzne obmycie wodą to znak pokonania śmierci i zniszczenia grzechu, który dotąd panował nad człowie­kiem i trzymał go w niewoli.

Od momentu chrztu zaczyna istnieć nowy człowiek, człowiek według Ducha, człowiek nawrócony, czyli właśnie dojrzały chrześcijanin. Przed chrztem istniał człowiek według ciała, ulegał zepsuciu na skutek zwod­niczych żądz. Ale przecież wszyscy ci chrześcijanie, o których mówiliśmy przed chwilą, że faktycznie żyją we-

dług ciała, a nie według Ducha, że bardzo daleko jest im do dojrzałości chrześcijańskiej, chrzest otrzymali, a nie widać w ich życiu przemiany. Trzeba sobie uświadomić, że Kościół nigdy nie nauczał, że chrzest automatycznie dokonuje przemiany człowieka. Nie mamy tu do czynie­nia z jakimś magicznym działaniem. Święty Paweł nawet wyraźnie zakłada, że mimo przyjęcia chrztu świętego we wnętrzu człowieka może nic się nie wydarzyć. „Wy jednak - mówi Święty Paweł - nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka" (Rz 8, 9a). Zwróćmy uwagę na słowa „jeśli tylko" - to jest warunek, który może się nie spełnić. Święty Paweł mówi dalej: „Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy" (zob. Rz 8, pb). Chrzest daje pew­ną szansę, pewną możliwość, ale bez wysiłku człowieka może on pozostać w nim martwy, nie objawiać żadnych skutków. , - * a^i