Dziś wspomnienie Sw JANA PAWŁA II WIELKIEGO POLAKA

DZIŚ WSPOMINAMY ŚWIĘTEGO... WTOREK, 22 PAŹDZIERNIKA 2019
Św. Jana Pawła II papieża

 

Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 r. w Wadowicach, jako drugi syn Emilii i Karola Wojtyłów. Został ochrzczony w kościele parafialnym 20 czerwca 1920 r. przez ks. Franciszka Żaka, kapelana wojskowego. Rodzice nadali imię Karolowi na cześć ostatniego cesarza Austrii, bł. Karola Habsburga.

Rodzina Wojtyłów żyła skromnie. Jedynym źródłem utrzymania była pensja ojca – wojskowego urzędnika w Powiatowej Komendzie Uzupełnień w stopniu porucznika. Edmund, brat Karola, studiował medycynę w Krakowie i został lekarzem. Wojtyłowie mieli jeszcze jedno dziecko – Olgę, która zmarła zaraz po urodzeniu.

W dzieciństwie Karola nazywano najczęściej zdrobnieniem imienia – Lolek. Uważano go za chłopca utalentowanego i wysportowanego.

13 kwietnia 1929 r. zmarła matka Karola a trzy lata później, w 1932 r., w wieku 26 lat, zmarł na szkarlatynę brat Edmund. Chorobą zaraził się od swojej pacjentki w szpitalu w Bielsku.

Od września 1930 r. Karol rozpoczął naukę w 8-letnim Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Jadowity w Wadowicach. Nie miał żadnych problemów z nauką, już w tym wieku, według jego katechetów, wyróżniała go także ogromna wiara.

14 maja 1938 r. Karol zakończył naukę w gimnazjum otrzymując świadectwo maturalne z oceną celującą, następnie wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W lutym 1940 r. poznał osobę ważną dla swego rozwoju duchownego. Był to Jan Tyranowski, który prowadził dla młodzieży męskiej koło wiedzy religijnej. Uczestniczący w nim Wojtyła poznał wówczas i po raz pierwszy czytał pisma św. Jana od Krzyża.

18 lutego 1941 r. po długiej chorobie zmarł ojciec Karola. W 1942 i 1943 r. jako reprezentant krakowskiej społeczności akademickiej udawał się do Częstochowy, by odnowić śluby jasnogórskie.

Wojna odebrała Karolowi możliwość kontynuowania studiów, zaczął więc pracować jako pracownik fizyczny w zakładach chemicznych Solvay. Początkowo w kamieniołomie w Zakrzówku a potem w oczyszczalni sody w Borku Fałęckim. W tym okresie Karol związał się też z polityczno-wojskową katolicką organizacją podziemną Unia, która starała się między innymi ochraniać zagrożonych Żydów.

W 1942 r. postanowił studiować teologię i wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie gdzie 1 listopada 1946 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W tym samym czasie rozpoczął w konspiracji studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W okresie od kwietnia 1945 r. do sierpnia 1946 r. Karol pracował na uczelni jako asystent i prowadził seminaria z historii dogmatu.

13 października 1946 r. alumn Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie Karol Wojtyła został subdiakonem, a tydzień później diakonem. Już 1 listopada 1946 r. kard. Adam Stefan Sapieha wyświęcił Karola na księdza. 2 listopada jako neoprezbiter odprawił Mszę św. prymicyjną w krypcie św. Leonarda w katedrze na Wawelu.

15 listopada Karol wraz z klerykiem Stanisławem Starowiejskim poprzez Paryż wyjechał do Rzymu, aby kontynuować studia na Papieskim Międzynarodowym Athenaeum Angelicum (obecnie Papieski Uniwersytet św. Tomasza z Akwinu) w Rzymie. Podczas studiów zamieszkiwał w Kolegium Belgijskim, gdzie poznał wielu duchownych z krajów frankofońskich oraz USA. W 1948 r. ukończył studia z dyplomem summa cum laude.

W lipcu 1948 r. na okres 7 miesięcy Karol został skierowany do pracy w parafii Niegowić, gdzie spełniał zadania wikarego i katechety.

W marcu 1949 r. został przeniesiony do parafii św. Floriana w Krakowie. Tam założył chór gregoriański, z którym wkrótce przygotował i odśpiewał mszę „De Angelis” („O Aniołach„). Swoich chórzystów zaraził pasją i miłością do gór – razem przewędrowali Gorce, Bieszczady i Beskid. Organizowali także spływy kajakowe na Mazurach. W Krakowie otrzymał też w końcu tytuł doktora teologii i uzyskawszy urlop na pracę naukową 1951-1953 rozpoczął pisanie pracy habilitacyjnej, która, mimo że w 1953 roku przyjęła ją Rada krakowskiego Wydziału Teologicznego, została odrzucona przez Ministerstwo Oświaty i tytułu docenta Karol Wojtyła nie uzyskał (uzyskał go dopiero w 1957 r.). W roku 1956 objął za to katedrę etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.  W 1958 r. Karol Wojtyła został mianowany biskupem tytularnym Umbrii, a także biskupem pomocniczym Krakowa. Konsekracji biskupiej ks. Karola Wojtyły dokonał 28 września 1958 r. w katedrze na Wawelu metropolita krakowski i lwowski, arcybiskup Eugeniusz Baziak. Współkonsekratorami byli biskup Franciszek Jop i Bolesław Kominek. Wtedy też powstały jego najgłośniejsze prace, które przyniosły mu sławę wśród teologów – „Miłość i odpowiedzialność” (1960) oraz „Osoba i czyn” (1969). W 1962 r. został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. Na okres biskupstwa Karola przypadły także obrady Soboru Watykańskiego II, w których aktywnie uczestniczył.

Jako biskup przyjął, zgodnie z obyczajem, hasło przewodnie swej posługi „Totus Tuus” (łac. „Cały Twój”), kierował je do Matki Chrystusa.

30 grudnia 1963 r. Karol Wojtyła został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim. Podczas konsystorza 26 czerwca 1967 r. został nominowany kardynałem. 29 czerwca 1967 r. otrzymał w kaplicy Sykstyńskiej od papieża Pawła VI czerwony biret, a jego kościołem tytularnym stał się kościół św. Cezarego Męczennika na Palatynie.

Jako pasterz diecezjalny starał się ogarniać swą posługą wszystkich potrzebujących. Wizytował parafie, odwiedzał klasztory. W 1965 r. otworzył proces beatyfikacyjny siostry Faustyny Kowalskiej. Z chęcią jeździł na Podhale i w Tatry. Utrzymywał dobry i ścisły kontakt z inteligencją krakowską, zwłaszcza ze środowiskiem naukowym i artystycznym.

Zyskał dojrzałość jako myśliciel, sięgając do rozległej tradycji filozoficznej, lecz też do Biblii i do mistyki (zawsze był mu bliski święty Jan od Krzyża) i budując harmonijnie koncepcję z pogranicza filozofii oraz teologii: człowieka jako integralnej osoby. Stał się znanym poza Polską autorytetem. Był obok Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego, najważniejszą postacią Episkopatu Polski. Z, nazwanym tak przez siebie, „prymasem Tysiąclecia”, ściśle współpracował, okazując szacunek dla jego doświadczenia i mądrości.

Na zwołanym po śmierci Jana Pawła I konklawe w roku 1978 Wojtyła został wybrany na papieża i przybrał imię Jana Pawła II. Wynik wyboru ogłoszono 16 października o godz. 16:16.

Jan Paweł II była pierwszym papieżem z Polski, jak również pierwszym po 455 latach biskupem Rzymu, nie będącym Włochem. Wybór na głowę Kościoła osoby z kraju socjalistycznego wpłynął znacząco na wydarzenia w Europie wschodniej i Azji w latach 80. XX w.

Osobistym sekretarzem Jana Pawła II przez cały pontyfikat był arcybiskup Stanisław Dziwisz.

Podczas jego pontyfikatu ponad 300 milionów ludzi przeszło na katolicyzm.

Pontyfikat Jana Pawła II był drugi co do długości w dziejach Kościoła. Najdłużej – 32 lata – sprawował swój urząd Pius IX (nie licząc pontyfikatu Piotra – pierwszego następcy Jezusa).

Podczas wszystkich pielgrzymek przebył ponad 1,6 miliona kilometrów, co odpowiada 40-krotnemu okrążeniu ziemi wokół równika i czterokrotnej odległości między ziemią a księżycem. Jan Paweł II odbył 102 pielgrzymki zagraniczne podczas których odwiedził 135 krajów i 142 podróże na terenie Włoch, podczas których wygłosił 898 przemówień. Z 334 istniejących rzymskich parafii, odwiedził 301. Jego celem było dotarcie do wszystkich parafii, zabrakło niewiele.

Papież Jan Paweł II mianował 232 kardynałów (w tym 9 Polaków), beatyfikował 1318 błogosławionych (w tym 154 Polaków) i kanonizował 478 świętych.

Ojciec Święty napisał 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji oraz 43 listy apostolskie.

Wprawdzie już począwszy od Jana XXIII papiestwo zaczęło rezygnować z niektórych elementów ceremoniału, jednakże dopiero Jan Paweł II zniwelował większość barier, przyjmując postawę papieża bliskiego wszystkim ludziom, papieża – apostoła.

Papież chętnie spotykał się z młodymi ludźmi i poświęcał im dużo uwagi. Na spotkanie w Rzymie 31 marca 1985 r., który ONZ ogłosiło Międzynarodowym Rokiem Młodzieży napisał list apostolski na temat roli młodości jako okresu szczególnego kształtowania drogi życia, a 20 grudnia zapoczątkował tradycję Światowych Dni Młodzieży. Odtąd co roku przygotowywał orędzie skierowane do młodych, które stawało się tematem tego międzynarodowego spotkania, organizowanego w różnych miejscach świata (np. w 1991 r. w Częstochowie).

Jan Paweł II od początku lat 90. cierpiał na postępującą chorobę Parkinsona. Mimo licznych spekulacji i sugestii ustąpienia z funkcji, które nasilały się w mediach zwłaszcza podczas kolejnych pobytów papieża w szpitalu, pełnił ją aż do śmierci. Nagłe pogorszenie stanu Zdrowia papieża rozpoczęło się 1 lutego 2005 r. Przez ostatnie dwa miesiące życia Jan Paweł II wiele dni spędził w szpitalu i nie udzielał się publicznie. Ojciec Święty Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia 2005 r. po zakończeniu Apelu Jasnogórskiego, w pierwszą sobotę miesiąca i wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, w 9666 dniu swojego pontyfikatu. W ciągu ostatnich dwóch dni życia towarzyszyli mu nieustannie wierni z całego świata.

Pogrzeb Jana Pawła II odbył się w piątek 8 kwietnia 2005 r., w którym uczestniczyło na placu św. Piotra ok. 300 tys. wiernych oraz 200 prezydentów i premierów a także przedstawiciele wszystkich wyznań świata, w tym duchowni islamscy i żydowscy. Po zakończeniu nabożeństwa żałobnego, w asyście tylko duchownych z najbliższego otoczenia, papież został pochowany w podziemiach bazyliki św. Piotra, w krypcie Jana XXIII.

13 maja 2005 r. papież Benedykt XVI (następca Jana Pawła II) zezwolił na natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, udzielając dyspensy od pięcioletniego okresu oczekiwania od śmierci kandydata, jaki jest wymagany przez prawo kanoniczne. Formalny proces rozpaczał się 28 czerwca 2005 r., kiedy zaprzysiężeni zostali członkowie trybunału beatyfikacyjnego. Postulatorem został polski ksiądz Sławomir Oder. 2 kwietnia 2007 r. zakończyła się faza diecezjalna procesu i wszystkie akta zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji ds. kanonizacyjnych.

1 maja 2011 nastąpiła beatyfikacja Jana Pawła II podczas uroczystej mszy świętej na placu Św. Piotra w Rzymie. Ogłoszony świętym przez papieża Franciszka 27 kwietnia 2014 roku.

Biogram zaczerpnięty – za zgodą właściciela – z serwisu Ewangelia na co dzień  

Znamy datę beatyfikacji Ks Kard Stefana Wyszyńskiego

Kard. Stefan Wyszyński.ARCHIWUM GOŚCIA PŁOCKIEGO

Znamy datę beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, odbędzie się 7 czerwca w Warszawie - ogłosił dziś metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Kard. Stefan Wyszyński zmarł 28 maja 1981 r. Za życia i po śmierci cieszył się szeroką sławą świętości. Osiem lat po śmierci w Warszawie rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia na etapie diecezjalnym rozpoczął się 20 maja 1989 r. a zakończył 6 lutego 2001 r. Watykańska część procesu beatyfikacyjnego rozpoczęła się 7 czerwca 2001 r. oficjalnym otwarciem akt beatyfikacyjnych.

2 października br., podczas audiencji dla prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Giovanniego Angelo Becciu, papież Franciszek upoważnił Kongregację do ogłoszenia dekretu o cudzie.

Matka z kaplicy pod wieżą

Stefan Wyszyński urodził się w 3 sierpnia 1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem. Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie i Łomży wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie 3 sierpnia 1924 roku przyjął święcenia kapłańskie. Po czterech latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych uzyskał stopień doktora.

Wiara prymasa

Podczas II wojny światowej jako znany profesor był poszukiwany przez Niemców. 25 marca 1946 Pius XII mianował go biskupem lubelskim, a 22 października 1948 powołał go na arcybiskupa Gniezna i Warszawy oraz Prymasa Polski. Na konsystorzu 12 maja 1953 papież włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego.

Prymas. Dlaczego błogosławiony?

W coraz bardziej narastającej konfrontacji z reżimem komunistycznym, Prymas Wyszyński podjął decyzję zawarcia "Porozumienia", które 14 lutego 1950 podpisali przedstawiciele Episkopatu i władz państwowych. 25 września 1953 prymas został aresztowany i internowany. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola i w Komańczy w Bieszczadach.

Ks. prof. Naumowicz: Kard. Wyszyński był jak skała, wierny zasadom

W ostatnim miejscu internowania napisał tekst odnowionych Ślubów Narodu, wygłoszonych następnie na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 jako Jasnogórskie Śluby Narodu. 26 października 1956 ks. prymas wrócił do Warszawy z internowania. W latach 1957-65 prowadził Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski.

Niszczenie prymasa

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II. W okresie rodzącej się "Solidarności" pozostawał ośrodkiem równowagi i spokoju społecznego.

Zmarł 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na pogrzeb kardynała w Warszawie 31 maja przybyły dziesiątki tysięcy ludzi

więcej

35 rocznica zabójstwa Blog Ks Jerzego Popiełuszki

Ja długo nie pożyję. Jestem gotowy na wszystko

Dziś 35. rocznica brutalnego zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Wiedział, że Bóg chce dla człowieka wyłącznie dobra. Potępiał zło, ale nigdy nie ludzi, którzy je czynili. "Walczymy ze złem, a nie z jego ofiarami" - powtarzał. Za ofiary zła uważał nawet swoich prześladowców. Z autentycznej troski o człowieka, potrafił nawet poczęstować gorącą herbatą śledzącego go zmarzniętego esbeka.

"Owocem dobra jest dobro" - pisze w najnowszym numerze GN Franciszek Kucharczak. Dziennikarz opisując ostatnie chwile ziemskiego życia przyszłego błogosławionego, wspomina: "Ks. Jerzy Popiełuszko otwierał listę 'wrogów ludu' i władza dawała mu to odczuć. Wszechobecna inwigilacja, rewizje, podrzucane 'dowody', przesłuchania, szczucie w mediach, groźba więzienia".

Zlecając zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki, komunistyczna władza chciała, by niewygodny kapłan zniknął, przestał bruździć, nie skupiał już wokół siebie tłumów. Stało się inaczej. "Krew męczenników jest nasieniem chrześcijan" - pisał starożytny teolog Tertulian. Tak było i w przypadku ks. Jerzego. Na jego pogrzeb 3 listopada 1984 roku do Warszawy zjechało prawie milion Polaków. Podczas Mszy, odprawianej przez tysiąc kapłanów, kazanie wygłosił prymas, kard. Józef Glemp. "Odpuszczamy wszystkim winowajcom, którzy z przekonania lub na rozkaz zadali bliźnim krzywdy. Odpuszczamy zabójcom ks. Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści. (…) Być może była potrzebna ofiara życia, aby odkryły się utajone mechanizmy zła, aby wyzwoliły się silniej pragnienia dobra, szczerości, zaufania" - niosło się nad ulicami wypełnionymi ludźmi.

Więcej o owocach męczeńskiej śmierci bł. ks. Popiełuszki i o tym, jaka jest logika Ewangelii, przeczytacie w najnowszym GN w tekścieFranciszka Kucharczaka "Ofiara ruszyła lawinę".

Możecie zamówić również e-wydanie numeru.

Zachęcamy do darmowego założenia konta i logowania się w naszym serwisie (można za pośrednictwem Google i Facebooka). Przypominamy, że tylko zalogowani użytkownicy będą mogli brać udział w dyskusjach oraz komentować artykuły na gosc.pl. Zalogowanie się w serwisie „Gościa” daje też dodatkowe możliwości, z których warto skorzystać, takie jak założenie własnego bloga lub strony internetowej, wzięcie udziału w konkursie, dodanie zaproszenia na wydarzenie w swojej okolicy, a także uzyskanie dostępu do wybranych treści i serwisów specjalnych. Zapraszamy.

Barbara Gruszka-Zych o nowej świętej rodzinie

1Watykan: Zaprezentowano elektroniczny różaniec dla młodych

2Kard. Krajewski na pogrzebie bezdomnej Polki

3Rozbito siatkę pedofilów w "dark webie" - setki aresztowań w 38 krajach, w tym Polsce

4Ma cechy roślin i zwierząt, nie ma mózgu, a potrafi się uczyć. Zobacz jak wygląda!

5Katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii, dlaczego?

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

NAJNOWSZE W SERWISIE

1Jezus pamięta – każde moje słowo, każdy mój gest, każdą moją myśl

2Ja długo nie pożyję. Jestem gotowy na wszystko

3Jezus pamięta – każde moje słowo, każdy mój gest, każdą moją myśl

4Przykre wiadomości z Taizé

5Andrzej Duda złożył wieniec na grobie ks. Jerzego Popiełuszki

Palenie Katechizmu?

Katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii, dlaczego?

 

YT

WERSJA DesktopPrzejdź do góry strony

 

Pliki do pobrania

Jak przygotować dziecko do I Komunii Św ? "PLIK do pobrania ! ( zobacz na samym dole) "List p.Franciszka o misjach na październik miesiąc nadzwyczajny

www.mateusz.pl EWA ROZKRUT Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świętej? www.kmt.pl

fragmenty z książki „Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świętej?”. Książkę można nabyć wysyłkowo w Księgarni Mateusza.

Słowo wstępne

Wśród terminów biblijnych, które nie mają w języku polskim dokładnego odpowiednika, znajduje się wyraz kairos; można go po polsku oddać jako czas właściwy. Na przykład rolnikowi nie wolno przegapić czasu, w którym powinien obsiać swoje pole, ani czasu zbierania owoców – w przeciwnym razie nic mu nie wyrośnie, albo osiągnięty plon się zmarnuje.

Podobnie, jeśli nie zajmę się moją matką czy ojcem w czasie ich choroby lub starości, później, po ich śmierci, będzie już na to za późno – po prostu wyznaczony na to kairos -minął. Jeśli kairos, jaki sama natura wyznacza małżonkom na urodzenie dziecka, nie zostanie przez nich rozpoznany, potem może już nigdy nie będą mieli dziecka – niespodziewana choroba albo kryzys ich związku może im to obiektywnie uniemożliwić.

Swój kairos, swój właściwy czas, ma również przekazywanie dziecku wiary. Jeśli ten czas zostanie zmarnowany, dziecko może całe swoje życie spędzić daleko od Boga i od Kościoła. Kiedyś szczęśliwy tata, kiedy urodziło mu się pierwsze dziecko, zwierzył mi się, że wspólnie z żoną postanowili sobie wspólnie się modlić. „Żeby wspólna modlitwa w rodzinie była dla naszego dziecka zwyczajem niepamiętnym” – dodał. W rodzinie tej jest teraz czworo dzieci, troje z nich powoli zaczyna już wyfruwać z rodzinnego gniazda, a rodzice ich najbardziej cieszą się z tego, że każde z ich dzieci jest naprawdę z Bogiem zaprzyjaźnione i w swoim życiu stawia Go na pierwszym miejscu.

Wprowadzanie dziecka w wiarę powinno się dokonywać od samego początku, od samego jego urodzenia. Natomiast wiek pierwszokomunijny jest dla rodziców czasem szczególnie uprzywilejowanym do nawiązania ze swoim dzieckiem prawdziwej wspólnoty wiary. Na wszystko, co z wiarą jest związane, dziecko jest wtedy szczególnie otwarte. Cieszy się, kiedy może z tatą lub mamą rozmawiać na tematy związane z jego przygotowywaniem się do pierwszej Komunii. Chciałoby im opowiedzieć o tym, czego się dowiedziało na lekcji religii. Lubi zapytać któregoś z rodziców o jakiś szczegół z Ewangelii lub z katechizmu. Chętnie klęka do wspólnej modlitwy, pierwsze przypomina o tym, żeby pójść do kościoła. Słowem, i dla dziecka i dla jego rodziców jest to czas pod względem religijnym zupełnie wyjątkowy.

Szkoda by było, gdyby rodzice ten błogosławiony czas przegapili, bo tak jak każdy kairos, on już nigdy nie wróci. Co najmniej trzy wspaniałe rzeczy można w tym czasie osiągnąć. Po pierwsze, dla rodziców okres pierwszokomunijny ich dziecka jest wspaniałą okazją do ożywienia i pogłębienia swojej własnej wiary. Po wtóre, w tym okresie jest szczególna szansa na to, żeby dziecko poczuło się bratem lub siostrą w wierze swojego taty i mamy, a przecież wiara normalnie żyje i rozwija się tylko we wspólnocie wierzących.

Wreszcie po trzecie, rodzice mogą istotnie – więcej niż ksiądz czy katechetka, którzy mają z dzieckiem kontakt tylko epizodyczny – dopomóc swojemu dziecku do tego, żeby wiara stała się dla niego czymś bardzo ważnym i bardzo własnym. To właśnie w tym okresie dziecko uczy się tego, że obowiązki związane z wiarą mogą być prawdziwą radością oraz że troska o własną wiarę jest przede wszystkim jego zadaniem, jakkolwiek rodzice jeszcze długo będą mu w tym pomagać.

Ufam, że książka pani Ewy Rozkrut – osoby dobrze w tej problematyce obeznanej, bo jest ona matką pięciorga dzieci – pomoże wielu rodzicom dobrze wykorzystać, ten błogosławiony czas, kiedy ich dzieci przygotowują się do pierwszej Komunii Świętej, a także czas ich pierwszej gorliwości w przystępowaniu do Stołu Pańskiego.

o. Jacek Salij OP

Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świętej?

fragmenty z książki „Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świętej?”. Książkę można nabyć wysyłkowo w Księgarni Mateusza.

Zbliża się czas, kiedy dzieci przystępują do pierwszej komunii świętej. Jest to niezwykle ważny moment nie tylko dla drugoklasistów, ale i dla nas, rodziców.

Zdarza się, że cała sytuacja nas przerasta i czujemy się nieco zagubieni. W takich przypadkach zazwyczaj zajmujemy się tym, co potrafimy najlepiej – gdyż daje nam to po prostu poczucie bezpieczeństwa. I być może stąd biorą swój początek mało chwalebne wyobrażenia o rodzicach dzieci pierwszokomunijnych, którym przypisuje się zużywanie całej energii na organizowanie przyjęć, kupowanie prezentów a jedynie czasem na posprzątanie kościoła i dla świętego spokoju złożenie daru ofiarowanego podczas Eucharystii.

Wiem, że rodzice potrzebują wskazówek, jak poradzić sobie z tym wyzwaniem. Zdobycie wiedzy doda pewności, a tym samym oddali od spraw mniej istotnych.

Czas przygotowań córki czy syna do spotkania z Jezusem jest niełatwy, ponieważ dziecko musi nagle sobie poradzić z: nauką w szkole, chodzeniem na dodatkowe spotkania, lękiem przed nieznanym. Jest to dla niego ogromny wysiłek fizyczny i umysłowy. Zapraszam zatem do przyjrzenia się naszemu drugoklasiście.

Dziecko w tym wieku przede wszystkim lubi się ruszać. Robi to często, z krótkimi przerwami na zregenerowanie sił. Poprzez osiągnięcia fizyczne sprawdza po prostu swoje możliwości. Gdy jest zmęczone, często bywa drażliwe. Najlepszym lekarstwem na „muchy w nosie” jest jakieś „małe co nieco”. Podreperuje wtedy siły i znów będzie gotowe do działania.

Gdy mały człowiek wkracza w wiek szkolny, powoli przestaje się mu podobać zaborcza miłość rodziców. Broni się przed odkrywaniem swoich myśli, samodzielnie chce podejmować decyzje. Pragnienie dostosowania się do zwyczajów kolegów jest nadzwyczaj silne. Objawia się np. w noszeniu takich samych ubrań czy otaczaniu się podobnymi przedmiotami. Dziecko zaczyna naśladować zachowania swoich kolegów, głównie te niepożądane. W wieku około dziewięciu lat u dziecka mogą pojawić się również brzydkie maniery: rzucanie na podłogę kurtki, chowanie brudnej bielizny pod materac łóżka, ustawiczne niezamykanie drzwi. Można je wymieniać w nieskończoność. W rzeczywistości jednak zmiany te dowodzą, że dziecko bardzo dobrze utrwaliło sobie zasady dobrego wychowania, ponieważ doskonale wie, przeciw czemu ma się buntować. Gdy uzna, że wywalczyło sobie już pewną niezależność, powraca do normy. Skutecznym lekarstwem jest pozostawienie sporego marginesu swobody i dobry osobisty kontakt. Na niektóre wybryki można przymknąć oczy, lecz trzeba egzekwować to, co się nam należy.

Nieocenione okazują się rozmowy, szczególnie szczere i nie prowadzące do zdradzania powierzonych rodzicom tajemnic.

Chciałabym też uczulić dorosłych na zjawisko niedostosowania się dziecka do grupy. Może mieć ono wiele przyczyn, lecz zawsze – okrutny wymiar. Dziecko bywa wówczas ignorowane albo nawet odrzucane. Nie łudźmy się, że zastąpimy mu rówieśników. Samotność sprawia, że czuje się nieszczęśliwe, choćby w domu twierdziło inaczej. Wie, co rodzice chcą usłyszeć, więc spełnia ich oczekiwania. W takiej sytuacji konieczna staje się nasza ingerencja.

Absolutnie nie wolno zawstydzać dziecka, wyrzucać mu, iż nie umie bawić się z kolegami. Pod żadnym pozorem nie wolno też zdradzać jego sekretów.

Dobrym rozwiązaniem może stać się zaproszenie do domu kolegów. Nie tylko dziecko na swoim terenie będzie odważniejsze, ale i nadarzy się znakomita okazja do obserwacji, jak radzi sobie wśród rówieśników.

 Koledzy nie stanowią zagrożenia ani dla rodziców, ani tym bardziej dla dziecka. Wprost przeciwnie – potrzebuje ono rówieśników, aby się mogło prawidłowo rozwijać, nauczyć kontaktów z innymi ludźmi, prowadzenia rozmowy, prezentowania swoich poglądów.

  Cóż dalej? Dziecko już wcześniej zaczyna zauważać swoją niezależność, walczyć o nią, domagać się poważnego traktowania.

Pamiętam, że mój syn, gdy miał cztery lata, przyprowadził mnie do kuchni, stanął obok stołu i zapytał: „Czy jestem od niego wyższy?”. Potwierdziłam zgodnie z prawdą. On tylko na to czekał i dobitnym głosem powiedział: „To nie nazywaj mnie już więcej ‘malutki’!” Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przystałam na jego prośbę i musiałam się później mocno pilnować, żeby nie używać tego słowa.

Skoro tak małe dzieci walczą o swoją autonomię, to co dopiero dziewięciolatki! W ich naturze leży pragnienie uniezależnienia się od dorosłych. Sądzą, że same wiedzą, jak należy postępować. Rodzice nie są w stanie nieustannie ochraniać swojej latorośli, brakuje na to czasu i sił. Trzeba więc pogodzić się z wkroczeniem dziecka na drogę ku samodzielności, z którą wiążą się nie tylko prawa, ale także obowiązki.

Dla drugoklasisty ważne są osiągnięcia na polu nauki. Zaprzepaszczanie tej szansy jest niewybaczalne. Nasza rola polega na rozbudzaniu zainteresowań, czy na wyzwalaniu u niego chęci poznawania świata i zdobywania wiedzy. W tych dziedzinach aktywności może ono akcentować swoją niezależność i samodzielność.

Dlaczego warto chodzić do spowiedzi?

Spowiedź jest to wyjątkowe spotkanie z Jezusem. W tym czasie możemy uwolnić się od grzechów i kolejny raz rozpocząć z czystą kartą swoje życie. Człowiekowi trudno wyobrazić sobie miłość Bożą. Spowiedź jest ratunkiem, nie karą – i jeśli nic nie stoi na przeszkodzie, powinniśmy korzystać z jej dobrodziejstw.

Wkrótce nasze dziecko przystąpi do pierwszej spowiedzi. Niewiele będziemy w stanie mu wytłumaczyć, jeśli sami rzadko przychodzimy do konfesjonału. Prawda jest taka: teoretycznie nie poznamy piękna spotkania ze Zbawicielem w tym sakramencie

Dziecko obserwuje nasze życie, porównuje wypowiadane słowa czy deklaracje z postępowaniem. Na pewno zauważy, że tylko zachwalamy ten sakrament, a sami nie korzystamy z jego dobrodziejstw. Może wyciągnąć inne wnioski, niż zamierzyliśmy. Naprawdę nie warto odkładać spowiedzi na ostatnią chwilę, choćby z tego właśnie powodu. Warto w tym miejscu pokusić się o refleksje ogólniejszej natury. Być może z braku czasu nie zastanawiamy się nad naszym życiem duchowym. Żyjemy w bardzo szybkim tempie, troszczymy się o najbliższych, staramy się zapewnić im to, co niezbędne dla życia – a jeśli się uda, to również trochę więcej. Trzeba zacząć od siebie, od zastanowienia się, jak wygląda mój kontakt z Bogiem, jak się modlę. Może chodzę do kościoła w niedzielę i przyjmuję kapłana podczas kolędy. Nie chodzi jednak tylko o to. Jezus powinien być dla każdego z nas kimś szczególnie ważnym. Dał nam życie wieczne, zbawił nas. Gdy popełnimy grzech ciężki, to odwracamy się do Boga plecami. W takiej sytuacji porozumiewanie się, jakikolwiek dialog jest bardzo utrudniony, wręcz niemożliwy. Gdy ów stan trwa zbyt długo, to życie ludzkie staje się niełatwe, nawet jeśli na pozór wydaje się, że wszystko jest w porządku.

Jezus czeka! Gdy nie ma przeszkód, aby wyspowiadać się, należy korzystać z tego dobrodziejstwa. Sakrament pokuty pomaga nabrać sił do dalszego zmagania się z różnymi problemami. Jest to autentyczne spotkanie z Jezusem. Kapłan w konfesjonale pełni tylko rolę pośrednika. Na pewno prawdę tę znają wszyscy. Zdaję sobie sprawę, że zapewne wiele osób doznało przykrości od spowiedników i z tego powodu zaniechało korzystania z sakramentu spowiedzi. Powinniśmy starać się przezwyciężać uprzedzenia. Na pewno w tej intencji warto się modlić, prosić o łaskę przebaczenia. Istnieje również możliwość wybierania kapłana. Zagwarantował ją nam Sobór Watykański II. To oczywiście rozwiązuje sprawę, gdy mieszkamy w parafii, w której jest co najmniej dwóch księży, albo w mieście, gdzie jest kilka parafii.

Niech wcześniejsze uprzedzenia i rany nie oddzielają nas od Jezusa. Nie odkładajmy naszego nawracania się na czas komunii dzieci lub na koniec życia (przecież nie wiadomo, kiedy on nastąpi). Nieważne, kiedy był ten ostatni raz – istotne jest, z jakim zaangażowaniem rozpoczniemy od nowa. Gdyby pojawiły się kłopoty z przygotowaniem się do sakramentu, zawsze można kogoś, komu ufamy, poprosić o pomoc. Odwagi!

Prawda, że jest to fascynujące? Bóg składa w nasze ręce miłość miłosierną i pozwala, byśmy się wzajem nią obdarowywali!

A cóż mogą zrobić ci z nas, którzy z powodu różnych życiowych powikłań nie mogą przystąpić do spowiedzi?

Przede wszystkim trzeba wzbudzić w sobie pragnienie spotkania z Jezusem. Modlitwa zawsze jest możliwa. Jezus na pewno doda sił i otrze łzy. Żałować za grzechy da się w każdej sytuacji.

Zachęcam do podjęcia refleksji nad przyczyną niemożliwości korzystania z sakramentu pojednania. Być może uda się coś zmienić. Ale jeśli nie jest to wykonalne z powodu życia w związku niesakramentalnym, nie spoglądajmy na życie pod kątem jednego przykazania oddzielającego od spowiedzi i komunii. Koniecznie należy rozszerzyć perspektywę na cały dekalog i sprawdzić, jak wygląda. Bóg na pewno ubogaci każdego człowieka, który pragnie spotkania z Nim, który za Nim tęskni i Go kocha.

Widziałam łzy ludzi, którzy nie mogą przyjąć Jezusa podczas mszy świętej. Pewnego razu mój syn, który nie zdążył przystąpić do komunii, płakał do końca Eucharystii. Gdy wyszliśmy z kościoła, moja przyjaciółka zapytała o powód jego płaczu. Gdy jej odpowiedziałam – odrzekła, że rozumie ból mego dziecka, gdyż sama też nie może przystępować do Stołu Pańskiego. Łzy płynęły po jej policzkach. Stanowiło to dla mnie ogromne świadectwo wiary.

Sądzę, iż nie należy ukrywać przed dzieckiem swojej sytuacji. Warto porozmawiać z nim i opowiedzieć o powodach, dla których nie można przystępować do spowiedzi, a tym samym do komunii świętej. Nie należy bać się mówić mu o swoich uczuciach, nie wolno się ich wstydzić. Sądzę, że takie spotkanie będzie dla tego młodego człowieka ogromnym świadectwem budującym wiarę i na pewno zapamięta je na całe życie. Dzieci powinny rozumieć, dlaczego ich rodzice nie korzystają z tego, co sami im zachwalają. Nie warto podawać zmyślonych powodów – przecież w końcu odkryją prawdę.

Przygotowania dziecka do spowiedzi

Zrozumienie istoty grzechu niezwykle ułatwia odkrycie różnicy między dobrem a złem. Jeśli dziecko od najmłodszych lat odkrywa naturę dobra, łatwiej zacznie je rozpoznawać w przyszłości. To samo dotyczy istoty zła.

Dziecko jest nam podarowane przez Boga, czyli nie stanowi naszej własności. Zostało obdarowane przez Stwórcę wolną wolą, więc samo dokonuje i będzie dokonywać wyborów.

Możemy, póki się da, pokazywać, wpływać, sugerować, zabraniać – ale ten stan nie będzie trwał wiecznie. Z reguły kończy się szybciej, niż tego chcielibyśmy. Nie świadczy to źle ani o rodzicach oraz o ich sposobie wychowawczym, ani też o dzieciach.

W domu powinniśmy rozmawiać o Bogu, o zasadach naszej wiary, o tym, jak wiele Mu zawdzięczamy. Boża opieka towarzyszy każdej rodzinie, chociaż nie zawsze zostaje dostrzeżona. Takie rozmowy tworzą wspaniałą atmosferę, jednoczą, pozwalają otwierać się na siebie nawzajem i na Niego.

Gdyby udawało się zorganizować czas i chociaż raz w tygodniu spotkać na wspólnej modlitwie, to byłoby po prostu cudownie.

Proszę jeszcze, byśmy zachęcali nasze dzieci do zadawania pytań. Przecież nasz autorytet nie ucierpi, jeśli nie znamy odpowiedzi. Rozbudzanie ciekawości w sprawach wiary spowodujemy ogólny rozwój osobowości naszej i dzieci. Mogą one same znajdować odpowiedzi i przekazać je pozostałym członkom rodziny. Nabiorą przez to odwagi w zdobywaniu informacji oraz pewności siebie.

Zachęcam do czytania np. na dobranoc fragmentów z Pisma Świętego; można wybrać Biblię dla dzieci.

Pierwsza spowiedź dla dziecka stanowi nie lada wyzwanie. Choćby dlatego, że nie znalazło się ono jeszcze w takiej sytuacji.

Często dzieci pytają, po trzeba chodzić do spowiedzi?

Spowiedź podarował nam Pan Jezus, znał ludzi i wiedział, że będziemy potrzebować oczyszczenia. Dlatego po Swoim zmartwychwstaniu ustanowił ten sakrament. Święty Jan opisał ów moment w swojej Ewangelii (J 20, 21-23). Można przeczytać ten opis, a następnie o nim porozmawiać:

„A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Duch Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».”

Chrystus zostawił taką władzę apostołom tuż przed wniebowstąpieniem. Chciał, aby Ci, którzy pragną zmieniać swoje życie na lepsze, mieli taką możliwość. Mimo, iż w konfesjonale spotykamy kapłana, to grzechy wyznajemy Jezusowi.

Następne pytanie, które może się pojawić, brzmi: co to jest grzech?

Grzeszymy wtedy, gdy źle myślimy, mówimy, postępujemy, gdy zaniedbujemy swoje obowiązki, żyjemy wbrew temu, co nauczał Pan Jezus. Są grzechy lekkie i ciężkie. Lekkie nie odgradzają nas od Boga, możemy przystępować do Stołu Pańskiego, ponieważ sama Eucharystia je gładzi. Jednak należy wyznawać je podczas spowiedzi.

Wytłumaczyć grzech ciężki można w następujący sposób żyjemy na własnych warunkach, nie liczmy się z Bogiem. Tak można opisać skierowanie się do świata. Gdy jednak odkrywamy swój błąd, dostrzegamy popełniony grzech, to staramy się za wszelką cenę od niego odwrócić. Walczymy z nim i usiłujemy pokonać go swoimi metodami. Liczymy wyłącznie na własne siły, automatycznie popadając w kolejny grzech, którym jest pycha.

A chodzi o to, aby nie tylko odwrócić się od grzechu, lecz jednocześnie zwrócić się do Boga. W tym właśnie jest ratunek.

Skoro dostrzeżemy, że wszystko co dobre ma swój początek u Boga, wówczas wszyscy inaczej spojrzymy na nasze przewinienia. A na tym zasadza się rachunek sumienia. Często dzieci pytają, czy Pan Jezus będzie się gniewał?

 Gdy dziecko zaczyna odczuwać swoją grzeszność, często ulega emocjom: płacze, krzyczy, boi się, nawet bije słabszych od siebie. Słowem – poddaje się lękowi. Nie warto wtedy przesadnie reagować, choć oczywiście należy przeciwstawiać się aktom agresji. Takim momentom rodzice powinni przyglądać się z boku, zawsze gotowi nieść pomoc – ale dopiero wtedy, gdy jest naprawdę konieczna. Kiedy wszystko powróci do normy, porozmawiajmy z dzieckiem o tym, co się zdarzyło. Będzie to niezwykle cenne doświadczenie, ponieważ sporo dowiemy się o dziecku, udzielimy mu w dyskretny sposób pomocy, a jednocześnie wzmocnimy w nim poczucie pewności siebie. Można podzielić się własnymi doświadczeniami i opisać, radzimy sobie w podobnych chwilach. No i oczywiście koniecznie należy wspomnieć o modlitwie, nawet krótkiej. Każda okazja jest dobra, by przypomnieć o wzywaniu Bożej pomocy.

Spotkania przygotowujące dziecko do pierwszej spowiedzi powinniśmy rozpocząć nieco wcześniej. Dziecko przeżyje dobrze sakrament pojednania, gdy w swoim życiu samo spotka się z pełnym i bezwarunkowym przebaczeniem. Tylko w ten sposób nauczymy je przyjmować przebaczenie i samemu przebaczać. W tym sakramencie bowiem doznajemy wielkiego bożego miłosierdzia.

Zatem nadszedł moment na rachunek sumienia. Jest to czas, kiedy zastanawiamy się nad swoim życiem, sumieniem. Nie jest to łatwe dla dorosłych, a co dopiero dla tych, którzy zmagają się z nim po raz pierwszy. Rozpocznijmy od prześledzenia relacji dziecka z Bogiem, po czym spójrzmy na kontakty z innymi osobami – najpierw w rodzinie, potem w szkole, wśród kolegów.

Komunia, przygotowania w rodzinie

Już od najwcześniejszych lat życia w sposób naturalny trzeba tłumaczyć dziecku, po co chodzimy do kościoła. Można wyjaśnić, co oznaczają poszczególne części mszy świętej, i wspólnie zastanowić się, jak się podczas nich zachowywać, o czym rozmawiać z Bogiem. Nie powinniśmy się martwić, gdy mimo wszystko spotkamy się z protestem młodego człowieka przeciwko chodzeniu do kościoła. Jest to naturalny objaw, gdyż dziecko ma dużo obowiązków i po prostu brakuje mu sił. Właściwie dobrze, że szczerze wypowiada własne zdanie – oznacza to, iż ma zaufanie do rodziców.

Uczulajmy dziecko na różnicę między chlebem zwykłym a eucharystycznym. Jest to niezwykle istotne.

Często słyszałam takie zdanie: „Podnieś chleb z ziemi, bo to jest Jezus”. Tymczasem nie jest to Syn Boży, tylko kromka chleba. W głowie małego człowieka powstaje zamieszanie. Może on zagubić to, co najistotniejsze – a skoncentrować się na sprawach błahych. Oczywiście żywność trzeba szanować, lecz argumenty można przywołać inne.

Wiem, że nie zawsze udaje się wspólnie spotkać w ciągu tygodnia, aby spokojnie porozmawiać, a tym bardziej znaleźć czas na wspólną modlitwę. Jednak pamiętajmy o niej.

Wspólna modlitwa w domu pomaga również dziecku lepiej utrwalić modlitwy zadane do nauczenia się. Ich zaliczanie wzbudza sporo emocji; wydaje mi się, że niepotrzebnie. Dziewięciolatki są je w stanie opanować. Poznają przy tym podstawowe prawdy wiary – a nierzadko jest to jedyna taka okazja Mają na to w szkole dwa lata. Nigdy nie wiadomo, jak ułoży się ich dalsze życie.

Drugoklasiści mają także spotkania w kościele. Pilnujmy, by nie opuszczali ich bez powodu. Podczas tych zajęć poznają życie i naukę Jezusa. Ponadto często w jednej parafii do komunii przystępują uczniowie z różnych szkół, więc nadarza się okazja, by to zmienić.

Uroczystość pierwszej komunii w kościele jest zazwyczaj ubogacona i nie przebiega tym samym rytmem co każdej niedzieli. Zwykle następuje procesjonalne wprowadzenie do kościoła, aktywny udział w liturgii dzieci i rodziców. Można wymienić czytania, wnoszenie darów na ołtarz, podziękowania.

W niektórych parafiach już na kilka tygodni przed tym ważnym dniem dzieci spotykają się na mszy świętej w niedziele i są uroczyście wprowadzane do kościoła, siadają na tych miejscach, które zajmą podczas komunii, czytają czytania, śpiewają znane dobrze piosenki, a kapłan zwraca się do nich podczas kazania, zaś tuż przed Eucharystią tłumaczy znaczenie poszczególnych jej części. Pozwala na uczestniczenie w przyszłej uroczystości z większym zaangażowaniem. Prócz tego utrwaleniu ulegają wszystkie czynności, które trzeba będzie wykonać.

Jak to dobrze, że na katechezy zaprasza się również rodziców. Jednym z ważnych aspektów tych spotkań jest tworzenie wspólnoty.

Sam dzień pierwszej komunii powinien przebiegać spokojnie i w dobrej atmosferze. Dlatego nie śpieszmy się. Pobłogosławmy je. tuż przed wyjściem do kościoła. Ta chwila na zawsze pozostanie w jego pamięci, więc niech będzie uroczysta. Nie potrzeba wielkich słów. Na czole dziecka kreślimy znak krzyża i mówimy „błogosławię Cię w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Ucałujmy je – i w drogę.

Na to, co ma się wydarzyć w świątyni, dziecko jest już przygotowane. Zazwyczaj kapłani zapraszają rodziców do aktywnego udziału w liturgii. Przebieg zależy od zwyczajów panujących w parafii.

Sam moment, w którym Jezus przybywa do serca naszego dziecka, przynosi nadzwyczajne wzruszenia. Jest to czas, kiedy i my możemy się z Nim zjednoczyć. Natomiast jeśli ktoś nie może przystępować do stołu Pańskiego, to proponuję wzbudzić pragnienie zaproszenia Jezusa do serca. Mimo przeszkód odgradzających od ołtarza zawsze można się modlić. Niech radość naszych dzieci stanie się naszą radością. Po komunii uwielbiajmy Boga, jest to odpowiedni moment.

A po zakończonej Eucharystii podziękujmy Mu za ten dzień. Jezus razem z dzieckiem przychodzi do całej rodziny i przynosi Swoje błogosławieństwo.

Dzieci zazwyczaj bardzo przeżywają udział we mszy świętej. Nawet te, które są ruchliwe i na co dzień sprawiają sporo kłopotów swym zachowaniem, w tym dniu zachowują się w kościele idealnie. Interpretować to można w różny sposób. Jednak nie ma wątpliwości, iż jest to znak spotkania z Chrystusem, a każde spotkanie z Nim przemienia człowieka.

Następnie rozpoczyna się świętowanie w domu. Tego na pewno wiele osób się obawia. Niepotrzebnie. Zauważmy, że na tle ogromu przygotowań do spowiedzi i komunii waga tego etapu nie jest największa.

Zwykle w godzinach popołudniowych jeszcze raz spotykamy się w kościele na nabożeństwie i rozdaniu pamiątek. Drugoklasiści robią wspólne zdjęcia. Święto trwa.

Popołudnie to również dobry czas na oglądanie prezentów.

Pamiętajmy o „białym tygodniu”. Stanowi on przedłużenie święta spotkania się z Jezusem. Towarzyszmy dziecku codziennie w kościele, jeśli to możliwe. Niektórzy zapraszają gości na każdy dzień, najpierw na mszę, a później do domu. Jest to dobre rozwiązanie, jeśli mamy małe mieszkanie. Na zakończenie dnia podziękujmy Bogu za ten dar.

Co dalej?

Dzień, kiedy Pan Jezus po raz pierwszy przychodzi do serca naszego dziecka, przynosi błogosławieństwo całej rodzinie, warto o tym pamiętać. Odkąd Jezus zagościł w duszy naszych dzieci, my rodzice możemy odetchnąć. Sam Bóg zadba o nie. Jednak, podobnie jak dbamy o rozwój fizyczny i zdrowie, musimy pielęgnować ich dalszy wzrost duchowy.

Jak to zrobić, od czego zacząć?

Na pewno od wspólnej modlitwy. Nie zaprzestawajmy jej, odkąd nastąpi moment komunii. Dziecko w ten sposób uczy się rozmawiać z Bogiem, a towarzyszenie rodziców daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziewięciolatki potrzebują naszego wsparcia, mimo że ich walka o własną autonomię może wskazywać na coś zupełnie innego.

Następny krok to rozmowa. Nie wypytywanie dziecka, lecz słuchanie. Jest to niewątpliwie trudna sztuka. Jednak, gdy ją posiądziemy, to na pewno będziemy mieli dobry kontakt z synem, czy córką. Nie trzeba rozpoczynać rozmowy od tematów dotyczących wiary, lecz od spraw mu bliskich: szkoły, kolegów, rodzeństwa, różnych wydarzeń. Wspólnie wyciągajmy wnioski, pozwólmy dziecku je zinterpretować, a następnie odnośmy je do nauki Jezusa.

Koniecznie trzeba pozwolić na samodzielną ocenę moralną różnych sytuacji, w ten sposób uczymy wartościowania czynów. Dziecko samo ponosi odpowiedzialność za swoje postępowanie i dlatego musi umieć dokonywać wyboru między dobrem a złem. A przede wszystkim powinno je rozpoznawać. Przy okazji watro dowiedzieć się, czego się boi. Można powiedzieć mu o własnych lękach. Nie trzeba się ich wstydzić, nie świadczą one o naszej słabości, nie stracimy autorytetu. Lęk towarzyszy człowiekowi przez całe życie, jest czymś naturalnym, po prostu powinniśmy nauczyć się go pokonywać.

Atmosfera miłości stanowi ważny aspekt życia w rodzinie. Pewność, że jest się kochanym bez względu na wszystko, jest wręcz konieczna dla prawidłowego rozwoju. Dziecko swoje uczucia z taty przenosi na Boga. Gdy w kościele słyszy o dobrym Ojcu albo o wspaniałej Matce, Marii, to najpierw myśli o swoich rodzicach. Pamiętajmy o tym.

Wydawać się może, że pomagać podczas rachunku sumienia trzeba tylko przy pierwszej spowiedzi. Jest to błędne przekonanie. Nadal dziecko wymaga towarzyszenia, podpowiedzi, ciągłego doświadczania przebaczania. Łatwiej dostrzeże przebaczającego Ojca.

Kiedyś mój syn zapytał, skąd wiem, że muszę już iść do spowiedzi? Odpowiedziałam, że wtedy, gdy przestaję się uśmiechać. Potwierdził ten argument, bo właśnie najmłodsze istoty w domu najszybciej i najdotkliwiej odczuwają smutek mamy.

Trzeba pilnować i zachęcać dzieci, aby przystępowały do spowiedzi i komunii. Nie wolno tego bagatelizować. Są to zagadnienia ogromnej wagi. Zawsze mamy prawo o nie pytać i o nie się troszczyć.

Ewa Rozkrut

fragmenty z książki „Jak dobrze przygotować dziecko do I Komunii Świętej?”. Książkę można nabyć wysyłkowo w Księgarni Mateusza.

 

 

 

© 1996–2004 www.mateusz.pl

 

 

Pliki do pobrania

Św Teresa od Jezusa ,dziewica z Avili Wielka ur 1582 "matka Karmelu Tetezjańskiego i zawsze wierna córa Kościoła" JPII

"Patrzyła z uwagą na swego Zbawiciela i wszystko zapisywała co do niej mówił"

TERESA Z AVILA - DOŚWIADCZENIA

Teresa z Avila znana też jako Teresa od Jezusa urodziła się 28 marca 1515 roku w Avila, 80 km od Madrytu. Hiszpańska mistyczka i wielka reformatorka. Jej rodzice pochodzili z nawróconych żydów.

Teresa kochała towarzystwo i spotykała się ze wszystkimi przyjaciółmi w swoim mieście. Była przez całe życie bardzo atrakcyjną osobą. Już w 15 roku życia odznaczała się wielką urodą. Pełna osobistego uroku, wesoła i inteligentna, była w centrum życia towarzyskiego. Lubiła tańczyć. Umiała się pięknie ubierać, a nawet kiedy już zaczęła nosić zakonny habit, nosiła go z wielkim wdziękiem i elegancją.

"... co do życia zakonnego miałam do niego wstręt niewypowiedziany ... (Słowa Teresy)

Więc jakże to się stało, że swoje życie właśnie w ten sposób poświęciła Bogu? Ojciec jej zauważył, że jej zachowanie do chłopców było zbyt luźne i zbyt nadmierne jak na jej wiek. Po śmierci Teresy matki zadecydował aby umieścić ją pod opieką karmelitańskich zakonnic. Teresa nie czuła się zbyt mocno związana z Bogiem. Wolała dobre ciastka i piękną odzież, co raczej jest normalną rzeczą dla nastolatków. Doceniała swoją urodę, ale nie czuła się powołana do małżeństwa. W zakonie musiała się podporządkować zakonnym regułom. Uczęszczała codziennie do kaplicy na modlitwy. Po 2-ch latach opuściła zgromadzenie i rozpoczęła ponownie światowe życie. Lecz w wieku 17 lat nagle zachorowała na "dziwną chorobę", która trzymała ją w izolacji od ludzi przez 4 lata.

Przez ten czas cierpiała na intensywne bóle całego ciała, ataki konwulsji i często bywała całkowicie sparaliżowana. 21- letnia Teresa z Avila w 1526 roku stała się bardziej religijna. Nagle przestała interesować się chłopcami, dobrym jedzeniem i pięknymi rzeczami. Od tej pory dawało się u niej zauważać dziwną przemianę. Z każdym dniem zwiększało się jej zainteresowanie Bogiem. Nadal była chora, ale jej cierpienie powodowało u niej szybką dojrzałość.

Wróciła z powrotem, potajemnie w roku 1534 do zgromadzenia karmelitanek. Zakonnice nazywały ją jej imieniem. Zauważały, że Teresy ciało pozostawało często bardzo zimne jak u martwych osób. Po 25 latach jej chorobowe ataki przemieniły ją w zupełnie inną naturę. W wieku 43 lat nadal cierpiała. Jej objawy choroby dla wszystkich wydawały się bardzo dziwne. Nagle zatrzymywał się jej puls i bicie serca, dłonie i stopy bywały niesamowicie zimne, ciało nie zdradzało żadnych życiowych impulsów. Nawet uważano ją przez 4 dni za martwą i otworzono dla niej grób. Ale ona nagle się obudziła i zaczęła opowiadać o spotkaniu z Bogiem.

... nagle poczułam obecność Boga wokół mnie. Nie miałam wątpliwości, że Bóg jest we mnie. a ja byłam zaabsorbowana tylko Nim...

Bliskie połączenie Teresy z Bogiem i jej oczyszczenie w procesie "dziwnej choroby" otworzyło jej w pełni furtki do Boga. Teresa wybrała życie w samotności, pełne wyrzeczeń, co dzień jednoczyła się mocno z Bogiem i cały czas zmagała się ze swoja chorobą. W wieku prawie 50 lat osiągnęła wreszcie spokój.

Jej choroba, która w ówczesnych czasach nigdy nie została zdiagnozowana według dzisiejszych rozpraw naukowych przez wielu psychiatrów i neurologów uznawana jestza masywne przebudzenie kundalini - oczyszczenie ciała, umysłu i duszy. Kiedy jej spirytualny proces zakończył się nie cierpiała już więcej na epilepsję. Nagle w swoim ciele poczuła potężną energię.

Kiedy powróciła do życia po 4-ch dniach własnej śmierci, zaczęła nadal wieść życie towarzyskie. Była powierniczką ludzkich problemów. Potrafiła rozmawiać z innymi godzinami. Któregoś dnia usłyszała głos:

... chcę abyś odtąd rozmawiała nie z ludźmi, ale z aniołami ...

Od tej pory czuła przy sobie obecność Jezusa. Zdała sobie sprawę, że prowadzi swoje życie poniżej swoich zdolności duchowych. Zaczęła się koncentrować na modlitwie. Przeszła też przez falę udręk duchowych i wątpliwości. Jej przeżycia mistyczne były wielokrotnie podważane przez ludzi, a ta rosnąca podejrzliwość wokół niej mocno ją bolała. Była pewna swoich mistycznych objawień. Jezus stał się miłością jej życia i dla Niego wybrała życie zakonne. Kochała Go tak bardzo, że mówiła:

... Panie, niech ci inni lepiej służą niż ja i niech szczęście, które im gotujesz będzie większe od mojego. Ale, żeby cię miał kto więcej kochać ode mnie tego nie ścierpię ...

Znosiła szyderstwa i wrogość. Szykanowali ją spowiednicy i na ich życzenie musiała spisać historię swojego życia.

Chrześcijańska mistyczka z XVI wieku wyjaśniła w zaskakujący sposób 7 wewnętrznych "dusz" i opisała jak w końcu dusza osiąga duchowe małżeństwo z Bogiem. W bardzo podobny sposób małżeństwo żeńskiej energii Shakti i męskiej Shivy zostało przedstawione w hinduizmie. Teresa nie miała najmniejszego pojęcia o sanskrytach hinduskich. Ciekawą jest rzeczą, że również Eskimosi Iglulik opisali w podobny sposób "iluminujący ogień" penetrujący w ciemności nawet przy zamkniętych oczach. Teresa widywała Jezusa Chrystusa, opisała wiele wizji. Była też mocno związana z Jego Matką Maryją.

Teresa cierpiała w swoim życiu długie lata. Urodziłam się z cierpieniem, które znoszę z powagą i zadowoleniem, tylko wówczas kiedy się pojawił pierwszy ból, który był zbyt duży, byłam nieposłuszna. Te następne są mniej bolesne. Byłam całkowicie oddana Bogu, nawet kiedy On obciążył mnie zbyt mocno. Inne siostry dziwiły się, że Bóg okazał mi tyle cierpliwości.

Opisała bardzo dużo swoich mistycznych doświadczeń. Wyjaśniła swoją "dziwną chorobę". Swoją 4-dniową śmierć określiła jako unię duszy z Bogiem i jej śmierć dla świata fizycznego. Zmartwychwstanie w dniu jej pogrzebu, kiedy nagle prawie w ostatniej chwili przebudziła się i nowe narodzenie w świecie duchowym. Wspaniale opisała własną transformację poprzez wewnętrzny ogień, który oczyścił ją zupełnie z poprzednich błędów.

Jej doświadczenia przypominają wszystkie objawy budzącego się Kundalini.

...Mój dźwięk w głowie brzmi niczym w pełni napełnione rzeki i jak wszystkie wody w tych rzekach biegną naprzód i jak małe pogwizdujące ptaki, nie w uszach, ale tam w górnej części głowy, tam gdzie znajduje się siedziba duszy. Coraz częściej nie potrafię jej ujrzeć ona wyfruwa w górę z wielką prędkością ...

"Ogień Duszy" - Kundalini wzrasta wzdłuż kręgosłupa. Połączenie Energi Kundalini z Wielkim Ogniem idącym z nieba - zwanym w chrześcijaństwie Duchem Świętym jest połączeniem duszy człowieka z Bogiem - Chrzest Ducha Świętego.

Teresa w obliczu objawień ze świata duchowego uświadamia sobie, że nie wolno polegać na samej sobie, ale należy szukać oparcia w łasce Bożej. W czasie swoich mistycznych przeżyć doznawała żywych uczuć Boga, że On jest w niej, a ona w Nim. Pojmowała, że takich łask Bóg użycza "tylko tym, którzy już nabyli doskonałej czystości sumienia", ale później zrozumiała, że również w ten sposób Bóg przyciąga do siebie dusze jeszcze niedoskonałe.

... czasem, gdy przychodziły te chwile nie mogłam się im oprzeć, czasem znowu, kiedy chciałam nie mogłam ich przywołać ...

Doznawała stanów tzw. zachwycenia, aby je określić używała terminów: porwanie, wyniesienie, lewitacja, uniesienie ducha, poryw, pęd lub zawieszenie zmysłów. Stan doznawany podczas zachwyceń, kiedy światło i miłość Boga wdzierają się w duszę przypomina słodką śmierć.

...śmierć mówię, zupełna, bo dusza ta jest oderwana od wszystkich czynności, które spełnia mieszkając w tym ciele. Słodka, mówię i rozkoszna, bo choć dusza jest zatrzymana w więzieniu swoim, to przecież się z niego wyzwala, aby się cała pogrążyła w Bogu ...

Z chwilą jednak, gdy przez zaślubiny duchowe dusza stanie się oblubienicą Chrystusową te zachwycenia zdarzają się coraz rzadziej i w końcu ustają. Jest to tylko część drogi duchowej. Wszystkie doświadczenia mistyczne wywołują szkodę dla zdrowia, ale przejawy Bożego działania powodują dobroczynne i trwale skutki. Zachwycenia ustają kiedy dusza zmienia się całkowicie i pogrąża w Bogu.

Ziemia i Uniwersum są środowiskami zawierającymi proste piękno i mistykę. A te trzymają ludzki umysł w stymulacji i rzucają mu wyzwanie. Poprzez wieki rodziły się umysły mężczyzn i kobiet - geniusze, które odpowiadały na pytania w doświadczeniach człowieka, zarówno natury ziemskiej jak i religijnej. Nie ważne czy byli to wielcy naukowcy, kapłani, mistycy, czy prości ludzie, ale zostali obdarzeni w indywidualne wartości i mądrość, niemożliwą dla ogarnięcia przez resztę umysłów.

Dzisiaj, według naszej wiedzy zdajemy sobie sprawę, że ludzkie ciało i jego funkcje są genetyczną inżynierią, a życie wynosi nas na wyższy poziom ewolucji. Człowiek poprzez wzrost własnej świadomości dosięga wyższego zrozumienia. Budda, Sokrates, Jezus, Teresa z Avila, Gandhi ... są tylko nielicznymi przykładami naszej biologicznej ewolucji. Indywidualny geniusz i mistyczna moc czynią człowieka mądrym i świętym.

Znane jest, że Kundalini jest odpowiedzialne za twórczość, geniusz i mistyczne doświadczenia. W pełni otwarte Kundalini i zjednoczenie duszy z Bogiem, otwiera Kosmiczną Świadomość. Nie ważne w jakiej społeczności i religii żyje ten człowiek, ważne, aby osiągnął wielką czystość, a wówczas Bóg zawsze pozwoli mu na jasne zrozumienie i doświadczenia Jego obecności w swoim wnętrzu.

Teresa z Avila miewała wiele mistycznych przeżyć. Opisuje przebicie swojego serca, które powtarzało się wielokrotnie:

... widziałam anioła stojącego tuż przy mnie z lewego boku, w postaci cielesnej. W taki sposób nigdy nie widuje się aniołów, chyba bardzo wyjątkowo ... nie był wysokiego wzrostu, mały raczej, ale piękny. Ujrzałam w ręku tego anioła długą włócznię, zdało mi się, kilkakrotnie serce mi przebił, zgłębiając ją aż do wnętrzności. Za każdym wyciągnięciem włóczni miałam uczucie jakby wraz z nią wnętrzności wyciągał, tak mnie postawił całą gorejącą zapałem miłości Bożej ...

Podobny opis można znaleźć w listach Ojca Pio. Dziwny zbieg okoliczności? Ojciec Pio noszący stygmaty i Św. Teresa z Avila, która twierdziła, że jej serce jest przebite i, że jest w nim krwawa rana. Po jej śmierci zrobiono jej sekcję zwłok i okazało się prawdą, że jej serce krwawiło. Była tam rana.

Teresa w czasie swojej choroby często zaprzestawała się modlić. Bywały okresy, że miała w sobie wielki żal do Boga za swoje cierpienia. Ale zdawała sobie sprawę, że bez Boga nie narodziłaby się od nowa. W wieku 41 lat wróciła do stałych modlitw i kontemplacji, ale kiedy tylko rozpoczynała modlitwy jej ciało spontanicznie lewitowało. Zdarzało się to też w czasie nabożeństw, na oczach innych ludzi. Siostry zakonne siadały zawsze blisko niej i trzymały ją, aby nie odpływała.

W późniejszym okresie jej życia uzyskała całkowitą równowagę i spokój, ale bywało wcześniej, że była zazdrosna i podejrzliwa. W wieku 43 lat zadecydowała, że nadszedł czas by zmienić swoje życie. Dużo podróżowała i wypełniała z wielką powagą swoje obowiązki. Była atakowana i mocno krytykowana za swoją postawę reformatorki. W wieku 52 lat rozpoczęła swoją duchową misję. Modlitwa i kontemplacja doprowadziły ją do doskonałości. Nigdy, aż do końca życia nie osłabła w swojej pracy. Nie miała łatwego życia, żyła w okresie inkwizycji i nie uszła ich uwagi. Pozostawiła po sobie poezje, "Autobiografię", "Drogę do doskonałości", ‘’Twierdzę wewnętrzną’’ i inne pozycje. Jej symbolem jest anioł przeszywający jej serce strzałą miłości, gołąb, krzyż, pióro i książka.

... Modlitwa jest niczym innym jak tylko aktem miłości ... (Autobiografia Teresy z Avila)

...Modlitwa serca jest jak iskra prawdziwej miłości Boga, którą Pan zaczyna zapalać w naszej duszy ...

... Jakże bardzo pożytecznym starać się przebywać w możliwie dużej samotności,
ażeby ułatwić Bogu działanie i pozwolić Mu na działanie w nas, jak we własnym domu ...

... i żeby Go szukać nie potrzebujesz skrzydeł, ale wystarczy, żebyś się odnalazł w samotności, a będziesz Go kontemplować w samym sobie ...

Zmarła w wieku 67 lat i uznawana jest za wielką chrześcijańską mistyczkę. Prawie całe życie poświęciła Bogu.

Sri Chinmoy tak o niej napisał: ...W Hiszpanii, Teresa z Avila ofiarowała światu coś niezmiernie ważnego. Jej doświadczenia mistyczne i jej największy sukces - Boskie małżeństwo pomiędzy jej duszą a Chrystusem udowadnia, że człowiek może dążyć do zjednoczenia z Bogiem, nie zważając na beznadziejny swój stan. Człowiek i Bóg mogą paść sobie w ramiona ...

PO MISJACH ....POZNAĆ MIŁOŚĆ CHRYSTUSA Św Małgorzata Maria Alacoque 24.10.2019 r bardzo ciekawe wezwanie.

Z listów św. Małgorzaty Marii Alacoque, dziewicy  (Vie et Oeuvres 2, Paris 1915, 321. 336. 493. 554)


Poznajmy miłość Chrystusa przewyższającą wszelką wiedzę

Gorące pragnienie naszego Pana, by Jego Najświętsze Serce doznawało szczególnej czci, zmierza - jak sądzę - do odnowienia w naszych duszach skutków Odkupienia. Najświętsze Serce Jezusa jest bowiem niewyczerpalnym źródłem, które nic innego nie pragnie, jak tylko wypełnić sobą serca pokorne, aby były wolne i gotowe poświęcić życie zgodnie z Jego świętą wolą.

Z tego Bożego Serca nieustannie wypływają trzy strumienie: pierwszy jest strumieniem miłosierdzia dla grzeszników, strumieniem sprowadzającym ducha żalu i pokuty; drugi jest strumieniem miłości niosącym pomoc wszystkim uciśnionym, zwłaszcza tym, co dążą do doskonałości, by mogli znaleźć moc do pokonania przeszkód. Z trzeciego zaś strumienia płynie miłość i światło dla wiernych Jego przyjaciół, których pragnie zjednoczyć z sobą przekazując im swą naukę i przykazania, aby każdy z nich na swój sposób poświęcił się całkowicie pomnażaniu Jego chwały.

To Boże Serce jest niezgłębioną otchłanią wszelkich dóbr, do której ubodzy mają się zwracać we wszystkich swoich potrzebach. Ono jest otchłanią radości, w której przepadają wszystkie nasze smutki. Jest otchłanią pokory przeciwko naszej pysze; jest otchłanią miłosierdzia dla nieszczęśliwych, jest wreszcie otchłanią miłości, w której powinniśmy ukryć całą naszą nędzę.

We wszystkim, co czynicie, chciejcie się jednoczyć z Sercem Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Na początku dla osiągnięcia właściwego usposobienia, przy końcu dla zadośćuczynienia. Nie czynicie żadnego postępu w modlitwie? Ofiarujcie Bogu modlitwę, którą Boski Zbawiciel zanosi za nas w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Ofiarujcie Jego żarliwość jako wynagrodzenie za waszą letniość. We wszystkim, co czynicie, mówcie: "Boże mój, czynię to lub znoszę w Sercu Twego Syna, według świętych Jego pragnień, jakie ofiaruję Tobie na wynagrodzenie za wszystko, co jest grzeszne i niedoskonałe w moich czynach". Tak czyńcie we wszystkich okolicznościach życia. Kiedy zaś spotka was jakaś przykrość, udręczenie lub niesprawiedliwość, wtedy tak mówcie do siebie: "Przyjmij ochotnie to, co dla zjednoczenia się z tobą zsyła na ciebie Najświętsze Serce Jezusa".

Nade wszystko zaś zachowajcie pokój serca, który przewyższa wszelkie skarby. Do jego utrzymania nic bardziej nie pomaga jak wyrzeczenie się własnej woli i przyjęcie zamiast niej woli Bożego Serca, aby ta dokonywała w nas wszystkiego, co służy Jego chwale, my zaś abyśmy z radością poddawali się jej i we wszystkim jej ufali.
 

RESPONSORIUM

Mt 11, 25-26; Ps 73, 26

W. Wysławiam Cię, Ojcze, † Panie nieba i ziemi, / że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, / a objawiłeś je prostaczkom. * Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

K. Bóg moją opoką, moim udziałem na wieki. W.Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
 

MODLITWA
 

Módlmy się. Wszechmogący Boże, ześlij na nas Ducha, którym w szczególny sposób obdarzyłeś świętą Małgorzatę Marię, † abyśmy poznali przekraczającą wszelką wiedzę miłość Chrystusa *i mieli udział w pełni życia Bożego. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, *Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Perełki św. Małgorzaty Marii Alacoque

KSIĄŻKI

Święta Małgorzata Maria Alacoque, francuska wizytka i mistyczka żyła w latach 1647-1690. Przez ponad półtora roku Pan Jezus w objawieniach przedstawiał jej swoje Serce, bezgranicznie kochające ludzi i oczekujące ich miłości. Siostra Małgorzata opisała w swoim Pamiętniku Duchownym trzydzieści spośród tych objawień. Mistyczne dialogi z Jezusem wzywającym do rozszerzenia kultu Jego Najświętszego Serca stanowią treść Perełek, wydanych przez Wydawnictwo WAM.

Małgorzata nazywana jest "świętą od Serca Jezusowego". W jednym z listów tłumaczy: To Boże Serce jest niezgłębioną otchłanią wszelkich dóbr, do której ubodzy mają się zwracać we wszystkich swoich potrzebach. Ono jest otchłanią radości, w której przepadają wszystkie nasze smutki. Jest otchłanią pokory przeciwko naszej pysze, jest otchłanią miłosierdzia dla nieszczęśliwych, jest wreszcie otchłanią miłości, w której powinniśmy ukryć całą naszą nędzę.

Perełki św. Małgorzaty Marii Alacoque - audiobook, 1 płyta CD z mp3

Wybór tekstów przygotowano na podstawie książki: Pamiętnik Duchowny św. Małgorzaty Marii Alacoque, Kraków 1947
Wybór, opracowanie tekstów: Jerzy Sermak SJ
Czytają: Anna Piróg-Karaszkiewicz, Jakub Kosiniak