INSTRUKCJA OBSLŁUGI BIERZMOWANIA 2020

Instrukcja obsługi bierzmowania

Ks. Wojciech WęgrzyniakROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

Ks. Wojciech Węgrzyniak o współczesnych prorokach, instrukcji obsługi sakramentu bierzmowania i tym, dlaczego Duch Święty czasami się przed nami ukrywa. Rozmawia Wojciech Teister.

Wojciech Teister: Duch Święty to najbardziej tajemnicza Osoba boska w Piśmie Świętym. Dlaczego tak się ukrywa?

Ks. Wojciech Węgrzyniak: Taką ma naturę. W Biblii określany jest jako ruah w hebrajskim czy pneuma w greckim, co znaczy „tchnienie, wiatr”. A wiatr jest bardzo tajemniczy, zarówno jego pochodzenie jak i możliwości działania – widać tylko skutki. Natomiast jeśli przypatrzymy się działaniu Ducha Świętego w Biblii, to tego jest naprawdę dużo. Chociażby w Księdze Sędziów. Taki Samson, gdy ogarnął go Duch Pańskim, to był w stanie pokonać jedną oślą szczęką tysiąc Filistynów. Jeszcze bardziej spektakularnym jest obraz z Księgi Ezechiela, kiedy to dzięki działaniu Ducha umarli wracają do życia. Duch jest pokazany jako Ten, który dokonuje czegoś, czego człowiek nie jest w stanie zrobić. Duch Święty działa przez nas, ale Jego działanie dokonuje rzeczy dla nas nieosiągalnych. Zachariasz powie: „Nie moc, nie siła, lecz Duch dokończy dzieła” (Za 4,6). Najdobitniej zobaczyć działanie Ducha w Dziejach Apostolskich. Dlaczego uczniowie trzy lata chodzili z Jezusem, a jednak uciekli spod krzyża? Dlaczego Piotr się zaparł? Dlaczego zamknęli się z obawy przed prześladowaniem i to jeszcze tydzień po tym, jak widzieli Jezusa zmartwychwstałego? Bo nie mieli Ducha Świętego. Dopiero po Zesłaniu ten sam Piotr, który bał się przyznać do Jezusa przy jednej kobiecie, powiedział takie kazanie do tłumów, że nawróciło się cztery tysiące mężczyzn. I razem z apostołami nabrali takiej mocy, że byli w stanie nie tylko cierpieć, ale i oddać życie za Jezusa. Bo Duch Święty to jest Osoba boska w człowieku, która uzdalnia go do robienia rzeczy po ludzku niemożliwych. I takiego Ducha od razu się chce mieć.

OK,działanie Ducha Świętego, który mówił przez proroków. Wyznajemyk nawet tę prawdę w Credo. Ale czy to jest zamknięty okres w historii zbawienia? Czy dziś nadal to mówienie przez proroków ma miejsce? Mamy dziś całą dyskusję o pentekostalizacji Kościoła. Czy Duch Święty dziś już do nas nie przemawia, nie udziela daru prorokowania? Czy może charyzmat proroctwa to jest ten sam dar, który był dany prorokom czy apostołom?

Trzeba by wyjść od pytania, czym właściwie jest dar prorokowania. Prorok to jest w Starym Testamencie ktoś, kto mówi w imieniu Boga, taki rzecznik. Pan Bóg miał kapłanów, których podstawową rolą było składanie ofiar, na dworze królewskim byli prorocy urzędowi, którzy mieli interpretować to, czego Pan Bóg od ludzi oczekuje. Ale to były funkcje zasadniczo urzędowe. Czasami natomiast Pan Bóg niezależnie od tego powoływał proroka, takiego, który miał objawienia czy wizje. I ludzie wiedzieli, że ten człowiek jest posłany do nich przez Boga. I ten dar działa także i dziś. Są tacy, którzy otrzymują szczególne uzdolnienia artystyczne, inni sportowe, a są i tacy, przez których Pan Bóg szczególnie do nas mówi. I ten sam Duch, który mówił przez proroków, mówi też przez ludzi Kościoła. Problem polega na tym, że z prorokowaniem jest tak jak z wiatrem. Są wiatry słabe, średnie, a i jest halny. I trudno powiedzieć, że moja babcia nie miała Ducha proroctwa, kiedy mówiła: „Bez Boga ani do proga”. Który duch w niej to mówi? No pewno, że Duch Boży. Oczywiście ona nie miała nadzwyczajnego objawienia w stylu Agabosa, który „przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód. Nastał on za Klaudiusza.” (Dz 11,28). Są sytuacje, kiedy ktoś mówi pewne treści ewidentnie z Ducha Bożego. Czasem mniej ewidentnie. To nie zawsze jest czarno-białe, ale Pan Bóg mniej lub bardziej działa przez ludzi również dzisiaj. Oczywiście później jest rozeznanie, na ile taka osoba wymyśla, na ile nie wymyśla, na ile to jest zgodne z nauką Kościoła, na ile owocne, a na ile szkodzi. Ale Bóg mówi do ludzi przez ludzi i skoro zawsze udzielał Ducha Świętego, to czemu miałby tego nie robić dzisiaj?

.... jak Duch Święty objawia się na kartach Pisma Świętego. Wiemy, gdzie był w czasie zwiastowania, wiemy, co robił w dniu Pięćdziesiątnicy. A gdzie jest Duch Święty na Golgocie, w momencie ukrzyżowania Pana Jezusa?

Trójca Święta jest nierozdzielna i tak jest również w tym momencie. W tym co robi Syn, działa też Duch Święty. To, że Syn jest w stanie umierać za grzechy świata, dzieje się tylko dlatego, że jest nierozerwalnie związany z Ojcem. To, że Jezus na Krzyżu mówi „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”, ma swoje źródło w tym, że ma w sobie Ducha Bożego. Po ludzku sądząc nie da się kochać ludzi, którzy ci robią taką krzywdę. Te słowa, które Jezus wypowiada na krzyżu, to są absolutnie słowa wypowiedziane w jedności z Duchem Świętym. I nawet ten opis śmierci, gdy padają słowa, że Jezus oddał Ducha, świadczą o tym, że Duch Święty był z Nim również na krzyżu. Natomiast faktem jest, że z punktu widzenia narracyjnego czasami poszczególne Osoby Trójcy są bardziej lub mniej widoczne. Niekiedy mocniej widzimy działanie Boga Ojca – jak w Starym Testamencie. Niekiedy Jezusa – przede wszystkim w Ewangeliach. A są i fragmenty, w których szczególnie objawia się obecność Ducha Świętego – to zwłaszcza Dzieje Apostolskie. Tak, jakby historia świata składała się z trzech etapów. Albo tak, jak w domu. Czasem widać bardziej działanie ojca, czasem mamę, a niekiedy najmocniej słychać dzieci i każde w nich ma w tym domu swoje miejsce i rolę, razem tworzą jedną rodzinę.

Duch Święty nieustannie robi w Kościele swoje, choć nie zawsze wprost podpisuje swoje czyny. Ale przyjdzie taki czas, że je podpisze, że zobaczymy jasno i wyraźnie, co było Jego dziełem. I Duch Święty działa stopniowo, powodując dojrzewanie Kościoła w miłości i do miłości. Bardzo często jest zresztą nazywany Duchem miłości. Tylko ktoś dojrzały może kochać taką miłością, aby rodziła nowe życie. Stąd też nazywamy sakrament bierzmowania, tak mocno związany z Duchem Świętym, sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej. Bo kto jest dojrzały, ten może innych rodzić do życia, a rodząc innych, dojrzewać sam jeszcze bardziej.

Ale jak to właściwie jest z tymi sakramentami: otrzymujemy Ducha Świętego w sakramencie chrztu, a później jest bierzmowanie. Czyli, że co: poprawiny, bo za pierwszym razem nie chwyciło?

[uśmiech]. Ale przecież w Piśmie Świętym jest bardzo podobna sytuacja. W Ewangelii wg św. Jana czytamy, że kiedy Jezus zmartwychwstały ukazał się apostołom, to tchnął na nich i powiedział „Weźmijcie Ducha Świętego”. Czyli już mieli Ducha. A oni z jakiegoś powodu zamykają się w Wieczerniku, jakby zapominając o tym, co się wydarzyło. Po 50 dniach zstępuje na nich znowu Duch Święty i to w najbardziej namacalny sposób. Miną dwa rozdziały i znowu mamy tzw. małe zesłanie Ducha Świętego (Dz 4). Apostołowie modlą się i zstąpił na nich Duch Święty, jak dwa rozdziały wcześniej. Więc jak to, panowie: to nie było raz na zawsze? Z bierzmowaniem jest trochę jak z miłością i ślubem. Czy nie ma miłości przed ślubem? Jest, a przynajmniej powinna. Czy jest potem? Jest. Czy się coś zmienia ze ślubem? No powinno. Czy zawsze po ślubie jest lepiej? No nie zawsze. Bo sakrament daje łaskę, ale co my z nią zrobimy, oj to się już rozstrzyga w naszych wyborach. Można by też powiedzieć, że bierzmowanie to sakrament możliwości, powiedzmy obrazowo takie podarowanie żaglówki. Reszta zależy od człowieka, bo ruachczy pneuma prędzej czy później będzie wiał. Sakrament bierzmowania jest zewnętrznym znakiem łaski, która będzie człowiekowi towarzyszyła całe życie i będzie przynosiła owoce, jeśli będzie z nią współpracował.

Bo BIERZMOWANIE 

powinno być początkiem rozkwitu w Kościele, a często bywa tym uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności biskupa…

Dużo zależy od rozumienia. Jeżeli rozumiem, że Duch Święty jest wiatrem, a ja mam żaglówkę, to Kościół dał mi jacht i wypuścił mnie z zatoki na otwarte morze. Tam są najlepsze wiatry i tam mogę rozwinąć żagle. Wcześniej przez te lata przygotowań uczyli nas jak ustawiać grot i maszt, jak się zająć sterem, żeby płynąć na wietrze, a nie utopić się z innymi. Jeśli rozwinę żagle, to popłynę. Co się często dzieje z młodymi ludźmi? Kościół ich wypuszcza na morze, ale niektórzy mówią, że taki rejs jest bez sensu, bo przecież przy obsłudze żagla się człowiek urobi. I wracają do przystani, siedzą w domu i nigdzie nie chcą wypłynąć. Ktoś inny nie z lenistwa, ale z lęku boi się rejsu, bo nie wie, gdzie go ten ruah-wiatr poniesie. „A jeszcze mi Duch Święty każe zostać misjonarzem i co?” Czasami jest też tak, że człowiek wypłynie w swój pierwszy rejs, a tam wiatru nie ma, więc wraca do zatoki. Bo się zniechęcił. Bo zapomniał, że wiatr wieje jak chce. I czasami trzeba cierpliwie poczekać. Nawet jak ktoś nie pływał, to wie. Tutaj potrzebne jest dbanie o relację z Duchem Świętym. Dwustronna aktywność. A my czasami podchodzimy do tematu bierzmowania w sposób magiczny, myśląc, że jak otrzymam sakrament, to od razu się zaczną jakieś cuda dziać wokół mnie. Pan Bóg zawsze działa relacyjnie. Bo miłość domaga się z natury wzajemności. Kto nie kocha kochającego, zamęczy się w miłości. Inna sprawa jak bierzmowanie zaciera się w naszej pamięci. Wczoraj zapytałem w naszej wspólnocie, jak pamiętają swoje bierzmowanie. Bardzo słabo. Ślub pamiętamy, Pierwszą Komunię pamiętamy, a bierzmowania nie. I to jest też wyzwanie dla Kościoła, w jaki sposób ustawić sprawę z bierzmowaniem, abyśmy nie tylko nie zniechęcali się przez to, że nie widzimy od razu efektów tego sakramentu, ale żebyśmy chociaż samo bierzmowanie dobrze pamiętali!

Co zrobić, żeby złapać ten oo w żagle?

Robić to, co ode mnie zależy i być cierpliwym a jednocześnie trzeba Ducha Świętego w wzywać, modlić się do Niego i o Niego. Bo Duch Święty jest przepięknie nazwany w Biblii Parakletem, a to oznacza przede wszystkim „wezwany”.

No, wiele  tłumaczeń tego określenia krąży…

Tak, Paraklet jest trudnym słowem, ale na pewno nie jest trudniejszym niż pendrive i naprawdę da się je zrozumieć. I jednym z jego ważniejszych znaczeń jest właśnie to, które ukazuje Ducha Świętego jako Kogoś, kogo mamy wzywać. Ja Go mam wzywać, jeśli chcę, żeby działał w moim życiu. Czasami ludzie mówią, że w ich życiu Duch Święty nie działa. A wzywałeś Go? Co powiedział tata do Karola Wojtyły, widząc jego niezdyscyplinowanie? „Nie jesteś dobrym ministrantem. Nie modlisz się do Ducha Świętego”. I wtedy nauczył syna modlitwy, która później towarzyszyła przyszłemu papieżowi całe życie. A Jan Paweł II nauczył tej modlitwy studentów w Warszawie w 1979 r. Trzeba by zadać sobie pytanie, ilu bierzmowanych modli się do Ducha Świętego. My myślimy, że Duch Święty zadziała automatycznie. Nie. Bóg jest relacyjny. W tym sensie jest nie tylko wiatrem. Jest ludzko-boskim wiatrem. Jeśli chcemy, żeby był obecny w nas, to musimy zrobić Mu miejsce w swoim życiu.

Jasne. Ale jak to zrobić ? Co to znaczy żyć Duchem Świętym na co dzień?

Raz – na pewno trzeba się modlić. Nie ma relacji bez wspólnego spędzania czasu. To jest podstawa. Dwa – może trzeba trochę poczytać, poznać. W liceum byłem na ogólnopolskiej olimpiadzie z geografii. A wczoraj jak rozwiązałem sobie test maturalny z geografii, to siara z tego wyszła okropna i masakra. Bo od dawna nic w tym temacie nie czytam i o to nie dbam. Jeśli ktoś nas interesuje, to go poznajemy. Kibicujesz Lewandowskiemu, to śledzisz newsy na jego temat, interesuje cię koleżanka, to próbujesz się czegoś o niej dowiedzieć. To samo z Duchem Świętym. Trzeba się Nim zainteresować, dowiedzieć czegoś więcej. I jeszcze trzecia sprawa: nie zapominać o tym, o czym mówi Nowy Testament – że Ducha Świętego poznaje się po owocach. I to się najbardziej sprawdza w codzienności. Prosty przykład: czytam komentarze pod moim wpisem na blogu. I ktoś mi tam nabluzgał. Co się dzieje? Kiedy mam ochotę przywalenia mu w odpowiedzi, zastanawiam się, czy ten pomysł jest z natchnienia Ducha Świętego czy innego ducha. Proszę zauważyć, że nazwa trzeciej Osoby boskiej to nie jest sam Duch, tylko Duch Święty. Bo jest Duch Święty, ale są też inne duchy, duchy nieświęte.

Pamiętam do dziś pewną sytuację z czasów, gdy byłem wikarym na Ruczaju. Wracałem od znajomych i zobaczyłem, że na przystanku bije się dwóch chłopaków. Coś mnie wtedy natchnęło i przeszedłem zdecydowanym krokiem przez ulicę, w stronę tej dwójki i zapytałem tego, który był bardziej agresywny: „Czy ty byłeś do bierzmowania?”. On, zaskoczony pytaniem, odpowiedział „Tak, a co?”. Wtedy chwyciłem go za kurtkę, zacząłem uderzać o przystanek i powtarzać z krzykiem to samo pytanie: „Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Co zrobiłeś z Duchem Świętym?! Ty byłeś do bierzmowania, a bijesz swojego brata?”. Nie miałem wtedy w sobie żadnej nienawiści, żadnej chęci zrobienia krzywdy, ale jakąś taką przemożną potrzebę uzewnętrznienia przeżywanego bólu. Może dopiero wtedy chłopak pojął, że bierzmowanie to jest jednak poważna sprawa. Wtedy też zrozumiałem bardziej reakcję Jezusa wyrzucającego kupców ze świątyni. W tej scenie przecież jest niesamowite, że On nie zrobił tym kupcom żadnej realnej krzywdy, tylko dał im do myślenia, bo to była poważna sprawa. Barany powypędzał i pieniądze porozrzucał, ale gołębi nie wypuścił. Dlaczego? Bo inne zwierzęta można łatwo znaleźć a pieniądze pozbierać z ziemi. Gołębie mogłyby nie wrócić.

Co to znaczy, że Duch lo jest życiem Kościoła?

Bo robi różnicę między wegetacją a życiem. Wróćmy do tej żaglówki. Gdyby wiatr wcale nie wiał, to też można się na wodzie kołysać, ale co to za rejs? Duch Święty sprawia, że Kościół żyje nie tylko ludzkim życiem, nie jest wyłącznie ludzką instytucją, ale jest także dziełem Boga. To tak, jak życie z miłością i bez. Czy człowiek bez miłości żyje? Żyje, ale każdy, kto chociaż raz kochał, to widzi, że jakościowa różnica jest kolosalna. Jeśli Duch Święty jest Duchem miłości między Ojcem i Synem, to przecież miłość jest tym, co daje życie. Nam właśnie dlatego powinno zależeć na Duchu, bo bez Niego, choćbyśmy byli w Kościele, to będzie to tylko bezpłodna wegetacja. Ile było osób w Kościele przed zstąpieniem Ducha Świętego? Ile osób było zamkniętych w Wieczerniku? 120 osób? Kiedy Duch Święty zstępuje, zaczyna się nowe życie i po jednym kazaniu św. Piotra przystępuje do chrztu 4 tysiące mężczyzn. Bo jak człowiek dopuszcza do siebie Ducha miłości Ojca i Syna, jak człowiek zaczyna kochać, to ma moc życia do rodzenia życia. I to odróżnia mocno siłę Ducha Świętego od innej siły, że On jest mocą miłości. Coś co zwróciło moją uwagę w czasie ŚDM w Krakowie – na Mszy z papieżem było 2 mln ludzi i doświadczyliśmy niesamowitej siły. Ale to była siła budująca, zupełnie inna niż na przykład destrukcyjna siła wojsk. Duch Święty objawia się w mocy miłości. I w taki sposób ożywia Kościół.                                           

A co z  momentami życia Kościoła, kiedy na pierwszy rzut oka trudno doszukać się działania Ducha Świętego? Złośliwi mówią, że w niektórych okresach Duch Święty wziął sobie wolne.

Był nawet dowcip o pewnej diecezji, jak to Trójca Święta wybiera się na wakacje. Bóg Ojciec postanowił wpaść do Ur Chaldejskiego, by odwiedzić rodzinne strony Abrahama. Jezus do Nazaretu, a Duch Święty do takiej a takiej diecezji. „A dlaczego akurat tam chcesz zawiać”? pytają zdziwieni Ojciec i Syn. „Bo tam mnie jeszcze nie było”. Żarty, żartami, ale z pewnością możemy powiedzieć, że Duch Święty wolnego od Kościoła sobie nigdy nie wziął. Prawda jest jednak również taka, że Duch Święty jest Duchem wolności. Więc bywało i bywa tak, że jako ludzie Kościoła nie zawsze się na Niego otwieramy. Bo jednak każdy z nas jest obdarowany wolnością i w tej wolności podejmuje swoje decyzje. O ile jednak jednostkowe decyzje bywały i bywają złe, nawet w życiu św. Piotra, a co dopiero innych uczniów, to Jezus obiecuje nam, że Duch Święty nieustannie doprowadza Kościół do całej prawdy. Czasem z ludzkiej ułomności robimy niezłe meandry na otwartym oceanie czasów, ale to tchnienie Ducha ostatecznie pcha Kościół do niebieskiego Jeruzalem. Trzeba jednak ogromnej pokory ze strony ludzi Kościoła, by nieustannie wsłuchiwać się w głos Ducha. Bo jesteśmy trochę jak Naród Wybrany, który krąży po pustyni zmierzając w stronę Ziemi Obiecanej. Można by dojść tam za miesiąc, ale jak nie będziemy posłuszni Duchowi, to pójdziemy 40 lat, 

SPOTKANIA PRZED I KOMUNIĄ I BIERZMOWANIEM DATY

Klasa komunijna po 5 osób PONIEDZIAŁEK 16 III godz 19.00 30 maja 2020 r NIEDZI8ELOA GODZ 11.45

 

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 17 MARZEC GODZ 19.15 bierzmowani 30 maja m NIEDZIELA GODZ 18.00

 

 

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 23.III godz 19.00

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 23 MARZEC GODZ 19.15

 

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 30.III poniedziałek

 

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 31MARZEC GODZ 19.15

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 20-./04 godz 19.00  poniedzialek

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 21KWIECIEŃ GODZ 19.15

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 27.04 godz 19.00

 

 

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 4 maj godz 19.00

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 28 KWIECIEŃ C GODZ 19.15

 

 

 

 

 

Klasa komunijna po 5 osób 11 MAJA GODZ 19.00

 

 

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 5 MAJ GODZ 19.15

 

 

 

 

 

 

Młodzież WTOREK po 7 osób 11 MAJ GODZ 19.15

Sw Zyta

Św. Zyta z Lukki

Arnould de Vuez, Św. Zyta

#HISTORIA    #KOŚCIÓŁ    #PATRON    #ŚWIĘTY

Święta Zyta urodziła się w niewielkiej toskańskiej miejscowości Monsagrati, niedaleko Lukki. Pochodziła z ubogiej rolniczej rodziny, otrzymała jednak od rodziców bogactwo wyższego rzędu – prawdziwie chrześcijańskie wychowanie i zaród cnót, które aż do świętości rozwinęła w dorosłym życiu. Jej siostra została zakonnicą u cystersek, brat zaś pustelnikiem, ona zaś zmuszona była udać się na służbę do miasta, by zarobić na własne utrzymanie.

Miała dwanaście lat, gdy została służącą w zamożnym domu państwa Fratinellich. Początkowo była źle traktowana z powodu swojej pobożności i cichości. Wiele przykrości spotkało ją ze strony apodyktycznego pana domu i jego drażliwej i nazbyt wymagającej małżonki. Pobożna dziewczynka znalazła z Bożą pomocą na tyle hartu ducha i pokory koniecznej w takim położeniu, by udało jej się traktować dom swoich chlebodawców tak jakby była to Święta Rodzina.


Pan Bóg, doświadczywszy swą służebnicę, wkrótce nagrodził jej cierpliwość i posłuszeństwo, państwo Fratinelli bowiem, widząc, iż jest ona rzetelną pracownicą, a nadto zaczynając dostrzegać owoce jej cnót, zaczęli ją lepiej traktować i uczynili ją przełożoną nad całą służbą domową. Nie udało jej się natomiast ułożyć stosunków z resztą służących. Zazdrośni o wyższą pozycję, którą zajęła, i nie rozumiejąc świętości, którą w codziennym mozole osiągała, dokuczali jej i wykorzystywali każdą sytuację, aby ukazać ją w złym świetle w oczach pana i pani domu. Zyta podejmując odpowiedzialność za utrzymanie porządku w domu, z największą gorliwością oddawała się jednocześnie życiu duchowemu. Codziennie, nim wszyscy wstali, udawała się do pobliskiego kościoła świętego Frediana, by wysłuchać Mszy Świętej i przyjąć Pana Jezusa. Wiele nocy spędziła na modlitwie, prowadziła także surowy tryb życia, śpiąc na podłodze i poszcząc często o chlebie i wodzie.
Jej cnoty jak ziarno zakopane głęboko w ziemi i podlewane regularnie ożywczą wodą codziennych drobnych ofiar zjednujących obfitość łaski Bożej, rozkwitły wkrótce niesłychanie, roznosząc miłą woń świątobliwości nie tylko w najbliższym otoczeniu Świętej, ale również w całej miejscowości. Jej miłosierdzie znali wszyscy ubodzy i potrzebujący, a wieść o świętej służącej była na ustach mieszkańców Lukki.

Już za życia Pan Bóg ozdobił jej imię sławą cudów. Zdarzyło się raz, że gdy przerwała pracę w kuchni, by rozdać jałmużnę ubogim, zawistna służba doniosła państwu, że ich przełożona zaniedbuje obowiązki. Jak głosi podanie, gdy weszli oni do kuchni, ujrzeli anioły uwijające się przy pieczeniu chlebów. Odtąd Zyta miała otrzymywać regularnie pewną kwotę na wsparcie ubogich. Pocieszenie odnajdywała Święta w kontemplacji tajemnic Bożych, podczas której zdarzało jej się wpadać w ekstazę. Jest ona czasem przedstawiana z podołkiem fartucha pełnym kwiatów, a to dlatego, iż pewnego razu, gdy niosła chleb dla ubogich, po drodze zamienił się on w bukiet pachnących kwiatów

Czterdzieści dwa lata upłynęły na tym żywocie pełnym prostego poświęcenia i dobroczynności. Kiedy Święta zmarła w roku 1272, jej pogrzeb zgromadził ogromną liczbę mieszkańców, wdzięcznych za jej dobroć bądź po prostu pozostających pod wrażeniem jej osoby.  Pomimo iż była z pochodzenia prostą chłopką, a całe życie spędziła na służbie domowej, została pochowana uroczyście w kościele świętego Frediana. O tym jak sławna była w owym czasie, świadczy ustęp z Boskiej komedii, w którym toskański poeta nazywa Lukkę „grodem Zyty”. W roku 1652 dokonano ekshumacji zwłok na potrzeby procesu kanonizacyjnego – ciało Świętej było nienaruszone. Do chwały ołtarzy wyniósł ją Innocenty XII w roku 1696, zaś Pius XI ogłosił ją patronką Lukki i służby domowej. Jest również czczona jako patronka ubogich dziewcząt oraz kelnerów i kelnerek.
Kościół wspomina św. Zytę z Lukki 27 kwietnia.

Read more: http://www.pch24.pl/sw--zyta-z-lukki-,2077,i.html#ixzz60Le42qyW

Bierzmowani 18 maja 2018 r par Jazgarzew PROGRAM

TRZY SPOTKANIA PRZED BIERZMOWANIE tzw próby

Jana Pawła II o Dary Ducha Świętego

Jana Pawła II o Dary Ducha Świętego

Drżącą ręką, niewyraźnym, chybotliwym charakterem pisma Jan Paweł II zapisał na rok przed śmiercią osobistą modlitwę do Ducha Świętego. Dziś ujawnia ją "Tygodnik Powszechny". Modlitwę podyktował przyszłemu papieżowi jego ojciec, jeszcze przed wojną. A jak wiele lat później wspominał sam Jan Paweł II, wywarła ona wielki wpływ na jego życie.

Duchu Święty, proszę Cię o dar Mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych, o dar Rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej, o dar Umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary, o dar Rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował, o dar Męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać, o dar Pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością, dar Bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże obraża.


 

BIERZMOWANIE 2019 r Klasa III Gimnazjalna 2017/2018

SYMPATYCY CZY CHRZESCIJANIE Sługa Boży Ks Franciszek Blachnicki

DOJRZAŁOŚĆ I NIEDOJRZAŁOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA

Dojrzałym chrześcijaninem według Biblii jest ten, które­go wiara spontanicznie wytwarza owoc uczynków (zob. Jk 2» 14-22). Uczynki są dowodem, że wiara jest auten­tyczna. Nasze usprawiedliwienie zaczyna się od wiary, którą Bóg daje człowiekowi darmo, bez jego zasługi, ale człowiek musi z tą wiarą współdziałać.

Gdy czytamy listy Świętego Pawła, to zawsze na ich końcu znajdujemy różne pouczenia. Te fragmenty nazy­wa się częścią parenetyczną listów. Święty Paweł wylicza uczynki, postawy, które powinny cechować chrześcija­nina. Dla niego życie dojrzałe wyrasta z wiary (zob. np. Ef 4-6). Święty Paweł często wskazuje w postawie chrze­ścijan na obecność czegoś, co nazywa więzią doskonało­ści, i w tym jest zawarta istota chrześcijańskiej dojrzałości. Chodzi tu po prostu o miłość, która wszystko przenika, ale nie o jakąkolwiek miłość, trzeba dodać - miłość w wymiarze krzyża. Co to znaczy? Chodzi o miłość, któ­ra umie przebaczać, która potrafi znosić drugiego, która nie odpłaca złem za zło, ale zło dobrem zwycięża; miłość, która jak gdyby bierze zło świata i tak jak Chrystus nie­sie je na krzyż, aby umrzeć za nie, by zostało ludziom darowane.

Miłość Chrystusowa, ta miłość w wymiarze krzyża, bezinteresowna, znosząca i przebaczająca stanowi istotę chrześcijańskie) doskonałości. „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umi­łowałem" (J13, 34). Taka miłość musi zapanować wśród nas, obalając bariery i tworząc z nas jedność, czyli wspól­notę. Wtedy możemy mówić, że jesteśmy Kościołem. Ży­cie we wspólnocie wiary, ale i we wspólnocie miłości, to istota chrześcijańskiego życia.

Chrześcijanin, który żyje w jedności z innymi, dzię­ki temu, że ma miłość, która potrafi przebaczać, znosić i poświęcać się dla drugich, jest nazwany przez Świętego Pawła „nowym stworzeniem", „nowym człowiekiem" „człowiekiem według Ducha", „człowiekiem przyobleczo­nym w Chrystusa", „synem Bożym w Jezusie Chrystusie". Takie wyrażenia ciągle powtarzają się u Świętego Pawła. Kto nie potrafi żyć miłością w wymiarze krzyża, kto nie jest zdolny znosić krzywdy w postawie przebaczającej, ale procesuje się, dochodzi swoich praw, kto wywołuje roz-dźwięki we wspólnocie, ten jeszcze jest - jak mówi Święty Paweł - „człowiekiem cielesnym" albo „niemowlęciem w Chrystusie". Święty Paweł mówi do Koryntian, że skoro są między nimi kłótnie, to są jeszcze niedojrzali, są nie­mowlętami w Chrystusie (por. 1 Kor 3,1-3).

Jeżeli przyjrzymy się dzisiaj przeciętnym chrześci­janom czy katolikom, to zobaczymy, jak daleko jest im do takiej dojrzałości chrześcijańskiej. Ogromna większość żyje tak, jak żyją poganie: kłóci się, procesu­je, nienawidzi, nie potrafi przebaczać. Ludzie chodzą do kościoła, spełniają jakieś praktyki religijne, ale ich życie jest antyświadectwem. Dlaczego tak jest? Dlatego że zaniedbano drogę, która prowadzi do dojrzałości chrześcijańskiej, czyli katechumenat. W przeciętnych parafiach nie funkcjonuje instytucja katechumenatu, której celem jest wychowywanie ludzi do dojrzałości w wierze. Dlatego nie ma dojrzałych chrześcijan, są tylko niemowlęta w Chrystusie.

W jaki sposób dochodzi się do dojrzałości w wierze? Jak to jest przedstawione w Biblii? Biblia daje na to pyta­nie odpowiedź negatywną i pozytywną.

Negatywnie Pismo Święte stwierdza, że dojrzałość chrześcijańska nie jest dziełem człowieka. Nie jest to pro­sty rezultat wysiłku i pracy nad sobą. Święty Paweł mówi, że dążność ciała prowadzi do śmierci, nie podporządko­wuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna (zob. Rz 8, 6-7). Człowiek naturalny więc, człowiek sam z siebie, nie jest zdolny do tego, żeby siebie przemienić, żeby stać się człowiekiem żyjącym według Ducha, to znaczy według miłości w wymiarze krzyża. Natura człowieka jest skażona i każdy przeżywa w sobie ten dramat, że chciałby zachować Prawo Boże, ale nie jest do tego zdolny. Święty Paweł jasno i dobitnie to opisuje: nie czynię tego, co chcę, ale czynię to, czego nienawidzę, stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (zob. Rz 7, isnn.). To jest pierwsza spra­wa, o której musimy pamiętać. Chciejmy także uświado­mić sobie słabość, ograniczoność i niezdolność naszej natury do osiągnięcia własnymi siłami stanu dojrzałej

wiary. A ciągle spotykamy się z pewnym dopingowaniem nas do wysiłku w tym kierunku: musisz mocno postano­wić sobie, musisz chcieć i wtedy na pewno dojdziesz do tego. A tymczasem to jest nieprawda.

Pozytywnie Pismo Święte, zwłaszcza Nowy Testament, mówi, że życie nacechowane miłością w wymiarze krzyża jest następstwem, konsekwencją wydarzenia, które od­mienia człowieka wewnętrznie, czyni go innym, nowym człowiekiem, stwarza w nim jakąś nową rzeczywistość, która go uzdalnia do rzeczy przedtem niemożliwych. To wydarzenie opisywane w wieloraki sposób w Biblii nazywa się na przykład „odrodzeniem z wysoka", czyli „odrodzeniem z Ducha Świętego", albo „ponownym stwo­rzeniem", „wskrzeszeniem z martwych w Jezusie Chrystu­sie". Opisując to odrodzenie, stworzenie czy wskrzeszenie, Paweł mówi, że człowiek nie jest już wtedy ten sam, ale że w nim przez wiarę żyje Chrystus, że przebywa w nim Duch Święty, który w jego wnętrzu jak gdyby poświadcza, że jest on dzieckiem Bożym. Te przemiany w człowieku Biblia wiąże z obmyciem wodą, czyli z chrztem świętym. Zewnętrzne obmycie wodą to znak pokonania śmierci i zniszczenia grzechu, który dotąd panował nad człowie­kiem i trzymał go w niewoli.

Od momentu chrztu zaczyna istnieć nowy człowiek, człowiek według Ducha, człowiek nawrócony, czyli właśnie dojrzały chrześcijanin. Przed chrztem istniał człowiek według ciała, ulegał zepsuciu na skutek zwod­niczych żądz. Ale przecież wszyscy ci chrześcijanie, o których mówiliśmy przed chwilą, że faktycznie żyją we-

dług ciała, a nie według Ducha, że bardzo daleko jest im do dojrzałości chrześcijańskiej, chrzest otrzymali, a nie widać w ich życiu przemiany. Trzeba sobie uświadomić, że Kościół nigdy nie nauczał, że chrzest automatycznie dokonuje przemiany człowieka. Nie mamy tu do czynie­nia z jakimś magicznym działaniem. Święty Paweł nawet wyraźnie zakłada, że mimo przyjęcia chrztu świętego we wnętrzu człowieka może nic się nie wydarzyć. „Wy jednak - mówi Święty Paweł - nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka" (Rz 8, 9a). Zwróćmy uwagę na słowa „jeśli tylko" - to jest warunek, który może się nie spełnić. Święty Paweł mówi dalej: „Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy" (zob. Rz 8, pb). Chrzest daje pew­ną szansę, pewną możliwość, ale bez wysiłku człowieka może on pozostać w nim martwy, nie objawiać żadnych skutków. "

 

 

 

 

 

 

Grupa mlodzieży do bierzmowania 2017/2018

Lista osób przygotowujacych sie do Saakramentu Bierzmowania

Bp Dajczak: Potrzeba reformy bierzmowania

Bp Edward Dajczak Henryk Przondziono /GN

Katecheza szkolna nie załatwi wszystkich problemów Kościoła z młodzieżą – podkreśla bp Edward Dajczak w rozmowie z KAI i portalem stacja7.pl na temat sakramentu bierzmowania. – W skali całego kraju jest gigantyczna robota do wykonania, ponieważ nie chodzi tylko o to, by ludzie słyszeli o Bogu, ale by Go doświadczyli – ocenia biskup koszalińsko-kołobrzeski. Zgadza się także z opinią, że "bez wcześniejszego ewangelizowania katecheza to jak sianie ziarna na betonie”.

Bierzmowanie to bardzo ważny sakrament, pierwszy w pełni świadomie, dobrowolnie i autonomicznie przyjmowany przez młodego człowieka. Ale niestety często bywa uroczystym pożegnaniem z Kościołem na długie lata. Skoro tak, czy warto kontynuować dotychczasową praktykę przygotowania do tego sakramentu?

– W diecezji przemyskiej, rzeszowskiej, czy tarnowskiej sytuacja jest zupełnie odmienna od tej w koszalińsko-kołobrzeskiej. To różne światy, jeżeli chodzi o wiarę. W naszej diecezji nie funkcjonuje tak zwany katolicyzm tradycyjny. Praktykuje go już tylko jedna piąta mieszkańców. Młodzież, z którą spotykamy się przy okazji przygotowania do sakramentu bierzmowania, wychodzi z domów, które im nie dają doświadczenia Boga. Słowo "doświadczenie" jest tu znaczące: nie chodzi tylko o stronę emocjonalną, lecz o doświadczenie osobowe, o osobową relację z Bogiem.

Czy to znaczy, że młodzież gimnazjalna jest dzisiaj mniej dojrzała? A może za szybko jest wprowadzana w ten sakrament? Może w tej chwili osoba, która kończy 15 lat, jest mniej dojrzała niż kiedyś, bo – właśnie często – nie ma świadomości wiary wyniesionej z domu?

– Kiedy byłem biskupem pomocniczym w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, istniał jeszcze system czteroklasowych liceów i tam udzielałem sakramentu bierzmowania w drugiej klasie. Później zreformowano szkoły i bierzmowania udziela się wcześniej, już w gimnazjum. Nie chcę wypowiadać się na temat dojrzałości tej młodzieży, bo o to trzeba pytać psychologów i pedagogów. Natomiast na pewno problemem jest dojrzałość w wierze. Myślę, że w pierwszej klasie liceum młody człowiek ma większą świadomość wiary. Trzeba dotrzeć do młodych wtedy właśnie, gdy dojrzewają, a nie w czasie gimnazjalnej „głupawki”.

A czym jest sakrament bierzmowania? Czy może Ksiądz Biskup powiedzieć młodym ludziom (a także ich rodzicom), co się z nimi stanie w momencie otrzymania tego sakramentu? Co się zmieni w ich życiu, jeśli sakrament przyjmą świadomie i z wiarą?

– Istota tego sakramentu jest jednoznaczna. To doświadczenie Ducha Świętego. Doświadczenie Jego mocy, światła. Doświadczenie, które jest posłaniem i rozeznaniem w życiu. Żeby tak przeżyć bierzmowanie, należy wrócić do podstawy życia religijnego, to znaczy do konieczności osobistego spotkania z Bogiem. Bez tego, mimo wyjaśnień, nauk, spotkań, młody człowiek nie przeżyje takiego doświadczenia.

Komuś, kto nie zaznał w domu prawdziwej miłości, nie da się tego opowiedzieć. Jeżeli my tym dzieciom nie damy doświadczenia miłości Bożej, to nie zmieni się nic.

Można powiedzieć im: „Jezus jest Panem”, ale jeżeli ktoś ich w to nie wprowadzi, nie weźmie za rękę, nie pójdą dalej. Ciągle mówię rodzicom, że miłości nie można nauczyć się na wykładach. Jeśli mama i tata nie przytulą dziecka, to można sobie tylko pogadać o miłości. W życiu duchowym jest tak samo. Jeżeli będziemy jedynie przedstawiali piękne idee, to nikogo nie wprowadzimy w doświadczenie Boga. Piękna idea - to nie jest Bóg. To nie jest Bóg, do którego młodzi ludzie mogliby przyjść ze swoimi problemami, przed którym mogliby się wypłakać. Oni muszą doświadczyć Boga osobowego. Inaczej do Niego nie pójdą.

Rodzicom uświadamiamy, że jest szansa, iż po głębokim przeżyciu sakramentu bierzmowania ich dzieci się zmienią. To przekonujący argument dla rodziców, którzy często mają z nastolatkami niezłe problemy, nawet jeśli sami są „letni w wierze”. Daj się wciągnąć w tę wspólnotę, ze względu na to, że może to pomóc ich dzieciom. Można bazować na miłości rodzicielskiej, bo skoro ma to pomóc ich dziecku, współpracują.