Ewangelia z dnia dzisiejszego 25.06.2019 r i BREWIARZ OFICIUM...

Mt 7,6.12-14) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie dawajcie psom tego co święte i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami i obróciwszy się, was nie poszarpały. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują”.

Z traktatu św. Grzegorza z Nyssy, biskupa, O doskonałości chrześcijańskiej


Całe nasze życie ma być świadectwem dawanym Chrystusowi

Trzy rzeczy określają i znamionują życie chrześcijanina: działanie, słowo, myślenie. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje myślenie. Na drugim miejscu jest słowo, które odsłania i wyraża myśl zaistniałą i ukształtowaną w duszy. Po myśleniu i mówieniu następuje działanie wprowadzające w czyn powstały w umyśle zamiar. Kiedy zatem pod wpływem różnych okoliczności działamy, myślimy albo mówimy, trzeba, aby każde nasze słowo, czyn i myśl były zgodne z tym wszystkim, co oznacza imię Chrystus, abyśmy nic takiego nie myśleli, mówili albo czynili, co mogłoby nas oddalić od tego tak bardzo wzniosłego wzoru.

Kto więc otrzymał zaszczytne imię Chrystusa, powinien pilnie badać wszystkie swe myśli, słowa, czyny i osądzać, czy zmierzają one do Chrystusa, czy też oddalają się od Niego. W różny sposób można przeprowadzać tak doniosłą ocenę. Cokolwiek wykonuje się, wypowiada lub zamyśla pod wpływem namiętności, z pewnością nie godzi się z Chrystusem. Raczej nosi znamię oraz rysy przeciwnika, który pogrąża perły ducha w błocie namiętności, aby przyćmić i usunąć blask kosztownego kamienia.

Wszystko zaś, co jest czyste i wolne od jakiegokolwiek niewłaściwego pożądania, zwraca się ku Twórcy i Początkowi duchowego pokoju, którym jest Chrystus. Kto od Niego czerpie, jakby z czystego i nieskażonego źródła, myśli i uczucia serca, osiąga takie podobieństwo względem swego wzoru i początku, jakie istnieje pomiędzy wodą ze źródła a tą, która płynie w strumieniu albo rozbłyskuje w amforze.

Nieskażoność zatem, która się znajduje w Chrystusie i w naszych sercach, jest ta sama. Tamta jednak, to jest Chrystusa, znajduje się w swym źródle, nasza zaś stamtąd pochodzi i ku nam płynie niosąc ze sobą właściwe wskazania na życie. Kiedy owe wskazania pochodzące od Chrystusa kierują życiem w prawości i ładzie i prowadzą je, wówczas następuje zgodność i harmonia między człowiekiem zewnętrznym i wewnętrznym. W moim więc przekonaniu doskonałość chrześcijańska polega na tym, abyśmy nosząc imię Chrystusa, wyrazili w naszych myślach, słowach i czynach wszystko, co imię to oznacza.
 

RESPONSORIUM  Kol 3, 17; Rz 14, 7

W. Wszystko, † cokolwiek działacie słowem lub czynem, * Wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa.

K. Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. W. Wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa.

MODLITWA

LG tom III: Wtorek XII 

Módlmy się. Wszechmogący Boże, obdarz nas ustawiczną bojaźnią i miłością Twojego świętego imienia, † albowiem nigdy nie odmawiasz opieki *tym, których utwierdzasz w swojej miłości. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, †który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Z Żywota Doroty z Mątów napisanego przez Jana z Kwidzyna

(Vita Dorotheae Montoviensis magistri Johannis Marienwerder III, 14)


Posłuszna Chrystusowi i małżonkowi

W czterdziestym pierwszym roku życia Dorota udała się wraz z innymi pątniczkami do Koszalina, do kościoła Błogosławionej Dziewicy (Góra Chełmska), gdzie z powodu wielkiej liczby ludzi pozwolono jej z towarzyszkami przenocować, bo nocowania tam miała tak silne pragnienie, że za nic nie poszłaby do innego miejsca. Tej samej nocy została przez Pana mile nawiedzona i napełniona wspaniałymi rozkoszami do tego stopnia, że trwała w nich nieruchoma przed ołtarzem, nie licząc czasu, aż do końca sumy. Dlatego pociągnięta została przez towarzyszki drogi, aby z nimi wyszła. Wstając jednak, nie mogła z powodu upojenia ducha iść prosto ani znaleźć drogi, którą przedtem świetnie znała. A była rzeczywiście pijana, bo upojona ze strumienia Bożej rozkoszy. Jej towarzyszki, widząc, że ona tak błądzi i schodzi z dobrze jej znanej drogi, dziwiły się, mówiąc: "Skąd to może być?" Lecz jedna z nich, bardziej zdolna poznawać, błogosławiła Pana Boga w Jego darach. Sama zaś Dorota trwała w tych rozkoszach cały dzień, aż do wieczornego zmierzchu. Wtedy dopiero pożywiła swe ciało.

Tegoż roku, w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego (14 IX 1387) przybyła, pielgrzymując do tego samego kościoła. I nie miała gdzie przenocować z powodu mnóstwa pątników, jak tylko w stajni, czyli miejscu osiołka, który był tam trzymany do pracy. Ona udała się na to miejsce, oczekując z pragnieniem nawiedzenia Pana. Długo trudząc się w modlitwach, rozważaniach i tym podobnych, aby poruszyć uczucie, nie tknęła słodyczy pociechy. Wezwała na pomoc Błogosławioną Dziewicę i świętych Boga, ale On wtedy jej nie pomógł, jak jej się zdawało. Wówczas sobie wewnątrz powiedziała: "Lepiej było mi pozostać w domu, niż być tutaj bez łaski pocieszającej". Nie zaprzestała jednak trudu ani w modlitwie nie stygła, lecz z ufnością wołała do uszu Boga i Chwalebnej Dziewicy. I oto, gdy towarzysze drogi spali, a rzesze w kościele od czasu do czasu burzyły się, ona została przez Pana rozpłomieniona miłością Bożą i wzięta do niewypowiedzianie wielkich bogactw, czyli rozkoszy, a rozkoszami uśpiona nie słyszała zgiełku ludzi.

Innym razem, w wigilię Wniebowzięcia (14 VIII 1387), chcąc pielgrzymować do wspomnianego kościoła Chwalebnej Dziewicy, sama wraz ze swym mężem przybyła do jakiejś gospody i, zanim zsiadła z wozu, zaskoczona została darmowym nawiedzeniem Bożym. Oderwana od wszystkich spraw zewnętrznych, tak bardzo przylgnęła do tej łaski, że przyszło jej na myśl, aby nie posłuchać męża, który kazał jej wysiadać z wozu. A mąż wołał, żeby wysiadła. Ona pomyślała jednak, że trzeba raczej słuchać Boga mówiącego, niż na rozkaz męża wysiadać. A ponieważ zwlekała, zagniewany mąż zaczął szaleć z wściekłości z powodu nieposłuszeństwa niewiasty. Widząc to, poradziła się Najsłodszego Pana Jezusa, czy ma raczej z Nim pozostać, a polecenie męża pominąć. On łaskawie odpowiedział, mówiąc: "Do czasu oderwij się od mojej rozmowy i posłusznie zgódź się z rozkazem twego męża". Usłyszawszy to, wysiadła zasmucona z powodu oderwania od Bożej rozmowy. I tak musiała ona często pozostawiać Pana słodko mówiącego i łagodnie pocieszającego, iść zaś za mężem i jemu wiernie służyć oraz znosić w jego służbie twarde słowa i ciosy dla dobra posłuszeństwa, którym przywiązana była do swego męża. Lepsze bowiem jest posłuszeństwo niż ofiary.
 

RESPONSORIUM J 15, 9. 14

W. Jak Mnie umiłował Ojciec, † tak i Ja was umiłowałem. * Trwajcie w miłości mojej!

K. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. W. Trwajcie w miłości mojej!
 

MODLITWA

LG tom III: Własne, str. 1267; LG skrócone: Własne, str. 1342
 

Módlmy się. Boże, źródło wszelkich łask, Ty z ojcowską dobrocią wysłuchujesz wszystkich wzywających Twojego miłosierdzia, † za wstawiennictwem błogosławionej Doroty wspomagaj nas w naszych potrzebach, * aby Twoja łaska, którą otrzymujemy na ziemi, przyniosła nam owoc życia wiecznego w niebie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, *Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen

MOJA MISJA W KOŚCIELE _ przeczytaj jak pięknie można ewangelizować....

Moja misja w kościele

Każdy ma powierzoną misję w kościele od Boga nikt nie przyszedł na świat bez powodu. Może ktoś wynajdzie lek na raka , ADIS, czy inne choroby, ale na pewno ma coś do spełnienia na ziemi, choć mimo to jeszcze o tym nie wie. Myślę, że ja już mam powierzoną misje od Boga.
Ja poszłam w stronę „światła” i znalazłam dobroć i szacunek. Jestem animatorką (animować- ożywiać) osobą która ma w sercu miłość Jezusa i Maryi oraz wiedzę, którą przekazuje najmłodszym, jest to bardzo trudne zadanie lecz gdy widzi się rozradowane buźki dzieci gdy przychodzą i wychodzą ze spotkania z radością w oczach dlatego warto jest się poświęcać.

Moja misja zaczęła się w wieku 9 lat. Zaczęłam uczęszczać na spotkania Dzieci Maryi z początku chodziłam bo inne koleżanki chodziły z mojej klasy, chciałam im tak jakby zaimponować. Po niecałym roku nie było tam żadnej z moich koleżanek z klasy, chodziłam ponieważ mogłam wyrazić swoje zdanie, nikt mnie nie krytykował ani nie poniżał, tam czułam się dobrze. Tam też poznałam moją najlepszą przyjaciółkę Anię, miałam wtedy 11 lat, cieszę się z tego powodu bo nie wiedziałam co to jest prawdziwa przyjaźń, teraz już wiem. Kilka lat później uświadomiłam sobie po co to wszystko, dlaczego tak a nie inaczej?! Wcześniej nie zdawałam sobie z tego jak do mnie to dociera każdy przeczytany w ciszy i spokoju fragment Pisma Świętego, czy jakaś sentencja ze spotkania, która utkwiła mi w głowie. Wtedy staram się przerzucać to na moje życie to jest naprawdę trudne. Wtedy też chodziłam na schole, czyli chór który śpiewał na mszy dziecięcej, ponieważ w ten sposób chciałam się zbliżyć do Boga. Mówi się że: „Gdy ktoś śpiewa dwa razy się modli”. Później niestety chór się rozwiązał.

Gdy zaczęłam chodzić do gimnazjum, a dokładnie do III klasy moja animatorka zaproponowała mi oraz innym moim koleżanką, żebysmy zostały tak jak i ona animatorkami. Byłam bardzo tą myślą uradowana. Pamiętam jeszcze moja pierwsza odprawę była ona przyłączeniem nas, czyli mnie i koleżanek do grona animatorek odbyła się ona u księdza dla podkeślenia okazji. To był początek dostałam wraz z moja przyjaciółka grupę dzieci w wieku 8 lat i mniej, było ich około dwanaścioro. To było na początku listopada. 

W ferie pojechałam na KODA (Kurs Opiekuńczy Dla Animatora) na I stopień animatora w Jastrzębiu Zdrój prowadzone przez siostry Boromeuszki. Nie powiem bo było tam ciężko, codzienne ranne wstawanie pisanie komentarzy, modlitw wiernych, na różne święta i okoliczności, konspektów na spotkania. Ta KODA kończyła się testem na którym było od 20-40 pytań na które musieliśmy prawidłowo odpowiedzieć to zależało od tego czy dostaniemy ten stopień, legitymacje animatora. Na początku lata pojechałam na KODA na II stopień animatora do Zabrzega do sióstr Elżbietanek. Tam kształciłam się pod kątem duchowym, najbardziej co mi się podobało to wieczorne adoracje siostra tak potrafiła samym słowem urzec tak że wychodziłam z kaplicy zapłakana z kieszenią pełną chusteczek. Nauczyłam się tam jak postępować z dziećmi w różnym wieku i z różnymi zainteresowaniami, dziećmi z nadpobudliwością, czyli dzieci z ADHD. Końcowym etapem był bieg samarytański mięliśmy kilka stacji: katechetyczną (katechizm), muzyczną (śpiew aklamacji oraz psalmu), szkołę animatora (zachowanie się z dziećmi), szkołę biblijną (IV podróże misyjne św. Pawła), szkołę liturgiczną (co to jest agapa, sakrament, jutrznia, kantyk?). 
Aktualnie mam nowa grupę w wieku 12 lat jest ich mniej więcej około ośmioro. Jestem bardzo zadowolona z mojej grupy ponieważ całkowicie inaczej się prowadzi młodsze dzieci niż już praktycznie młodzież która patrzy innymi kategoriami łatwiej się dostosować do nich, ponieważ jestem niewiele starsza od nich. Praca animatora niesie wiele zobowiązań, trzeba wiele z siebie dać, trzeba w każdej sytuacji być przygotowanym na różne nie typowe okoliczności. Wiele trzeba poświecić, a nawet z wielu rzeczy zrezygnować, aby przyjść na odprawę, która czasami kończy się bardzo późno lub spotkanie, które jest na drugi dzień wcześnie rano.
Myślę, że moja misja w kościele jest dobrą drogą porwadzacą prosto do Boga. Mam nadzieje, że ten zapał który mam nie zgaśnie po nieudanych próbach na które mnie wystawią. Chciałabym mieć nadal taka odwagę jak mam teraz. Życzę wszystkim aby nie zwątpili, że Bóg istnieje, że stoi przy nas każdego dnia chociaż go nie widzimy.

PRZYJDŹ NA Msze św i procesje......

GDZIE MOŻNA SPOTKAĆ PANA JEZUSA? …CZYLI O ZNALEZIENIU W ŚWIĄTYNI

Od początku wakacji Marta czekała na wyjazd nad morze. W wyobraźni budowała zamki z piasku i pluskała się w falach. Niestety, już pierwszego dnia przeżyła niemiłą przygodę. Na plaży był tłum ludzi, gdy dziewczynka weszła na chwilę do wody. Kiedy się odwróciła i chciała wrócić do mamy, nie wiedziała, gdzie ona jest. Wszystkie kocyki wyglądały podobnie, plażowicze też. Marta chodziła w obie strony, tam i z powrotem, ale gubiła się coraz bardziej i zaczęła płakać.

Na szczęście do dziewczynki podeszła kobieta w pomarańczowej koszulce z napisem „ratownik”. Porozmawiała z nią i przez megafon zawołała rodziców, którzy też bardzo się denerwowali. Wszystko skończyło się tylko na strachu.

Kiedy Pan Jezus żył na ziemi, w całym kraju była tylko jedna świątynia. Niemożliwością było, aby przychodzić tu codziennie lub nawet co tydzień. Zwłaszcza ci, którzy mieszkali daleko, przybywali do świątyni w Jerozolimie zwykle raz w roku, z okazji wielkiego święta Paschy. Wtedy w mieście był ogromny tłum ludzi. Naprawdę łatwo było się zgubić.

Również Maryja, Józef i dwunastoletni Pan Jezus kiedyś wybrali się na takie święto do Jerozolimy. Gdy skończyły się uroczystości i wszyscy wracali pieszo do domu, Maryja początkowo myślała, że Chłopiec jest z jakąś ciocią lub sąsiadką. Jednak wieczorem okazało się, że Go nie ma. Ach, jak Maryja i Józef musieli się zmartwić i przestraszyć! Następnego dnia znowu pieszo wracali do Jerozolimy. Ale jak znaleźć Syna Bożego w wielkim mieście, w tłumie ludzi? Nie było wtedy policji, nie było telewizji ani prasy, żeby zamieścić ogłoszenia.

Matka Boża weszła do świątyni, zapewne po to, by pomodlić się o dobre zakończenie tej złej przygody. I jakież było Jej zdziwienie, gdy właśnie w świątyni zobaczyła swojego Syna! On nie tylko tam był, ale rozmawiał z uczonymi i starszymi od siebie ludźmi i odpowiadał na ich pytania. I wszyscy byli zdumieni, jak wiele wiedział o Bogu Ojcu! Matka Boża zapytała Pana Jezusa, dlaczego tak Ją zasmucił. Na to On Jej odpowiedział, że zawsze jest tam, gdzie Jego Ojciec.

A gdzie my dziś możemy znaleźć Pana Jezusa? Na pewno każdy z nas nosi Go w swoim sercu, zwłaszcza po Komunii świętej. Jest On obecny także w innych ludziach. Dlatego powiedział, że wszystko, co robimy dla drugiego człowieka, to tak jakbyśmy Jemu samemu czynili. Ci, którzy umarli i są zbawieni, mogą spotkać i zobaczyć Pana Jezusa w niebie.

Na ziemi jednak najpewniej i najłatwiej, tak jak Maryja, znajdziemy Pana Jezusa w świątyni, czyli w kościele. W tabernakulum, pod postacią Chleba, stale mieszka i jest pośród nas. Poprzez Słowo Boże i przez kapłana poucza nas tak, jak wtedy nauczał tamtych ludzi w Jerozolimie. Kto chce być blisko Jezusa, często będzie przychodził do kościoła

p.FRANCISZEK Nie dajmy się zarazić arogancją. !

Papież: Nie dajmy się zarazić arogancją

"Nie dajmy się zarazić arogancją" - wzywał papież Franciszek w obchodzoną w niedzielę uroczystość Bożego Ciała. "Często ten, kto bardziej krzyczy, jest silniejszy, a ten, który jest bardziej rozzłoszczony, zdaje się mieć rację i uzyskuje poparcie" - 

Jest "smutno, gdy widzimy, z jaką łatwością się dzisiaj złorzeczy, pogardza, wyzywa. Ogarnięci zbytnim pośpiechem nie powstrzymujemy się i dajemy upust gniewowi na wszystko i na wszystkich" - powiedział papież podczas homilii w czasie mszy w parafii w rzymskiej dzielnicy Casal Bertone.

"Niestety często ten, kto bardziej krzyczy, jest silniejszy, a ten, który jest bardziej rozzłoszczony, zdaje się mieć rację i uzyskuje poparcie. Nie dajmy się zarazić arogancją, nie dajmy się ogarnąć goryczą, my, pożywający Chleb wszelką słodycz mający w sobie" - dodał.

Franciszek zauważył, że "w świecie stale staramy się zwiększać zyski, zwiększać obroty". Co jest celem? - pytał. "Dawanie czy posiadanie? Dzielenie się czy gromadzenie?".

"Ekonomia Ewangelii rozmnaża dzieląc się, karmi rozdając, nie zaspokaja zachłanności nielicznych, lecz daje życie światu. Czasownikiem Jezusa nie jest +mieć+, lecz +dawać+" - oświadczył.

Papież nawiązał do fragmentu Ewangelii o rozmnożeniu chleba i słów Jezusa do uczniów: "Wy dajcie im jeść".

"Spróbujmy wyobrazić sobie ich rozumowanie: +Nie mamy chleba dla nas, a musimy myśleć o innych? Dlaczego mielibyśmy ich karmić, skoro przyszli, aby słuchać naszego Mistrza? Jeśli nie przynieśli jedzenia, niech wracają do domu lub dadzą nam pieniądze, a my kupimy+" - dodał.

"Ale to nie są argumenty Jezusa" - podkreślił Franciszek.

Papież wyjaśnił następnie: "Jezus chce nam powiedzieć, że to, co posiadamy, przynosi owoce, o ile to dajemy. I nie ma znaczenia, czy jest to mało czy dużo". Taka postawa - zaznaczył - jest "antidotum na +przepraszam, ale mnie to nie dotyczy, nie mam czasu, nie mogę, to nie moja sprawa+".

Franciszek apelował o solidarność i gesty pomocy w Rzymie - "naszym mieście spragnionym miłości i troski, cierpiącym z powodu degradacji i opuszczenia, w obliczu tak wielu samotnych osób starszych, rodzin w trudnej sytuacji, młodych ludzi, którzy z trudem zarabiają na chleb i żywią swe marzenia".

Po papieskiej mszy jedną z ulic dzielnicy przeszła tradycyjna procesja.

Przed dwoma laty Franciszek przeniósł rzymskie obchody Bożego Ciała z czwartku na niedzielę, by mogło w nich wziąć więcej osób niż w dzień powszedni.

Drugi rok z rzędu przewodniczył uroczystościom poza papieskimi bazylikami. Przed rokiem odprawił mszę w rzymskiej dzielnicy Ostia.

OAZA ŻYCIA I OAZA WOLNOŚCI "Szedłem kiedyś inną drogą " CZY MASZ PROPOZYCJE I UWAGI JAK PRZYGOTOWAĆ NASZĄ PARAFIE DO MISJI a może znasz zespól grający czy śpiewający ?

 Home  Biblioteka 

 Rozmaitości  o formacji  Nowa kultura? To styl życia  

Nowa kultura? To styl życia

Wcześniej sądziłam, że nowa kultura to tylko kwestia spódnicy odpowiedniej długości i niepicia alkoholu. Ks. Wojciech Danielski pokazał mi nową kulturę w aspekcie m.in. panowania nad swoim czasem wolnym i czasem pracy. Zwracał uwagę na to, że zadaniem nowego człowieka i nowej wspólnoty jest określone przez Papieża Jana Pawła II czuwanie przy bliźnim słabym w sumieniu, stawanie się dla niego ostoją, czyli wszystkim dla wszystkich, aby za wszelką cenę uratować choćby niektórych.

Czas na jakość

Coraz więcej jest nadużyć w kwestii pracy zawodowej, dotyczących uczciwego rozliczania godzin pracy, wykorzystywania sprzętu i materiałów firmowych, kultury słowa, kultury ciszy i dźwięku. Może są to drobne sprawy, ale to w wierności drobnym sprawom jesteśmy sprawdzani. To również sprawa pozostawienia pierwszego miejsca dla Boga i modlitwy. Ks. Wojciech był sam świadectwem tego, jak ważne jest znajdowanie czasu dla Boga. Słuchałam jego konferencji, w której z mocą mówił, że nie ma tak ważnej sprawy, dla której mielibyśmy przekładać godzinę modlitwy. A mnie tak łatwo przychodzi stawianie innych „ważnych” dzieł przed modlitwą…

Owinięci ładem

Inna sprawa to kultura ładu w miejscu zamieszkania i w miejscu pracy, czyli znalezienie miejsca dla Boga tam, gdzie jako chrześcijanin jestem stale. Nie przypuszczałam wcześniej, że utrzymywanie porządku może być zadaniem i obowiązkiem chrześcijanina. Z czasem zrozumiałam, o co chodzi w budowaniu harmonii, pokoju oraz przestrzeni dla Boga w miejscu nauki, pracy czy we własnym domu.

Cudownie stworzeni

Kolejna kwestia to ta „liturgiczna spódniczka”. To nie wymysł liturgistów. To cała dziedzina odpowiedzialności za mowę ciała, za to, jak jest odbierane moje zachowanie. To odpowiedź na pytanie, jak mnie się postrzega ze względu na strój. Czy wyrażam tym szacunek, czy żądam szacunku dla siebie samej i szacunku dla osoby, która ze mną przebywa (nawet czy dbam o to, bym ja sama szanowała tych, którzy ze mną przebywają). To kwestia rozsądnej miłości do samego siebie jako Bożego stworzenia. Dbania o higienę snu, odpoczynku, przy jednoczesnej dbałości o kształtowanie w sobie i otoczeniu takich wartości jak takt, szlachetność, uczynność, poświęcenie, niezawodność, wierność, umiejętność dotrzymywania danego słowa i trwania przy kimś, gdy zdawałoby się po ludzku, że nie warto.

Kultura spotkania

Ks. Wojciech uczy także kultury spotkania. „Jakże potrzebne są wzorce spotkań bezalkoholowych i pomysłowych zabaw, wzbogacających, nikogo nie poniżających – pisze ks. Wojciech. –  Bawmy się nie czyimś kosztem, nie kosztem czyjejś godności, tylko tak, jak nakazują dawne wzorce harcerskie. Nie powinno być tak: dajmy młodzieży to, co młodzież lubi. Młodzież jeszcze nie wie, co ma lubić! Nie dlatego, że my lepiej wiemy, tylko że niektóre rzeczy, które łatwo się lubi, czy ktoś podsuwa, żeby lubić – szkodzą. Dlatego występujemy w imię godności człowieka: zbyt ciebie szanuję, by pozwolić, żebyś brał to, co dają, jak leci”. Potrzebowałam dojrzeć do tej prawdy, że w młodości nie wiemy jeszcze, co dla nas dobre i co mamy lubić – w sensie: co jest warte polubienia, korzystne, mądre. To również kwestia odpowiedzialnego wychowywania dzieci – mądrych wyborów, co można im dać, na co pozwolić, co promować.

Kultura słowa

Kolejna dziedzina, o której rzadko się myśli w kontekście nowej kultury, to kultura słowa, o którą usilnie prosił ks. Wojciech. „W rozmowach – proszę o szacunek dla języka polskiego, o poprawność gramatyczną wypowiedzi, właściwe akcentowanie wyrazów, dystans wobec nowomowy lub obcych słów, zwłaszcza angielskich. Unikanie tego, o czym mówi List do Efezjan w czwartym rozdziale, wiersze 29-32: mowa szkodliwa, mowa zgorzkniała, nieprzyzwoite słowa, niech między wami nie będą nawet wspomniane. Konieczne jest unikanie śliskich, dwuznacznych dowcipów czy jędrnych wyrażeń, żartów z Pisma świętego. Powiedzmy to jeszcze raz: diabelska karykatura kultury biblijnej, która może pojawiać się na oazach, na pogodnych wieczorach, może nam zagrażać – uważajmy! Właśnie na oazie powinno się służyć kulturze słowa. Staranne przygotowanie czytania Pisma Świętego w kościele (lektorzy) i śpiewu (chór, schola), właściwy dobór śpiewów podczas Mszy Świętej – to przecież jest tak bliskie naszemu charyzmatowi. Kultura słowa – to także to, co czytamy. Czy sięgamy po prasę katolicką, czy umiemy zacytować z pamięci fragmenty klasyki narodowej?”.

Zadziwiające. Początkowo myśl, że znajomość „Inwokacji” ma cokolwiek wspólnego z nową kulturą, wydaje się co najmniej dziwna. Po głębszym zastanowieniu, w obliczy kryzysu patriotyzmu i zachwytu wszystkim, co zagraniczne, staje się sensowna i potrzebna. I nie chodzi tylko o „Inwokację”. Chodzi o wszystko, co nazywamy Polską, polskością, dumą narodową, tożsamością.

Rób pięknie

I wreszcie kultura artystyczna. „Poziom tego, co przyjmujemy, i czym się dzielimy. Od KAMUZO (Kurs Oazowy dla Animatorów Muzycznych) – jakie piosenki tam śpiewamy? Kto czuwa nad tym, co się rozpowszechnia do śpiewania? Mądre? Głębokie? Ładne? Od znaku oazy, symbolu, proporca (nie totemu!) na dzień wspólnoty, po nagrodę daną przez moderatora. Od tego, co umiem dać jako występ artystyczny (prezentacja grupy) w imieniu mojej oazy średniej na dniu wspólnoty – do tego, czym się popisuję gdziekolwiek mówiąc kawał czy wierszyk” – nawołuje ks. Danielski. Ten wymiar nowej kultury staje się dla mnie szczególnie ważny teraz, kiedy jestem animatorem. Kiedy to ja decyduję lub współdecyduję o kształcie pogodnych wieczorów, kiedy to ja daję nagrody czy prezenty na zakończenie formacji swoim uczestnikom. Co im przez to przekazuję? Jakie wzorce stawiam im przed oczy?

***

Realizacja drogowskazu nowa kultura to branie odpowiedzialności już nie tylko za siebie, pilnowanie swojego zachowania – jak w uproszczeniu myślałam kilka lat temu. To odpowiedzialność za moje otoczenie, za domowników, za współpracowników, uczestników, za wszystkich, z którymi się spotykam, znajomych i nieznajomych. W takim rozumieniu nowa kultura nie jest już prostym „niepiciem i właściwym ubieraniem się”. Jest zadaniem na całe życie. I to zadaniem wcale niełatwym.

Agnieszka Dzięgielewska

POWOŁANI DO WOLNOŚCI Piosenka roku 2019/ 2020

Powołani do wolności

Diecezjalna Diakonia Muzyczna Ruchu Światło-Życie Diecezji Bydgoskiej
słowa i muzyka Ola i Krzysztof Rębacz

Ref. Nie lękaj się, Jezus żyje i jest
Światłem, które rozjaśnia największy mrok
Kajdany z rąk twoich zrywa byś mógł
Podać dłoń tym, co w ciemności są

1. On podnosi cię z prochu pustyni
W słupie ognia wskazuje ci szlak
Abyś biegł razem z ludźmi wolnymi -
- Ku wolności wyswobodził cię Pan

Ref. Nie lękaj się, Jezus żyje i jest
Światłem, które rozjaśnia największy mrok
Kajdany z rąk twoich zrywa byś mógł
Podać dłoń tym, co w ciemności są

2. Swoim słowem karmi ciebie jak manną
Syci Chlebem i poi cię Krwią
Abyś w życiu kierował się prawdą
i w Chrystusie miał wolność swą.

Ref. Nie lękaj się, Jezus żyje i jest
Światłem, które rozjaśnia największy mrok
Kajdany z rąk twoich zrywa byś mógł
Podać dłoń tym, co w ciemności są.

3. Daje łaskę, abyś szedł z Jego krzyżem
Niosąc wolność sercom, w których jej brak
Byś jak sługa oddawał swe życie
Jak słup ognia wskazywał im szlak.

Ref. Nie lękaj się Jezus żyje i jest
Światłem, które rozjaśnia największy mrok
Kajdany z rąk twoich zrywa byś mógł
Podać dłoń tym, co w ciemności są /x3

Nuty prymka

Nuty pełne

https://youtu.be/dkyvSLRHe2c

//

Szedłem kiedyś inną drogą brak

Chwyty na gitarę

D e G 1.Szedłem kiedyś inną drogą, A7 D Czas powoli mijał mi. D e G Lecz spotkałem na niej Kogoś, A7 D Kto zachwycił sobą mnie. A e

Ref.:Pan powiedział:Ty pójdź za Mną G A7 D Przez zwyczajne, szare dni! D e G e Nie bój się, Ja będę z tobą. G A7 D Niech w twym sercu radość lśni.

2.:Chcesz więc wszystko pozostawić, Wiernym Jego uczniem być, Wszystkich kochać tak jak Chrystus! Proś, a Pan ci doda sił.

Ref.:Pan powiedział...

3.On powołał cię jak Piotra, Od zwyczajnych ludzkich spraw. Trudna będzie twoja droga Lecz nie będziesz na niej sam.

Ref.:On powiedział ci:Pójdź za Mną Przez zwyczajne szare dni. Nie bój się, Ja będę z tobą Niech w twym sercu radośc lśni!

Pliki do pobrania

Przed misjami ...... 2019 r Komentarz z Brewiarza do hymnu

Życie ziemskie naznaczone jest wielorakimi brakami i cierpieniami. Gdy człowiek w ciągu dnia spotyka biedę i ból, więcej pomyśli o ludziach zagubionych i skłóconych, może go ogarnąć pesymizm i zwątpienie. Zwracając się w wieczornej modlitwie do Pana wyznaje wiarę, że Jezus jest z każdym człowiekiem.
 

Jezu otoczony rzeszą
Kalek, ślepców, trędowatych,
Ciał niemocą naznaczonych,
Dusz błądzących po bezdrożach;

Jezu, któryś miał przyjaciół
Wśród celników, jawnogrzesznic,
Któryś szukał pogardzanych,
Zeszpeconych plamą winy;

Jezu z sercem gorejącym
I otwartym dla każdego,
Kto chce dźwigać krzyż codzienny
Swej słabości i cierpienia.
 

Patrzenie na ludzką nędzę sprawia, że niektórzy zaczynają się chwiać w wierze. Pytają, gdzie jest Bóg. Wydaje im się, że Bóg, jeśli istnieje, to zapomniał o tym świecie i wydał mocy złych sił. Inaczej na to patrzy człowiek prostej wiary. Widzi on Jezusa, który jest w każdej ludzkiej sprawie. Przebywa pośród kalek, ślepców, trędowatych, szuka zeszpeconych plamą winy, nie zapomina o nikim. Nie leczy ludzkich słabości tajemniczym zastrzykiem, który sprawia, że człowiek bez wysiłku staje się inny, a sprawy tego świata zmieniają swój bieg. Cały swój wysiłek kieruje w stronę ludzkiego serca. Leczy ludzką wolę, aby wybierała dobro, oświeca ludzki umysł, aby poznawał prawdę, rozgrzewa ludzkie serce, aby rozradowało się miłością.
 

Jezu, okaż miłosierdzie
Nam, potomkom tamtych ludzi
I podobnym do nich w nędzy,
Co przyzywa Twej litości.

Jezu, kiedy dzień się kończy,
A przybliża się nieznane,
Bądź nam światłem gorejącym
Wśród ciemności tego świata.

Jezu, Ciebie, Twego Ojca
I Pocieszyciela Ducha
Niech wysławia miłość nasza
Przez pokorny hołd modlitwy. Amen. 
 

Spojrzenie na Jezusa, który szuka zagubionych owiec i poranionych serc, rodzi ufną modlitwę. Człowiek, świadom własnej nędzy, potomek Adama osłabionego własnym grzechem, woła z głębi własnej słabości. Prosi o miłosierdzie, o obecność Przyjaciela, jak dziecko, które kładąc się spać przyzywa matki, aby jej miłość pozwoliła mu spokojnie zasnąć. Ciemność, która nadchodzi, gdy słońce się schowa za horyzontem, to tylko symbol prawdziwej ciemności, która jest w stanie zatrwożyć człowieka. Jest ona królestwem księcia ciemności, który jest potężny i może uczynić życie człowieka piekłem już tu na ziemi. Potrzebna jest więc modlitwa i to nie tylko jako chwila spotkania. Ludzkie serce tęskni za powierzeniem siebie Ojcu, który jest w niebie.

Naszym obowiązkiem jest odnaleźć tych ludzi i zachęcić do udziału w misjach parafialnych. Każdy człowiek jest kochany i potrzebny na tym świecie. Stań się takim misjonarzem przed misjami. Administrator strony.Pozdrawiam serdecznie.

O zadziwiająca i wspaniała UCZTO !

Z dzieł św. Tomasza z Akwinu, kapłana (Opusculum 57, in festo Corporis Christi, lect. 1-4)


O
zadziwiająca i wspaniała Uczto!

Jednorodzony Syn Boży, chcąc nam dać udział w swoim bóstwie, przyjął naszą naturę, aby stawszy się człowiekiem, ludzi uczynić bogami.

Co więcej, wszystko, co od nas przyjął, w całości przeznaczył dla naszego zbawienia. Ciało swe ofiarował Bogu Ojcu jako przebłaganie za nas. Krew swoją wylał dla naszego odkupienia i obmycia, abyśmy wykupieni z nieszczęsnej niewoli, dostąpili oczyszczenia ze wszystkich grzechów.

Aby zaś na zawsze trwała wśród nas pamięć o tak wielkim dobrodziejstwie, pod postacią chleba i wina pozostawił swoim wiernym Ciało swe na pokarm i Krew za napój.

O zadziwiająca i wspaniała Uczto, zbawienna i pełna wszelkiej słodyczy! Cóż może być nad nią wspanialszego? Już nie mięso kozłów i cielców, jak w Starym Testamencie, ale sam Chrystus, prawdziwy Bóg, podawany jest tutaj do spożywania.

Żaden inny sakrament nie jest bardziej zbawienny; on usuwa grzechy, pomnaża cnoty, duszę nasyca obfitością duchowych darów.

W Kościele Eucharystia składana jest tak za żywych, jak i umarłych, aby pomagała wszystkim, bo dla dobra wszystkich została ustanowiona.

W końcu nikt nie potrafi wypowiedzieć słodyczy tego sakramentu. Przezeń kosztuje się radości duchowej u samego źródła; przezeń czci się pamiątkę niezrównanej miłości, okazanej podczas męki przez Chrystusa.

Aby przeto ogrom tej miłości jak najdoskonalej wyrył się w sercach wiernych, po odprawieniu Ostatniej Wieczerzy wraz ze swymi uczniami, kiedy to zamierzał przejść z tego świata do Ojca, Chrystus ustanowił ten sakrament jako wieczną pamiątkę swej męki, jako wypełnienie dawnych zapowiedzi, jako największe swoje dzieło i pozostawił jako szczególną pociechę dla tych, którzy smucą się z powodu Jego odejścia.


 

RESPONSORIUM

 

W. Rozpoznajcie w tym chlebie † Ciało, które wisiało na krzyżu, / a w tym kielichu wina Krew, która z boku spłynęła. / Przyjmijcie więc i spożywajcie Ciało Chrystusowe, / przyjmijcie i pijcie Krew Jego: * Bo już sami staliście się członkami Chrystusa.

K. Aby się nie rozdzielić, jedzcie Ciało, które was jednoczy; aby nie zwątpić o swej wartości, pijcie Krew, która jest ceną waszego zbawienia. W. Bo już sami staliście się członkami Chrystusa.

OŚWIADCZENIE PRZEWODNICZĄCEGO EPISKOPATU POLSKI KS ARCYBISKUPA STANISŁAWA GĄDECKIEGO

Oświadczenie Przewodniczącego KEP ws. aktów nienawiści wobec katolików w Polsce

W odpowiedzi na apel przewodniczącego Episkopatu kard. Kazimierz Nycz zaleca, aby po wszystkich Mszach świętych sprawowanych w uroczystość Bożego Ciała oraz w niedzielę 23 czerwca odśpiewać suplikację „Święty Boże, Święty Mocny…”

Oświadczenie Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski ws. aktów nienawiści wobec katolików w Polsce

1. Gdy w lipcu 2016 r. zamordowano w Normandii księdza Jacques’a Hamela podczas sprawowania Mszy św. wydawało się nam, że w Polsce takie rzeczy nie mogą się zdarzyć, przede wszystkim dlatego, że wciąż żywa jest w naszym narodzie pamięć o ks. Jerzym Popiełuszce, Stefanie Niedzielaku, Stanisławie Suchowolcu, Sylwestrze Zychu i tylu innych duchownych – ofiarach komunistycznego reżimu. Gdy w Bretanii próbowano usunąć krzyż z pomnika św. Jana Pawła II, wydawało się nam, że takie akty wandalizmu są nie do pomyślenia w kraju tak silnie jak nasz związanym z chrześcijaństwem. Gdy pokazano mi zdjęcie z Brukseli, na którym widniał wizerunek Serca Jezusowego i Serca Maryi zawieszone na drzwiach toalety, pomyślałem sobie: „Na szczęście to barbarzyństwo jeszcze do nas nie dotarło”.

Niestety, w ostatnich tygodniach, zwłaszcza w trakcie trwania kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, miało miejsce wiele zdarzeń poddających w wątpliwość moją wcześniejszą konstatację. Myślę po pierwsze o profanacji jasnogórskiego wizerunku Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Matka Boża z naszej narodowej relikwii nosi już na swej twarzy trwałe ślady historycznej profanacji dokonanej przez husytów podczas napadu na klasztor w 1430 r. Obraz został wówczas wiernie odtworzony z inicjatywy Władysława Jagiełły i od tamtego czasu nie zadawano jej w naszym narodzie głębszych ran, nawet symbolicznych.

Myślę także o profanacjach i aktach bluźnierstwa do jakich dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Oficjalnie powodem organizacji takich marszów jest troska o większą tolerancję w społeczeństwie, tymczasem stają się one miejscem obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych.

Ataki na Kościół nie są jednak zaskakujące. O ile sytuacja dawniejsza – mówił św. Jan Paweł II w 1991 roku – zyskiwała Kościołowi ogólne uznanie nawet ze strony osób i środowisk „laickich”, to w obecnej sytuacji na takie uznanie w wielu przypadkach nie można liczyć. Trzeba raczej liczyć się z krytyką, a może nawet gorzej. Trzeba zdobywać się na rozeznanie; akceptować to, co w każdej krytyce może być słuszne. A co do reszty jest rzeczą jasną, iż Chrystus zawsze będzie „znakiem sprzeciwu” (Łk 2,34). Ten „sprzeciw” jest dla Kościoła także jakimś potwierdzeniem bycia sobą, bycia w prawdzie (por. Warszawa, 09.06.1991).

Myślę także o konkretnych aktach fizycznej napaści na kościoły i samych kapłanów. Szczególnie dotknęło to osobę ks. Ireneusza Bakalarczyka. To prawda, że każdy ksiądz winien być świadkiem Chrystusa aż po męczeństwo. „Dzisiaj – pisze Benedykt XVI, papież – emeryt – Bóg także ma swoich świadków (martyres) na świecie. Musimy tylko być czujni, by ich zobaczyć i usłyszeć. […] W procesie przeciwko diabłu Jezus Chrystus jest pierwszym i rzeczywistym świadkiem Boga, pierwszym męczennikiem, za którym poszła niezliczona rzesza innych” (Benedykt XVI, Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego). Męczeństwo Chrystusa było potrzebne, aby dokonało się nasze zbawienie, a jednak Jezus mówi „biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany” (Mk 14,21). Świadomi tego, modlimy się w szczególny sposób za nieprzyjaciół Kościoła.

2. Sytuacja wymaga postawienia pytania, jak w odpowiedzialny sposób relacjonować kwestię nadużyć seksualnych wśród duchownych i w innych grupach społecznych, aby nie kreować fałszywego, jednostronnego wizerunku Kościoła i nie prowokować kolejnych aktów słownej i fizycznej przemocy oraz aktów profanacji. Nie chodzi o samo informowanie o tych nadużyciach, gdyż to, że przez wiele lat panowało w tej sferze milczenie, jest powodem naszego zawstydzenia i bólu. Ujawnienie zaś tego problemu traktujemy jako okazję do oczyszczenia Kościoła. Jednak trudno zlekceważyć fakt, że w ostatnim czasie – w kontekście niektórych przekazów medialnych – zwiększyła się agresja wobec księży i wzrosła liczba profanacji.

Skupienie uwagi społeczeństwa na grzechu wykorzystywania seksualnego – poza bezpośrednią troską o dobro dzieci – ma jeszcze jeden pozytywny skutek. Uprzytomnia nam bowiem miejsce seksualności w życiu człowieka i powagę wszelkich decyzji podejmowanych w tej dziedzinie. Nie tylko wykorzystanie bezbronnego dziecka powoduje rany na całe życie. Sfera seksualności jest tak wrażliwa, że każde wykorzystanie i porzucenie, także osoby dojrzałej, głęboko ją ranią i powodują w jej życiu dalekosiężne negatywne skutki. Ponadto rozmaite grzechy przeciwko czystości są wzajemnie ze sobą powiązane. Jedne rodzą drugie. Lekarstwem na przestępstwa seksualne jest zachowanie VI przykazania Dekalogu. Komu zatem jest bliski los ofiar różnych nadużyć seksualnych, powinien – w ramach holistycznego podejścia – zaangażować się w promowanie kultury czystości.

3. Dzisiejszy sposób kwestionowania autorytetu Kościoła nie ma charakteru intelektualnego, lecz ideologiczny. W procesie wytoczonym Kościołowi próbuje się dowieść, że nie ma w nim ludzi prawych, a wiara jest jedynie hipokryzją. Dąży się do zdyskredytowania Boga i obrzydzenia całego Kościoła. „Dzisiaj – pisze Benedykt XVI, papież – emeryt – oskarżenie wymierzone w Boga jest nade wszystko przedstawianiem Jego Kościoła jako całkowicie złego i w ten sposób odwodzeniem nas od niego. [Stoi za tym oszukańcza logika], na którą zbyt łatwo dajemy się nabrać. Nie, nawet dzisiaj Kościół nie składa się tylko z Judaszów. Kościół Boży istnieje także dzisiaj i dzisiaj jest on właśnie narzędziem, dzięki któremu Bóg nas zbawia” (Benedykt XVI, Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego). Grzech i zło są w Kościele, ale jest w nim także niezliczona rzesza świadków wiernych, pokornych, składających codziennie ciche świadectwo swojej miłości do Pana Jezusa. Wystarczy się nieco rozejrzeć, odkładając na bok uprzedzenia.

Próba zohydzenia chrześcijaństwa i Kościoła – tak nierozerwalnie związanego w dziejach z Polską i polskością – ma na celu nie tylko osłabienie jego pozycji w społeczeństwie, ale także osłabienie ducha narodu. „Bez Chrystusa – mówił św. Jan Paweł II – nie można zrozumieć dziejów Polski […]. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz do zrozumienia naszego narodu […] nie rozumielibyśmy samych siebie” (Warszawa, 02.06.1979). W konsekwencji „stalibyśmy się cudzoziemcami we własnej ojczyźnie” (Praga, 21.04.1990).

W tradycji chrześcijańskiej sprofanowanym miejscom lub przedmiotom trzeba przywrócić pierwotny charakter sakralny. Dzieje się to poprzez specjalny obrzęd pokutny. Dlatego chciałbym poinformować, że księża biskupi – obecni na 383. zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski – wzywają do publicznego przebłagania Boga za popełnione świętokradztwa. Prosimy, aby po Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w niedzielę 23 czerwca br., we wszystkich kościołach i kaplicach w Polsce, po każdej Mszy Świętej odśpiewać suplikację „Święty Boże, Święty Mocny…”.

Polecajmy Bogu naszą Ojczyznę, Kościół w Polsce i wszystkich Polaków. Zabiegajmy o to, abyśmy nie dali się podzielić i pamiętajmy, że „walka nie może być silniejsza od solidarności” (św. Jan Paweł II, Gdańsk, 12.06.1987).

Abp Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polsk
i

Warszawa, dnia 17 czerwca 2019 roku

DZIŚ KOŚCIELE ŻYJĄCEGO BOGA WSTAŃ !!! z pieśni OAZOWEJ i WYZNANIE ŚW AUGUSTYNA !

Dziś Kościele Żyjącego Boga wstańG h C D7

Bóg Królem całej ziemi jestG h C D7

Żadne Moce, ni ZwierzchnościG G7

Nie wzruszą nas nigdy jużC Gdim7

Gdy stajemy w jednościG D

Nikt nas już nie rozdzieliG D

Bo stajemy razem, gdzie nasz BógC D G

Jesteśmy ludem nabytym cenną krwiąD C H7

W radości Bogu oddajemy cześće A A2 A

Gdy głosimy Bożą wielkośće A

Majestat Jego i mocD Adim7 H7

To niszczymy moc szatana na ziemi teje F D7

Uwielbiajmy Jego chwałę dzień po dniuD C H7

W radości Bogu oddawajmy cześće A A2 A

Gdy głosimy Jego wielkość i miłosierdzia dare A D Adim7 H7

To niszczymy moc szatana na ziemi teje F D7

Ogłaszamy mocom zła na świecie tymD C H7

Wasz czas już kończy sięe A A2 A

Nasz Bóg dał nam zwycięstwo i my Jego Kościół dziśe A D Adim7 H7

Niszczymy moc szatana na ziemi tej  F D7

Zatem cały ludu Pana teraz wstańD C H7

Uwierz mocy Słowa, które daje Bóge A A2 A

Bo szatan jest pokonany i zastępy jego teże A D Adim7 H7

Kiedy Kościół przyjmuje Bożą moc