Dziś Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej LUDOBÓJSTWO Masowy grób oficerów - ekshumacja 1943 Wikipedia / CC 2.5 Katyń. Pamiętamy.NIGDY O TYM NIE MOŻEMY ZAPOMNIEĆ.

Dziś Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej

13 kwietnia 1943 r. w Berlinie ujawniono informację o znalezieniu w Katyniu masowych grobów polskich oficerów zamordowanych przez sowieckie NKWD na mocy decyzji Biura Politycznego KPZS.

Rysy na budowanym przez sowietów kłamstwie katyńskim pojawiały się długo przed ujawnieniem mordu przez niemiecką machinę propagandy. Już latem 1941 r. okazało się, że do tworzonej Armii Polskiej na Wschodzie zgłasza się bardzo niewielu oficerów. Józefowi Czapskiemu, jednemu z nielicznych ocalałych z obozu w Starobielsku, powierzono zadanie odnalezienia towarzyszy niewoli oraz jeńców z dwóch pozostałych obozów. Prowadząc śledztwo, Czapski rozmawiał nie tylko z polskimi jeńcami i więźniami łagrów, ale również sowieckimi urzędnikami i enkawudzistami. Część z nich sugerowała, że zaginieni jeńcy zostali wysłani na najdalsze wyspy na Morzu Arktycznym. Podobne przekonanie wyrażała część towarzyszy niewoli, którzy uniknęli śmierci.

Przeczytaj koniecznie:

Chłopak z Katynia

W 79. rocznicę zbrodni katyńskiej w Muzeum Dulag 121 o odkryciu masowych grobów w lesie katyńskim opowiadał jeden z ostatnich żyjących świadków tamtych wydarzeń.

Kilka miesięcy później, podczas rozmowy między gen. Władysławem Sikorskim a Stalinem, na pytanie polskiego premiera sowiecki dyktator stwierdził, że tysiące polskich jeńców uciekło do Mandżurii. Wiosną 1942 r. polskie władze zwróciły się do Brytyjczyków o wsparcie w poszukiwaniach. Szef brytyjskiego MSZ Anthony Eden zabronił dyplomatom angażować się w narastający m.in. wokół tej kwestii konflikt polsko-sowiecki. Sprawa ta pojawiła się jednak w raporcie przygotowanym dla Ministerstwa Wojny przez ppłk. Lesliego Hullsa: „Uwięzieni w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie po prostu znikli bez śladu (w łącznej liczbie 8300). Od 1940 r. nikt o nich nie słyszał i mimo obietnicy złożonej osobiście przez Stalina gen. Sikorskiemu i gen. Andersowi los tych oficerów pozostaje całkowitą tajemnicą”.

Wiosną 1942 r. część prawdy o losach polskich jeńców nieświadomie odkryli polscy robotnicy przymusowi, którzy dowiedzieli się o kaźni od miejscowych mieszkańców. Ustawiony przez nich krzyż mógł był jedną ze wskazówek, która doprowadziła Niemców do miejsca mordu. Kluczowe dla odkrycia dołów śmierci były również relacje składane przez miejscową ludność.

Przeczytaj nasz komentarz:

Przed Auschwitz był Katyń

Czy szacunek dla milionów ofiar prostych żołnierzy musi być nierozdzielnie złączony z szacunkiem i wdzięcznością wobec imperium? 

11 kwietnia 1943 r. niemiecka agencja prasowa Transocean opublikowała depeszę o odnalezieniu koło Katynia, na terenie lasu Kozie Góry, zwłok ok. 3 tys. ciał polskich oficerów wziętych do niewoli przez sowietów we wrześniu i w październiku 1939 r. Był to początek gigantycznej niemieckiej akcji propagandowej, której celem było rozbicie sojuszu ZSRS i państw zachodnich oraz przekonanie Polaków o bezsensowności walki po ich stronie. Kolejne tygodnie miały udowodnić nieskuteczność machiny sterowanej przez Josepha Goebbelsa. Dwa dni wcześniej niemiecki minister propagandy zapisał w swoim dzienniku: „W pobliżu Smoleńska odkryto masowe groby Polaków. Bolszewicy zastrzelili po prostu ok. 10 tys. polskich jeńców, wśród nich także więźniów cywilnych, biskupów, intelektualistów, artystów itp., po czym grzebali ich we wspólnych mogiłach”.

Dwa dni później w siedzibie niemieckiego MSZ odbyła się specjalna konferencja prasowa, na której ujawniono pierwsze szczegóły prowadzonych prac ekshumacyjnych, w tym nazwiska niektórych zamordowanych. Tego samego dnia o godz. 15:15 o odkryciu poinformowało Radio Berlin: „Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych wykonywanych przez bolszewików […] Już dziś ustalono, że wśród zamordowanych znajduje się gen. [Mieczysław – przyp. red.] Smorawiński z Lublina. […] Ogólna liczba zamordowanych obliczana jest na 10 tysięcy, co odpowiadałoby mniej więcej całości korpusu oficerskiego polskiego wziętego przez bolszewików do niewoli”.

„Wiadomości – rano o znalezieniu przez Niemców pod Smoleńskiem grobu 11 tys. Polaków zamordowanych przez bolszewików” – zapisano w „Dzienniku czynności Prezydenta RP Władysława Raczkiewicza” pod datą 13 kwietnia 1943 r. Dwa dni później informacja o odnalezieniu miejsca zbrodni ukazała się w prasie Generalnego Gubernatorstwa. Tego samego dnia o sprawie zameldował do Londynu dowódca Armii Krajowej gen. Stefan Rowecki „Grot”. „W oględzinach grobu wzięło udział kilku Polaków z Warszawy i Krakowa specjalnie tam zawiezionych. Ich relacje nie pozwalają wątpić w autentyczność tego masowego mordu. Opinia publiczna jest wzburzona, szczegóły w najbliższych dniach” – pisał. Tydzień później przesłał do Londynu informacje na temat składu delegacji oraz szczegółów prac prowadzonych przez Niemców, m.in. o odnalezieniu zapisków oficerów, które pozwalały ustalić datę popełnienia mordu na wiosnę 1940 r.

„Rozkręcamy sprawę nadal i będziemy tak długo atakować przede wszystkim Anglików i Amerykanów, aż wreszcie przemówią. […] Cała sprawa Katynia staje się gigantycznym wydarzeniem politycznym, które wywołać może jeszcze doniosłe reakcje” – zapisał Goebbels po kilku dniach trwania akcji propagandowej. Szczególną wagę przywiązywał do szokujących obrazów z Katynia, które były „w swej wymowie tak okropne, iż tylko część nadaje się do publikacji”. Wielką wagę przywiązywał również do uwiarygodnienia ekshumacji przez przedstawicieli państw neutralnych oraz funkcjonujące na terenie Generalnego Gubernatorstwa instytucje, które zachowały polskie kierownictwo. 14 kwietnia do Katynia udała się Komisja Techniczna Polskiego Czerwonego Krzyża z sekretarzem generalnym Kazimierzem Skarżyńskim.

19 kwietnia Skarżyński przedstawił sprawozdanie o wynikach prac, które potwierdzało, że oficerów zamordowano wiosną 1943 r. strzałem w tył głowy. 23 kwietnia działacze PCK zwrócili się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy.

Już dwa dni wcześniej, 17 kwietnia 1943 r., strona polska złożyła w tej kwestii oficjalną notę w Genewie, dowiadując się jednocześnie, iż wcześniej także Niemcy zwrócili się do MCK o wszczęcie dochodzenia. Moskwa bardzo ostro zareagowała na propozycję dochodzenia prowadzonego przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. 19 kwietnia dziennik „Prawda” opublikował artykuł zatytułowany „Polscy pomocnicy Hitlera”. Przeczytać w nim można było m. in.: „Zanim wysechł atrament na piórach niemiecko-faszystowskich pismaków, ohydne wymysły Goebbelsa i spółki na temat rzekomego masowego mordu na polskich oficerach dokonanego przez władze sowieckie w 1940 r. zostały podchwycone nie tylko przez wiernych hitlerowskich służalców, ale co dziwniejsze, przez ministerialne kręgi rządu generała Sikorskiego”. Ujawnienie mordu posłużyło sowietom za pretekst do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem RP. Niemal jednocześnie Kreml rozpoczął tworzenie podporządkowanych sobie polskich sił zbrojnych oraz intensywnie przygotowywał się do powołania własnego ośrodka władzy w przyszłej Polsce. Do formalnego zerwania stosunków dyplomatycznych przez Moskwę z polskim rządem na uchodźstwie doszło w nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 r.

21 kwietnia Stalin wysłał tajne depesze do prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla, w których zarzucał rządowi gen. Sikorskiego prowadzenie w zmowie z Hitlerem wrogiej kampanii przeciwko Związkowi Sowieckiemu. 24 kwietnia w rozmowie z premierem Sikorskim szef brytyjskiej dyplomacji Anthony Eden zaapelował do rządu RP o wycofanie wniosku z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i stwierdzenie, że pełną odpowiedzialność za mord ponosi strona niemiecka. „Po stronie Rosji jest siła – po naszej sprawiedliwość” – odpowiedział gen. Sikorski.

Wobec zablokowania przez sowietów przeprowadzenia śledztwa w sprawie katyńskiej przez MCK Niemcy zorganizowali własne dochodzenie. 28 kwietnia 1943 r. na miejsce zbrodni na zaproszenie władz niemieckich przyjechała grupa międzynarodowych ekspertów medycyny sądowej i kryminologii. Przewodniczącym zespołu został doktor Ferenc Orsós, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej w Budapeszcie. Eksperci jednomyślnie podpisali sprawozdanie, w którym stwierdzali, że egzekucje na polskich jeńcach wykonano w marcu i kwietniu 1940 r.

Uwieńczeniem równolegle budowanego kłamstwa katyńskiego było sowieckie „śledztwo” komisji chirurga Nikołaja Burdenki, która „wyjaśniła”, że zbrodni na polskich oficerach dopuścili się Niemcy jesienią 1941 r. Do wsparcia sowieckiej wersji wydarzeń użyto również żołnierzy podporządkowanej sowietom 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, którzy w styczniu 1944 r. wzięli udział w uroczystości żałobnej w miejscu mordu. Na miejsce przybyli też zachodni korespondenci i dyplomaci, którym przedstawiono spreparowane dowody zbrodni.

Katyń. Pamiętamy

Dwa dni, 9 i 10 listopada, na warszawskim placu Piłsudskiego trwały uroczystości ku czci ofiar zbrodni katyńskiej. 

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej został ustanowiony 14 listopada 2007 r. uchwałą Sejmu RP.

 

p. Franciszek Rachunek sumienia z miłosierdzia

Rachunek sumienia z miłosierdzia

Papież Franciszek wskazał, że oliwą, którą powinniśmy napełniać swoją lampę, wiarę, są uczynki miłosierdzia. To one, wykonywane każdego dnia ze szczerością i zaangażowaniem, pomagają przygotować się na spotkanie z Jezusem. Przy spotkaniu na końcu naszego życia okaże się, czy mamy przygotowany zapas tej oliwy. Ten rachunek sumienia pozwoli sprawdzić, na ile praktykujemy uczynki miłosierdzia w naszej codzienności.

Uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała to duchowy program do praktykowania miłosierdzia. Kościół daje konkretne wskazówki, by miłosierdzie nie było tylko patetycznym hasłem, ale prawdziwą postawą. Uczynki miłosierdzia mogą kształtować nasze myśli i wpływać na nasze decyzje.

Oto propozycje pytań do rachunku sumienia, który pomoże sprawdzić, jak radzimy sobie z byciem miłosiernymi.

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM DUSZY

Grzeszących upominać

Jakie grzechy dostrzegam w sobie?

Jak często przystępuję do spowiedzi?

Czy chcę być zbawiony? Czy chcę tego dla moich przyjaciół i bliskich?

Jakie grzechy u innych przykuwają moją uwagę?

Jak zachowuję się, gdy ktoś robi coś złego?

W jaki sposób zwracam uwagę?

Nieumiejętnych pouczać

W jaki sposób dbam o swoją formację w wierze? Skąd czerpię wiedzę na temat Boga i Kościoła?

Jak często czytam .....

Strapionych pocieszać

Jak zachowuję się, gdy coś mnie smuci?

Jak traktuję trudności, które mnie spotykają?

Co mówię innym o przeżywaniu trudności?

Jak podnoszę znajomych na duchu?

W jaki sposób towarzyszę im w trudnych chwilach?

Czy potrafię przyznać się do bezradności?

Krzywdy cierpliwie znosić

Jak reaguję na krzywdę?

Co najbardziej mnie boli?

W jaki sposób radzę sobie ze złością?

Co odpowiadam, gdy ktoś mnie obraża?

Co mówię o osobach, które mnie skrzywdziły?

Czy modlę się za osoby, które mnie zraniły?

Urazy chętnie darować

Czym jest dla mnie przebaczenie?

Komu najtrudniej jest mi wybaczyć?

Jaką ranę noszę w sobie?

Czy mam tendencję do wyolbrzymiania krzywd?

W jaki sposób daję komuś wybaczenie?

Jak często myślę o tym, ile darował mi Chrystus?

Modlić się za żywych i umarłych

Za kogo najczęściej się modlę?

Za kogo trudno mi się modlić?

O co modlę się dla innych?

Jak wygląda moja modlitwa za inne osoby?

Jak często modlę się za zmarłych?

Czy potrafię prosić o modlitwę za siebie?

UCZYNKI MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM CIAŁA

Głodnych nakarmić

Jak się odżywiam?

Jakie jest moje podejście do postu?

Czy traktuję jedzenie jako dar?

Jak często przygotowuję posiłki dla innych?

W jaki sposób pomagam instytucjom, które dbają o najuboższych?

Czym karmię ludzi w rozmowie z nimi?

Spragnionych napoić

Jak dbam o środowisko naturalne?

Czy staram się nie marnować wody?

Jak podchodzę do kwestii picia alkoholu?

Jakie są moje pragnienia?

Czym je zaspokajam?

Jak często pomagam misjonarzom w krajach, gdzie brakuje wody?

Nagich przyodziać

Jak reaguję na modowe trendy?

Na ile ważny jest dla mnie mój wygląd?

Jak daję wyraz temu, że ciało jest świątynią ducha?

Czym jest dla mnie czystość?

Co robię z nieużywanymi ubraniami? 

Co mówi o mnie mój ubiór?

Podróżnych w dom przyjąć

Jak reaguję na niezapowiedziane wizyty? 

W czym przejawia się moja gościnność?

W jaki sposób rozmawiam z gośćmi? 

Czy w każdym człowieku widzę Boga? 

Na czym najbardziej mi zależy gdy przyjmuję gości? 

Jakim ja jestem gościem? 

Więźniów pocieszać

Co myślę o osobach w więzieniu? 

Czy modlę się za nie?

Jak mogę im pomóc? 

Czy zdarzyło mi się kogoś niesłusznie oskarżyć?

Jakie zniewolenia dostrzegam w sobie?

Jakie pocieszenie mogę dać osobom w więzieniu?

Chorych nawiedzać

W jaki sposób dbam o swoje zdrowie?

Jak pomagam chorym w moim otoczeniu?

Jak często wspieram organizacje pomagające chorym?

Które z moich zdolności mogę wykorzystać, by pomóc chorym?

Kiedy ostatni raz odwiedziłem kogoś chorego, potrzebującego pomocy?

Jak podnoszę chorych na duchu?

Umarłych pogrzebać

Jak często modlę się za zmarłych?

Kiedy ostatni raz odwiedziłem groby bliskich?

Czy modlę się za dusze czyśćcowe?

Jakie jest moje podejście do kremacji?

Jak reaguję na śmierć kogoś bliskiego?

Jak często korzystam z możliwości uzyskania odpustu?

RODZICE I DZIECI - SWIADECTWO WIARY

Św. Tomasz More "Nie może mnie spotkać nic, czego by Bóg nie chciał. A wszystko, czego On chce, choćby nam się wydawało najgorsze, jest najlepsze."

ks. Marek Dziewiecki

Pierwsza Komunia Święta to dla dziecka i dla jego rodziców szansa na przeżycie wielkiego święta miłości Boga do człowieka. Eucharystia wraz z komunią świętą jest niezwykłym darem Boga, który pragnie być pokarmem dla człowieka już tu, w wymiarze życia doczesnego. Los każdego z nas w dużej mierze zależy od tego, czym się karmimy na co dzień. Ważna jest zdrowa żywność dla naszego ciała, ale jeszcze ważniejsze jest to, czym karmimy nasz umysł i nasze serce.

Niska kultura i toksyczny pokarm

Zdajemy sobie sprawę z tego, że dominująca obecnie kultura proponuje dorosłym i dzieciom wyjątkowo marny pokarm w wymiarze duchowym. Jest to tak zwana niska kultura, która traktuje człowieka bardziej jak zwierzę niż jak osobę. Przedstawiciele tego typu kultury twierdzą, że zachowanie człowieka to jedynie kwestia instynktów, popędów i biochemii. Ukrywają oni fakt, że człowiek jest osobą, czyli kimś, kto potrafi myśleć, kochać i podejmować odpowiedzialne decyzje. Niestety zdecydowana większość środków społecznego przekazu oraz czasopism dla dzieci i młodzieży usiłuje „karmić” w nas głównie to, co dotyczy instynktów i popędów oraz cielesności i emocji. Tego typu bodźcie nie służą formowaniu bogatszego człowieczeństwa. Przeciwnie, powodują, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza dzieci i młodzieży, rezygnuje z ideałów godnych człowieka i że wielu młodych redukuje sens swego istnienia do szukania chwilowej przyjemności czy do odreagowania niepokoju.

Panuje obecnie moda na ochronę środowiska, a jednocześnie niemal nikt nie protestuje przeciwko zaśmiecaniu człowieka. Tymczasem na niewiele zda się nam to, że oddychamy czystym powietrzem czy że pływamy w czystym jeziorze, jeśli my sami jesteśmy zaśmieceni poprzez toksyczne bodźce, przeżycia czy substancje, na przykład przez pornografię i przemoc, papierosy i alkohol, tabletki antykoncepcyjne i zaburzoną seksualność, a także przez naiwne ideologie czy chore więzi międzyludzkie. Prawdziwa ekologia zaczyna się od ochrony człowieka i przejawia się szczególną troską o to, aby osoby w wieku rozwojowym karmiły się miłością i prawdą, dobrem i pięknem, szlachetnością i świętością. Podstawą ekologii jest ochrona człowieka przed zanieczyszczeniami fizycznymi, psychicznymi, moralnymi i duchowymi. Tymczasem obecnie dzieci i młodzież są zatruwani toksycznymi bodźcami, ideologiami i obyczajami. Są też zatruwani fałszywymi „idolami”, którzy nie radzą sobie z własnym życiem.

Niska kultura i wulgarna demokracja

Niska kultura prowadzi do tego, że zaczyna dominować niska formy demokracji, która pozwala na bezkarne zatruwanie dzieci i młodzieży toksycznymi bodźcami, obyczajami i ideologiami. Każdy ustrój społeczny opiera się na trzech filarach: na antropologii, na aksjologii oraz na technice sprawowania władzy. Pozytywnym aspektem demokracji jest to, że od strony techniki rządzenia opiera się na trójpodziale władzy, czyli na wzajemnej niezależności władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Jednak najważniejszym aspektem każdego ustroju nie jest technika rządzenia lecz realistyczna wizja człowieka oraz właściwa hierarchia wartości, która gwarantuje rzeczywisty rozwój obywateli. W tym aspekcie demokracja europejska jest wyjątkowo ułomna, gdyż opiera się na ułomnej antropologii oraz na równie ułomnym systemie wartości. W konsekwencji dominująca w takiej demokracji kultura karmi nas mitami o istnieniu łatwego szczęścia, o tym, że każdy powinien kierować się własną „prawdą” i żyć na „na luzie” zamiast szukać dobra, prawdy i piękna. Jest to kultura wyjątkowo tchórzliwa, gdyż nie ma odwagi zaproponować człowiekowi najbardziej choćby podstawowych wartości, aspiracji i ideałów, jak miłość, uczciwość, pracowitość czy odpowiedzialność. W takiej kulturze popędy i emocje stają się ważniejsze od więzi i wartości. Szkodliwe konsekwencje tego typu niskiej kultury widać już u dzieci, które stają się coraz bardziej nadpobudliwe, leniwe, agresywne, znudzone życiem. Niektóre są już zdeprawowane i popadają w różne nałogi. Coraz więcej rodziców nie radzi sobie z wychowaniem własnych dzieci. Coraz więcej rodziców zaczyna wręcz bać się własnych pociech.

Komunia święta: pokarm świętości

W obecnym, negatywnym niestety kontekście społecznym i kulturowym, pogłębione przygotowanie i przeżywanie I Komunii Świętej stwarza wyjątkową szansę na umocnienie w dobru zarówno dziecka, jak i jego rodziców. Komunia święta przypomina nam o tym, że nie samym chlebem żyje człowiek, gdyż nikt z nas nie jest samym tylko ciałem. Komunia święta jest też potwierdzeniem niezwykłej godności człowieka. Przypomina nam o tym, że każdy z nas jest ukochanym dzieckiem Boga. Tak, jak kochająca matka karmi swoje dziecko własną piersią, tak jeszcze bardziej kochający Bóg karmi nas w komunii świętej samym sobą! To chyba najbardziej niezwykły przejaw wyobraźni Bożej miłości względem człowieka. I tak, jak nie istnieje żaden zdrowszy pokarm dla niemowlęcia, jak mleko matki, tak nie istnieje żaden zdrowszy pokarm duchowy dla dzieci, młodzieży i dorosłych, jak karmienie się Bogiem: Jego obecnością, miłością i prawdą.

Komunia święta jest pokarmem bogatszego człowieczeństwa. Jest umocnieniem na drodze dorastania do świętości. Nie jest w stanie postępować w sposób godny człowieka ktoś, kto karmi się tym, co uwłacza jego godności i świętości. Komunia święta jest bezcennym pokarmem dla tych ludzi, którzy mają ewangeliczną mentalność zwycięzcy, czyli zgodnie z pragnieniem Jezusa, chcą czynić jedynie to, co dobre. Uczniów Jezusa interesuje wyłącznie optymalny sposób życia, czyli świętość, gdyż świętość to najpiękniejsza normalność dla człowieka stworzonego z miłości na obraz i podobieństwo Boga. Ewangeliczna świętość to nie ucieczka od życia czy cierpiętnictwo lecz naśladowanie Chrystusa, który umiał tak mocno kochać, że fascynował ludzi dobrej woli i śmiertelnie niepokoił faryzeuszów oraz cyników.

I Komunia Święta i życie Ewangelią

Przygotowanie do Pierwszej Komunii Świętej dziecka to dla całej rodziny szansa na pogłębienie przyjaźni z Bogiem oraz na odnowienie życia zgodnie z zasadami Ewangelii. Jeżeli rodzice i dzieci nie żyją na co dzień mądrością Ewangelii, jeżeli w niedziele i święta nie spotykają się z Bogiem w Eucharystii, to Pierwsza Komunia Święta stanie się jedynie epizodem i miłym wspomnieniem, które powiększy wprawdzie zasób rodzinnych fotografii, ale nie wpłynie na jakość wychowania dziecka ani na sposób jego postępowania. Pierwsza Komunia Święta to dla rodziców przypomnienie o tym, że powinni oni karmić swoje dziecko tymi samymi wartościami i prawdami, którymi karmi nas Bóg. To właśnie rodzice mają być pierwszymi świadkami tego, że Bóg każdego z nas doskonale rozumie i nieodwołalnie kocha. Rodzice dają dziecku czytelne świadectwo o miłości Boga do człowieka wtedy, gdy nie tylko do dziecka, ale również do siebie nawzajem odnoszą się z szacunkiem i z radosną miłością. Miłość doświadczana w rodzinie sprawia, że dziecku łatwo będzie uwierzyć w to, że Bóg kocha je nieodwołalnie i bezwarunkowo.

I Komunia Święta to okazja do tego, by wraz z dzieckiem wspomnieć i ponownie przeżyć chrzest święty, czyli pierwszy sakrament, który przyjęło ich dziecko. Chrzest to bowiem sakrament, w którym Bóg zawierzył rodzicom dziecko, które On kocha i które jest Jego przybranym dzieckiem. Prosząc o chrzest, rodzice zobowiązali się do tego, by codziennie karmić swojej dziecko Bożą prawdą o człowieku i Bożą miłością do człowieka.

Innym ważnym zadaniem rodziców w okresie bezpośredniego przygotowania do I Komunii Świętej jest prowadzenie dziecka na duchową głębię. Chodzi tu zwłaszcza o wyjaśnianie dziecku, że to, co najważniejsze, jest ukryte przed naszym wzrokiem. To, co decyduje o naszym życiu i o naszym losie, opiera się bowiem na miłości i na zaufaniu. Gdy dziecko bawi się na podwórku i jest pewne, że rodzice je kochają, to takie dziecko pozostaje spokojne, gdyż nie boi się tego, że oni gdzieś sobie wyjadą i że na zawsze pozostawią je bez opieki. Podobnie jeśli rodzice pomogą dziecku upewnić się, że jest kochane przez Boga, wtedy będzie ono potrafiło spotykać się i rozmawiać z Niewidzialnym Bogiem. Niezwykle ważnym sposobem przyprowadzania dziecka do Boga jest wspólna modlitwa w rodzinie, regularny udział całej rodziny w niedzielnej i świątecznej Eucharystii, a także wspólna lektura Pisma Świętego, które w prosty i poruszający sposób opowiada niezwykłą historię miłości Boga do człowieka.

Fascynowanie Bogiem, który karmi nas samym sobą

Ważnym zadaniem rodziców jest uczęszczanie wraz dzieckiem na katechezy w parafii, które stanowią bezpośrednie przygotowanie do uroczystości I Komunii Świętej. Wielką szansą na przyprowadzanie dziecka do Boga jest opowiadanie o Przyjacielu, który zawsze nas rozumie i kocha, który chroni nas przed naszą własną słabością i który karmi nas samym sobą, jak kochająca mama, która tuli swe niemowlę do piersi. Ważne jest też to, by rodzice opowiadali dziecku o tym, że oni również potrzebują przyjaźni z Bogiem, który uczy nas żyć mądrze i radośnie.

Od wczesnego dzieciństwa świetnie pamiętam to, że codziennie rano tata szedł do pracy a mama szła dwa kilometry pieszo do kościoła na Mszę świętą o godzinie szóstej rano, by wrócić z zakupami zanim ja i mój brat się obudzimy. Pamiętam też, że kilka miesięcy przed moją I Komunią Świętą poprosiłem mamę o to, by nie wstawała tak wcześnie i nie szła codziennie do kościoła, bo ma przecież tyle pracy w domu i może nie starczyć jej siły. Wtedy usłyszałem od mamy słowa, których nigdy nie zapomnę: „Syneczku, właśnie dlatego mam siłę, by to wszystko zrobić, bo codziennie karmię się miłością Boga w komunii świętej”. Ja też zapragnąłem mieć tyle siły co mama i dlatego tuż po I Komunii Świętej zapisałem się do ministrantów i chodziłem odtąd niemal codziennie na Mszę świętą.

Święto religijne a nie świeckie przyjęcie

Przygotowanie dziecka do osobistego i pogłębionego spotkania z Bogiem w komunii świętej to najważniejsze i najpiękniejsze zadanie rodziców. Księża i katecheci pomagają rodzicom w wypełnieniu tego zadania, ale nie mogą ich w tym zastąpić. Dopełnieniem przeżyć, które mają miejsce w kościele w czasie uroczystej Eucharystii jest święto, które rodzice organizują w domu. Święto to powinno być tak pomyślane, by stało się dla dziecka radosnym przedłużeniem przeżyć religijnych, a nie konkurencją dla tych przeżyć. Powinien to być zatem skromny poczęstunek, a nie huczne przyjęcie. Tego dnia powinno być w domu wyjątkowo dużo radości, a niekoniecznie dużo jedzenia, gości i gwaru. Posiłek powinien zacząć się uroczystą modlitwą, którą rodzice i rodzice chrzestni mogą ułożyć w sposób spontaniczny.

Oczywistą jest rzeczą to, że poczęstunek powinien być bez alkoholu, a na honorowym miejscu powinno siedzieć dziecko, bo to jest jego uroczystość. Sam posiłek nie powinien trwać zbyt długo, a w ramach duchowego „deseru” warto przygotować krótki, ale głęboki w treściach program, który może być dopełnieniem przeżyć z porannej Eucharystii. W ramach tego programu warto wspomnieć chrzest święty dziecka a także przeczytać i w prostych słowach skomentować fragment Ewangelii, w którym Jezus bierze dzieci w ramiona i je błogosławi. Można też zaśpiewać kilka piosenek, które opowiadają o miłości Boga do człowieka i o naszym powołaniu do świętości, wykorzystując w tym celu na przykład płyty „Arki Noego”. Warto także urządzić mały konkurs wiedzy biblijnej i poezji religijnej z udziałem dzieci, których zwykle jest sporo pośród zaproszonych gości. Rodzice powinni też poprosić gości o to, by ewentualne prezenty wręczyli dziecku dopiero przy pożegnaniu. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest przekazanie tych prezentów rodzicom, aby oni sukcesywnie wręczali je dziecku dopiero w kolejnych dniach po zakończeniu uroczystości.

Cennym elementem uroczystości jest rodzinny spacer po posiłku i rozmowy z dzieckiem o tym, jak przeżywa spotkanie z Jezusem w swoim sercu oraz jakie ma marzenia na dorosłe życie. Ważny jest także udział całej rodziny w dziękczynnym nabożeństwie popołudniowym, które w każdej parafii organizowane jest w dniu I Komunii Świętej. Dopełnieniem tego dnia powinna być wieczorna rozmowa rodziców z dzieckiem po to, by podsumować wszystkie przeżycia i by dziecko miało jeszcze jedną okazję ku temu, aby opowiedzieć o swoich przeżyciach i myślach związanych z tym niezwykłym dniem. Warto też, by rodzice powiedzieli dziecku o tym, że będą spokojni o jego rozwój i los, jeśli na zawsze zaprzyjaźni się ono z Jezusem. Bóg karmi nas swoją miłością właśnie po to, byśmy mieli siłę kochać i by nasza radość już tu, na ziemi, była wielka.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZD/1komunia_nkultura.html

Pliki do pobrania

WYWIAD -Ks Paweł Rossa z Ukrainy -prosi o modlitwę jest chory ./dzisiaj rozmawiałem z Nim , jest w szpitalu pod respiratorem/

WESPRZYJ  Z ŻYCIA KOŚCIOŁA

Kościół na Ukrainie Dawid Pindel 

20 marca 2021

Wywiad z misjonarzem na Ukrainie, ks. Pawłem Rossą, który miałem możliwość przeprowadzić podczas odprawianych przez niego rekolekcji w parafii św. Izydora w Markach.

fot. Dawid Pindel

Szczęść Boże,

zacznę od pytania: kiedy zaczęła się Księdza przygoda z misjami? Jak to się stało, że Ksiądz pojechał na misję do Ukrainy?

Misja jest od chrztu, ale oczywiście uświadomienie sobie tej misji pochodzi na pewno z formacji Ruchu Światło-Życie. Kiedy byłem na początku tej formacji, trafiła mi w ręce książka – to był stan wojenny, kolportowałem książki drugiego obiegu, między innymi Wspomnienia z Kazachstanu księdza Władysława Bukowińskiego. Obywatel Polski, który dobrowolnie przyjął obywatelstwo Związku Radzieckiego, żeby móc jeździć po całym jego terenie jako ksiądz i służyć. Ponad połowę życia kapłańskiego przeżył w obozach, w łagrach, w areszcie. Mniejszą część życia kapłańskiego spędził na wolności, ale i tu i tu apostołował. Przejąłem się tą postacią, a wtedy jeszcze był Związek Radziecki, więc sobie pomyślałem: trzeba kontynuować tę robotę, i mając chyba siedemnaście czy osiemnaście lat, zdecydowałem się. Dopuściłem taką możliwość, że Pan Bóg mnie tam potrzebuje i wstępując do seminarium, powiedziałem o tym rektorowi. Uśmiał się, powiedział, że to nieprędko, ale zanim skończyłem seminarium, Związek Radziecki się rozpadł, prędzej niż myśleliśmy.

A jak wygląda obecnie Kościół tam, gdzie Ksiądz pracuje na Ukrainie? Jak wygląda duszpasterstwo?

Nie chcę mówić o tym w kluczu misyjnym. Bo pytanie poprzednie do tego się odnosi. To Kościół na terenie, gdzie Ewangelię głosi się od tysiąca lat. Tutaj natomiast jest jedno jeszcze znaczenie słowa „misyjny” – odległości i rozproszenie i z tego względu styl pracy duszpasterskiej bardziej przypomina misyjny. Rzeczywiście, często jest jakaś wyprawa z ekipą ewangelizacyjną w jakieś miejsce, gdzie zostaliśmy zaproszeni i tam są katechezy, konferencja, spotkanie, seminarium, rekolekcje, warsztaty albo przynajmniej jest msza święta z katechezą. To jest właśnie taki misyjny styl pracy.

Jak wygląda taki codzienny dzień na parafii na Ukrainie?

Pracuję nie tylko w parafii – moim pierwszym zadaniem w tej chwili jest organizacja centrum Światło-Życie erygowanego 19 czerwca 2009 roku przez biskupa kamienieckiego Leona Dubrawskiego w wiosce Gwardyjskie (przed rewolucją Felsztyn). To centrum zostało zrodzone w duchowym znaczeniu przez inne centrum, w Carlsbergu w Niemczech, w którym żył i zmarł ksiądz Franciszek Blachnicki. Właśnie tam, w Carlsbergu, zrodziła się dojrzała idea centrum Ruchu Światło-Życie na Wschodzie. Przy udziale oraz obecności tej wspólnoty z Carlsberga zostało erygowane centrum właśnie w Gwardjsku.

Jak wygląda moja praca? Stacjonarnie, w niektóre weekendy czasami odbywają się rekolekcje, warsztaty, kursy jakieś weekendowe czy dłuższe. Wczoraj mieliśmy seminarium na temat pilotowania kręgu Domowego Kościoła, przedwczoraj skończyły się pierwsze w Ukrainie rekolekcje dla wdów – nowy program. Oprócz tego mamy również najróżniejsze tematyczne spotkania. Raz, dwa razy w roku już od ponad dziesięciu lat odbywają się u nas warsztaty anonimowych alkoholików i osób współuzależnionych oraz wszystkich pracujących na programie dwunastu kroków, a oprócz tego wyjazdowe tam, gdzie nas zaproszą. O tematyce wyzwolenia, Diakonii Wyzwolenia, Krucjaty Wyzwolenia Człowieka czy ewangelizacyjnej. Tak samo od trzech lat posługuję też we wspólnocie Sychar. Ta wspólnota została przeszczepiona do Ukrainy trzy lata temu. W tej chwili już są trzy takie ogniska. 10 kwietnia jadę do Kijowa, aby z Bożą pomocą założyć czwarte ognisko Wspólnoty Wiernej Miłości Małżeńskiej.

Ksiądz wspominał o ks. Blachnickim, o Ruchu Światło-Życie, Oazie. To wspólnota znana nam tutaj w Polsce. Jak to wygląda na Ukrainie? Jak docierać do młodych z Ewangelią?

Jest taki schemat myślenia o Ruchu Światło-Życie, że to jest młodzież, bo rzeczywiście w Polsce zaczęło się od dzieci i młodzieży. Dopiero potem z czasem Ruch dojrzał i otworzył się na charyzmaty Notre Dame – duchowości małżeńskiej. Blachnicki razem z siostrą Jadwigą Skudro dokonali syntezy tych charyzmatów i tak powstał Domowy Kościół i właśnie w takiej postaci został zaszczepiony Ruch Światło-Życie w Ukrainie. Oprócz tego były różne próby stworzenia oazy młodzieżowej, ale ona nie tworzy struktur. To się opiera na aktywności księdza. Domowy Kościół to są ludzie dorośli i potrafią stworzyć już pewną organizację, system pracy, który powoduje powielanie. I tym pierwszym kręgiem Domowego Kościoła, z którego zrodziły się wszystkie obecne kręgi na Ukrainie, był właśnie krąg gwardijski. Tam właśnie, w tej parafii, w której posługuję. Z tego względu odczytaliśmy, że to jest przez Boga wybrane miejsce dla życia wspólnoty Diakonii Centrum. Bo zanim tak to się nazywało, taką funkcję w zasadzie wykonywało – promieniowało Ewangelią. Stamtąd właśnie wyjeżdżali animatorzy głosić rekolekcje małżonkom, zakładać kręgi, ewangelizować. Tu się odbywały oazy w bardzo trudnych warunkach, bo nie było jeszcze wtedy domu rekolekcyjnego. Teraz już go mamy.

Na Ukrainie są wyznawcy zarówno prawosławia, jak i obrządku grekokatolickiego. Jak wygląda ich relacja?

Prawosławie ma kilka denominacji. I sam obrządek grekokatolicki też jest podzielony na dwie struktury organizacyjne. Są ci ze Lwowa, z zachodniej Ukrainy, ale do Ukrainy należy również Zakarpacie, które podlega Unii Użhorodzkiej i jest też grekokatolicyzm, który jest na Słowacji. Także sami grekokatolicy to są dwa takie obrządki. Z jednymi i drugimi współpracujemy. Natomiast jeśli chodzi o prawosławie, to jest więcej tych denominacji. Dwa lata temu poprzedni prezydent uzyskał tomos z Konstantynopola, który w założeniu miał doprowadzić do zjednoczenia rozdzielonych prawosławnych pomiędzy niekanoniczny kijowski tak zwany patriarchat, kanonicznie moskiewski oprócz tego jeszcze autokefaliczny i jeszcze starowiercy i prawdopodobnie na tym się jeszcze nie kończy. A efekt jest taki, że po prostu doszła czwarta denominacja prawosławna. U nas w wiosce dwie wspólnoty prawosławnych odprawiają niezależnie – nie przyjęli tego daru połączenia, jakieś inne faktory tam zadziałały. Natomiast małżeństwa mieszane, których jest sporo u prawosławnych z ochrzczenia, są obecnie w Domowym Kościele.

Bardzo mocno rzutował na Ukrainę komunizm. Jakie odcisnął piętno na katolicyzmie?

W ogóle represje, prześladowania trzeba wspomnieć. Na kazaniu mówiłem o wywózce Polaków w 1940 roku w lutym, ale przedtem był jeszcze dekret Jeżowa, komisarza ludowej służby bezpieczeństwa publicznego, podpisany 11, a następnie 15 sierpnia 1937 roku. Znamienna data. Represji zostało poddanych ponad sto jedenaście tysięcy Polaków za to, że byli katolikami albo inaczej patrząc, katolików za to, że byli Polakami. Z ośrodków polskich Winnica, Chmielnicki, Żytomierz zostali uprowadzeni. Straty w ludziach, duchowe straty. Trzeba pomnożyć ilość członków rodziny, bo represjom poddawano głównie mężczyzn, więc jeżeli rodzina jest kilkuosobowa, to już sięgamy do setek tysięcy, jak nie do miliona osób, które ucierpiały w tej akcji. Jest to tylko jedna z akcji, do tego trzeba doliczyć wielki głód w Ukrainie, który też dosięgnął wszystkich. No i sam komunizm w okresie stalinizmu odcisnął takie piętno, że Kościół zszedł do podziemia, czyli wrócił do tej pierwotnej postaci z czasów pierwszych jeszcze prześladowań. Czyli Domowy Kościół, tak jak to nazywa w Nowym Testamencie Święty Paweł i tak jak to określamy w Ruchu Światło-Życie. Domowy Kościół, czyli w tej pierwotnej postaci. Kościół, który jest zbudowany na małżeństwie katolickim, na rodzinie wierzących, które przekazują katechizm dalej. Bardzo często bez sakramentów albo bardzo rzadko – na Podolu z przerwami, jakiś kościół zawsze tam był otwarty czy kilka nawet kościołów, także dostęp do księdza, do sakramentów jakiś był. W czasie wojny służyli kapelani niemieccy czy węgierscy, czy jacyś prawosławni, którzy chrzcili, więc do minimum sakramentów kto chciał, to miał dostęp. Kto się bał, mógł jechać do Mołdawii i tam na przykład wziąć ślub lub gdzieś do innego województwa, żeby się nie dowiedzieli w pracy, że ma ślub kościelny. Wiele jednak osób mocno ucierpiało, osłabiając swoje życie religijne aż do ateizmu praktycznego. Mamy więc dużą dysproporcję. Najbardziej gorliwi to są męczennicy – ich potomkowie to już drugie, trzecie, czwarte pokolenie. Teraz spotykamy takich, którzy szukają w archiwach i patrzą w swoje korzenie i to cenią: prawda, że mój dziadek był represjonowany, ja jestem wierzący dlatego, że oni zapłacili najwyższą cenę. Staramy się kultywować pamięć. Zresztą Święty Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Ukrainy w 2001 roku przypominał, żebyśmy pamiętali o tych męczennikach, którzy zachowali wiarę i zapłacili najwyższą cenę. 

Zobacz też:   Lwów: we Mszy w rycie dominikańskim uczestniczył biskup Edward Kawa

Jaka jest sytuacja Kościoła? Ja to tak nazywam: Kościół postrepresyjny. W starszym pokoleniu utrwalone są pewne formy istnienia Kościoła w takiej formie przetrwalnikowej, gdzie ksiądz nie za bardzo jest nawet potrzebny. Bo oni wszyscy wiedzą, co do nich należy. Bo się tego nauczyli od swoich rodziców i dziadków wtedy, kiedy rzeczywiście nie było księdza. A teraz, kiedy kościoły są otwarte, czasami oni wyraźnie nie potrafią zrozumieć niektórych działań duszpasterskich, ale przy jakimś łagodnym cierpliwym traktowaniu to wszystko przebiega w miarę spokojnie. Dużo jest osób, które przychodzą do kościoła, które nie miały tradycji polskich. Zafascynowani czy świadectwem innych osób, czy naszą liturgią, stylem duszpasterstwa. Nie wiadomo. Z różnych powodów jakoś przychodzą i chcą przylgnąć do naszej wiary, do naszego Kościoła. Nigdy nie proponujemy im konwersji, nie stosujemy prozelityzmu nawet, jeżeli nalegają. Nic z tych rzeczy nie robimy.

Jak wygląda mniej więcej procentowo udział w sakramentach? Ilu jest polskich księży w Ukrainie w Księdza diecezji?

To trzeba by sięgnąć po statystyki. Nawet niedawno opublikowano. Kiedy ja przyjechałem, to było prawie dwustu księży z Polski. W tej chwili już stu na pewno nie ma. Kilkudziesięciu zostało w diecezji kamieniecko-podolskiej. Kilkudziesięciu, może pięćdziesięciu, nawet nie wiem. Także czy umierają, czy wycofują się, dochodzą lokalne miejscowe powołania. To jest naturalny proces, my jesteśmy tam coraz mniej potrzebni. Ale myślę, że jeszcze potrzebni.

Trzeba od tego zacząć, że katolików łacińskiego obrządku w Ukrainie jest maksimum około dwóch procent, trudno to policzyć. I oni są rozmieszczeni też nierównomiernie po całej Ukrainie. Głównie w centralnej Ukrainie. Wokół tych miast wojewódzkich jak Żytomierz, Winnica i Chmielnicki, czyli Podole. Tam jest najwięcej rzymskich katolików. Są miejscowości, gdzie ilość katolików sięga dziesięciu, pięćdziesięciu procent. Pierwsza moja parafia to w zasadzie wioska, która otrzymała misję utworzenia tam parafii. Osiemdziesiąt procent to byli Polacy mówiący po polsku. W tej wiosce powstała parafia Szaróweczka. W tej chwili w tej wiosce powstaje centrum duszpasterstwa, kończy się już budowa seminarium diecezjalnego.

fot. pixabay.com

Mamy obraz jak mniej więcej wygląda Kościół w Ukrainie. Pragnę przejść dobardziej osobistego  pytania. Jaki był u Księdza najtrudniejszy moment, może w posłudze, w ogóle pobycie tam na Ukrainie? Takie momenty czasami też bywają.

Staram się żyć z opatrzności Bożej i w świetle wiary oceniać te zdarzenia, które Pan Bóg stawia na mojej drodze. Takim trudnym doświadczeniem było to, że podpadłem miejscowym władzom i oligarchom. Potem ktoś dociekał, co takiego zaszło i komu się naraziłem, i usłyszał odpowiedź. Dlatego, że sprzeciwiam się rozwojowi korupcji w Chmielnicki obwodzie.  Za to zostałem… Nie przedłużono mi prawa pobytu. Czyli w białych rękawiczkach zostałem usunięty z Ukrainy. Ale w tym czasie zaproszono mnie do Carlsberga. Odczytuje to jako znak Bożej Opatrzności. Dzięki temu wizja centrum dojrzała i mogła się spełnić. Po roku wróciłem na Ukrainę, jakoś jeszcze mnie tolerują. Także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dla mnie to są tylko plusy, chociaż nie było to proste, bo dowiedziałem się o tym dwa dni przed rozpoczęciem oazy i byłem zobowiązany tajemnicą, nie mogłem o tym powiedzieć parafii. A musiałem odprawić zaplanowaną już oazę. A tuż po oazie miałem opór, czyli musiałem ją przekazać jeszcze komuś, a nie za bardzo miałem komu przekazać. To był taki stres i przykre, że mnie stąd wyrzucają i trudne, że mam wielką odpowiedzialność i nie za bardzo wsparcie w tym. Ale Pan Bóg się o wszystko jakoś stara.

Ostatnie pytanie, jakie pragnę Księdzu zadać: co Księdzu daje największą motywację do pracy w Ukrainie?

Dwanaście lat pracowałem w Polsce. A już w kapłaństwie jestem więcej w Ukrainie niż w Polsce. Nie spotkałem w Polsce tego, czego doświadczam tam. Kościoła młodego. W Polsce mnie nikt nigdy nie prosił: Proszę księdza, proszę mnie nauczyć żyć. A tam przyszedł kiedyś do mnie człowiek i mówi: „Wczoraj wydawało mi się, że umiem żyć, ale kiedy na moich rękach zmarła mi ośmioletnia córka, dzisiaj nie wiem, jak mam żyć. Proszę mnie nauczyć żyć”. No i to jest strzał w dziesiątkę właśnie. To jest moja misja, ktoś przyszedł skorzystać z mojej posługi dokładnie zgodnie z misją, do której ja otrzymałem namaszczenie i posłanie. Jeżeli do takich ludzi dociera ta misja, to tylko skrzydła rosną. Rzadko to się zdarza, żeby nadawanie i odbiór tak precyzyjnie ze sobą współgrały, ale tam się chyba częściej to zdarza niż w Polsce.

Księże Pawle, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę przede wszystkim wiele sił, entuzjazmu i zapału do dalszej pracy misyjnej.

Pliki do pobrania

Pap. FRANCISZEK /RODZICE I DZIECI

Do młodych i całego Ludu Bożego. Wersja opublikowana na stronie vatican.va w dniu 3 kwietnia 2019.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Co Słowo Boże mówi o młodych?

5. Przejdźmy do zebrania pewnych skarbów Pisma Świętego: fragmentów, w których wielokrotnie jest mowa o ludziach młodych i o tym, jak Pan wychodzi im na spotkanie.

W Starym Testamencie

6. Pewne teksty biblijne odnoszące się do czasów, w których ludzie młodzi znaczyli niewiele, ukazują, że Bóg patrzy na nich inaczej. Na przykład widzimy, że Józef był prawie najmłodszy z rodziny (por. Rdz 37, 2-3). Jednak to jemu Bóg przekazał  w snach wielkie rzeczy i to on przewyższał wszystkich swych braci w ważnych zadaniach, gdy miał około dwudziestu lat (por. Rdz 37-47).

7. W Gedeonie dostrzegamy szczerość tych młodych, którzy nie mają w zwyczaju lukrowania rzeczywistości. Kiedy powiedziano mu, że Pan jest z nim, odpowiedział: „Jeżeli Pan jest z nami, skąd pochodzi to wszystko, co się nam przydarza?” (Sdz 6, 13). Jednak Bóg nie zdenerwował się jego wyrzutem i podwoił stawkę: „Idź z tą siłą, jaką posiadasz, i wybaw Izraela” (Sdz 6, 14).

8. Samuel był młodzieńcem zagubionym, ale Pan z nim rozmawiał. Dzięki radom człowieka dorosłego otworzył swoje serce, by usłyszeć wezwanie Boga: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9-10). Dlatego był wielkim prorokiem, który interweniował w chwilach ważnych dla swej ojczyzny. Także król Saul był człowiekiem młodym, gdy Pan powołał go do wypełnienia swej misji (por. 1 Sm 9, 2).

9. Król Dawid został wybrany jako chłopiec. Kiedy prorok Samuel szukał przyszłego króla Izraela, pewien człowiek przedstawił mu jako kandydatów swoich starszych i bardziej doświadczonych synów. Prorok jednak powiedział, że wybrańcem był młody Dawid, który wypasał owce (por. 1 Sm 16, 6-13), ponieważ „człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce” (w. 7). Chwała młodości wyraża się bardziej w sercu niż w sile fizycznej lub we wrażeniu, jakie ktoś wywiera na innych.

10. Salomon, gdy musiał zastąpić swego ojca, poczuł się zagubiony i powiedział Bogu: „Jestem bardzo młody i nie umiem rządzić” (1 Krl 3, 7). Jednak młodzieńcza śmiałość  skłoniła go, by prosić Boga o mądrość i oddał się swojej misji. Coś podobnego przydarzyło się prorokowi Jeremiaszowi, powołanemu, gdy był bardzo młody, by przebudzić swój lud. Lękając się, powiedział: „Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem!” (Jr 1, 6). Ale Pan zażądał od niego, by tak nie mówił (por. Jr 1, 7) i dodał: „Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić” (Jr 1, 8). Poświęcenie proroka Jeremiasza w podejmowaniu swojej misji ukazuje, jak wiele staje się możliwe, jeśli połączą się świeżość ludzi młodych i moc Boga.

11. Młoda żydowska dziewczyna, która była na służbie u obcego dowódcy wojskowego Naamana, zaangażowała się pełna wiary, aby pomóc mu w wyleczeniu się z choroby (por. 2 Krl 5, 2-6). Z kolei młoda Rut była wzorem wielkoduszności, pozostając z teściową, która popadła w niełaskę (por. Rt 1, 1-18). Ukazała także swą śmiałość, by iść w życiu naprzód (por. Rt 4, 1-17).

W Nowym Testamencie

12. Jedna z przypowieści Jezusa (por. Łk 15, 11-32) opowiada o tym, jak „młodszy” syn postanowił wyruszyć z domu rodzinnego w dalekie strony (por. w. 12-13). Ale jego marzenia o niezależności przekształciły się w rozpustę i wyuzdanie (por. w. 13), a on sam doświadczył udręk samotności i ubóstwa (por. w. 14-16). Jednakże potrafił się zreflektować, by zacząć od nowa (por. w. 17-19), i postanowił powstać (por. w. 20). Dla młodego serca typowa jest gotowość do przemiany, zdolność do powstania i do przyjęcia nauki, jaką daje życie. Jakże nie towarzyszyć synowi w tym nowym przedsięwzięciu? Jednak jego starszy brat już miał zestarzałe serce i dał się opanować przez chciwość, egoizm i zazdrość (por. w. 28-30). Jezus bardziej chwali młodego grzesznika, który podejmuje na nowo dobrą drogę, niż tego, który uważa, że ​​jest wierny, ale nie żyje duchem miłości i miłosierdzia.

13. Jezus, który jest wiecznie młody, chce nam dać serce zawsze młode. Słowo Boże wzywa nas: „Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem” (1 Kor 5, 7). Jednocześnie zachęca nas, abyśmy zwlekli z siebie „starego człowieka”, aby przyoblec się w „nowego człowieka” (por. Kol 3, 9.10)[1]. A kiedy wyjaśnia, co oznacza przyoblec się w ową młodość, „która wciąż się odnawia” (w. 10), powiada, że znaczy to oblec się „w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś do zarzucenia drugiemu” (Kol 3, 12-13). Oznacza to, że prawdziwa młodość polega na posiadaniu serca zdolnego do kochania. Natomiast tym, co sprawia, że dusza się starzeje, jest to wszystko, co oddziela nas od innych. Dlatego konkluduje: „Na to zaś wszystko [przywdziejcie] miłość, która jest spoiwem doskonałości” (Kol 3, 14).

14. Zwróćmy uwagę, że Jezusowi nie podobało się to, że dorośli z pogardą patrzyli na młodszych lub w despotyczny sposób kazali im służyć. Wręcz przeciwnie, nalegał: „Największy między wami niech będzie jak najmłodszy” (Łk 22, 26). Dla niego wiek nie decydował o przywilejach, a to, że ktoś miał mniej lat, nie znaczyło, iż był mniej warty lub że był mniej godny.

15. SŁOWO  BOŻE mówi, że młodzi ludzie powinni być traktowani „jak bracia” (1 Tm 5, 1), i radzi ojcom: „nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3, 21). Młody człowiek nie może być zniechęcany, cechuje go marzenie o rzeczach wielkich, poszukiwanie szerszych horyzontów, większa odwaga, chęć zdobywania świata, umiejętność przyjmowania ambitnych propozycji i chęć poświęcenia wszystkich sił, aby zbudować coś lepszego. Dlatego nalegam na młodych, by nie pozwolili sobie ukraść nadziei, i każdemu powtarzam: „Niechaj nikt nie lekceważy twego młodego wieku!” (1 Tm 4, 12).

16. Jednakże jednocześnie zaleca się młodym: „Bądźcie poddani starszym” (1 P 5, 5). Biblia zawsze zachęca do głębokiego szacunku dla osób starszych, ponieważ mają dziedzictwo doświadczenia, zaznali sukcesów i porażek, radości i wielkich smutków życia, nadziei i rozczarowań, a w ciszy swojego serca przechowują wiele historii, które mogą nam pomóc, by nie popełnić błędu i nie dać się oszukać fałszywymi złudzeniami. Słowo mądrego starca zaprasza do poszanowania pewnych ograniczeń i umiejętności opanowania się we właściwej chwili: „Młodzieńców również upominaj, ażeby byli umiarkowani” (Tt 2, 6). Nie jest dobrze popadać w kult młodości czy w postawę młodzieńczą, która pogardza ​​innymi z powodu ich wieku, lub dlatego, że są z innej epoki. Jezus powiedział, że mądry człowiek potrafi czerpać ze swego skarbca zarówno rzeczy nowe, jak i stare (por. Mt 13, 52). Mądry młody człowiek otwiera się na przyszłość, ale zawsze jest w stanie docenić coś z doświadczenia innych.

17. W Ewangelii Marka pojawia się człowiek, który, gdy Jezus przypomina mu przykazania, mówi: „wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości” (10, 20). Mówił już o tym psalm: „Ty bowiem, mój Boże, jesteś moją nadzieją, Panie, ufności moja od moich lat młodych! [...] Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości, i do tej chwili głoszę Twoje cuda” (71, 5.17). Nie trzeba żałować, że przeżywa się młodość, będąc dobrym, otwierając serce Panu, żyjąc inaczej. Nic z tego nie odbiera nam młodości, ale ją umacnia i odnawia: „odnawia się młodość twoja jak orła” (Ps 103, 5). Dlatego święty Augustyn rozpaczał: „Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa! Późno Cię umiłowałem”[2]. Jednak ten bogaty człowiek, który był wierny Bogu w swej młodości, pozwolił, by upływające lata pozbawiły go marzeń i wolał trwać przywiązany do swoich dóbr (por. Mk 10, 22).

18. Natomiast w Ewangelii Mateusza pojawia się młody człowiek (por. Mt 19, 20.22), który zbliżył się do Jezusa, prosząc o więcej (por. w. 20), z otwartością ducha typową dla młodych, poszukujących nowych horyzontów i wielkich wyzwań. W rzeczywistości jego duch nie był jednak tak młody, ponieważ już zdążył przywiązać się do bogactw i wygód. Ustami mówił, że chce czegoś więcej, ale kiedy Jezus zażądał od niego hojności i rozdania swego majątku, zdał sobie sprawę, że nie był w stanie oderwać się od tego, co posiadał. W końcu „gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony” (w. 22). Wyrzekł się swojej młodości.

19. Ewangelia mówi nam także o pannach roztropnych, które były przygotowane i uważne, podczas gdy inne były rozkojarzone  i ospałe (por. Mt 25, 1-13). Można bowiem spędzić młodość w rozkojarzeniu, prześlizgując się po powierzchni życia, ospale, będąc  niezdolnym do pielęgnowania głębokich relacji i wejścia w istotę życia. W ten sposób przygotowujemy sobie przyszłość ubogą, bez treści. Albo można spędzić młodość, pielęgnując to, co piękne i wspaniałe, przygotowując tym samym przyszłość pełną życia i wewnętrznego bogactwa.

20. Jeśli utraciłeś wewnętrzny wigor, 8marzenia, entuzjazm, nadzieję i wspaniałomyślność, Jezus ukazuje się tobie, tak jak stanął przed zmarłym synem wdowy, i z całą swoją mocą Zmartwychwstałego Pan zachęca cię: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań!” (Łk 7, 14).

21. Niewątpliwie istnieje wiele innych tekstów słowa Bożego, które mogą oświecić nas na tym etapie życia. Części z nich przyjrzymy się w kolejnych rozdziałach.

Ostatnia droga Jana Pawła II - dziś 16. rocznica papieskiego pogrzebu

Mężne podążanie w wierze zawdzięczamy wstawiennictwu świętych

Nie ustawajmy w poszukiwaniu Chrystusa zmartwychwstałego

Zmartwychwstanie daje nadzieję tym, którzy cierpią

WIADOMOŚCI

Ostatnia droga Jana Pawła II - dziś 16. rocznica papieskiego pogrzebu

Papież przypomina bogatym krajom: Macie dług

Papież: w naszym grzesznym życiu może zakwitnąć świętość

Papież wzywa do obrony podstawowych praw człowieka

Papież o święcie Bożego Miłosierdzia

Z DOMU ŚW. MARTY

Franciszek odprawił Mszę przy grobie Jana Pawła II

Franciszek: Niech Bóg zachowa nas od ducha świata

Papież modlił się za rodziny i przestrzegł przed rygoryzmem

Czy wspólna modlitwa i post wyznawców różnych religii to relatywizm religijny? Odpowiada papież Franciszek

Mężne podążanie w wierze 

Nie ustawajmy w poszukiwaniu Chrystusa zmartwychwsta

Franciszek: W Kościele nie ma łez, które są wylewane w zapomnieniu

„Jeśli w naszym życiu mimo trudnych doświadczeń nadal ufnie idziemy naprzód, być może zawdzięczamy to nie tyle naszym zasługom, ile wstawiennictwu wielu świętych, niektórych w niebie, innych pielgrzymujących podobnie jak my na ziemi, którzy nas wspierają i nam towarzyszą” – powiedział Ojciec Święty Franciszek podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie.

W swej katechezie papież podjął kwestię modlitwy we wspólnocie ze świętymi.

Na wstępie Franciszek zaznaczył, że modląc się zawsze czynimy to będąc zanurzonymi w majestatycznej rzece modlitw, która nas poprzedza i płynie dłużej, niż my. Wskazał na tradycję biblijną, w której znajdujemy doświadczenia modlitwy wcześniejszych pokoleń wierzących i podkreślił, że ból każdej osoby jest bólem wszystkich, a szczęście jednych przenosi się na nastawienie innych.

Gdy składamy ręce i otwieramy serce przed Bogiem, znajdujemy się w gronie świętych anonimowych i świętych uznanych, którzy modlą się wraz z nami i wstawiają się za nami, jako starsi bracia i siostry, którzy przeszli przez te same ludzkie dzieje. W Kościele nie ma żałoby, która pozostaje samotna, nie ma łez, które są wylewane w zapomnieniu, ponieważ wszystko tchnie i uczestniczy we wspólnej łasce – powiedział Ojciec Święty.

Papież podkreślił, że święci są świadkami, przypominającymi nam o Jezusie Chrystusie, jedynym Panu i Pośredniku między Bogiem a ludźmi. Franciszek przypomniał naukę Katechizmu Kościoła Katolickiego i wskazał, że w Chrystusie istnieje tajemnicza solidarność między tymi, którzy przeszli do życia przyszłego, a nami, pielgrzymami w tym życiu: nasi zmarli bliscy, z nieba, nadal się nami opiekują. Oni modlą się za nas, a my za nich. Zauważył, że już tutaj na ziemi modlimy się za inne osoby, wyrażając im w ten sposób naszą miłość.

Ojciec Święty podkreślił znaczenie naszych patronów, których otrzymaliśmy w sakramencie chrztu św. Jeśli w naszym życiu trudne doświadczenia nie osiągnęły punktu kulminacyjnego, jeśli nadal jesteśmy zdolni do wytrwałości, jeśli mimo wszystko ufnie idziemy naprzód, być może wszystko to zawdzięczamy, nie tyle naszym zasługom, ile wstawiennictwu wielu świętych, niektórych w niebie, innych pielgrzymujących, podobnie jak my na ziemi, którzy nas wspierali i nam towarzyszyli – stwierdził papież.

Papież do Polaków: Prośmy o łaskę przebaczenia i czynnej miłości

W słowie skierowanym do Polaków Franciszek przypomniał niedzielne Święto Miłosierdzia Bożego. Serdecznie pozdrawiam wszystkich Polaków. Drodzy bracia i siostry, w niedzielę będziemy obchodzili Święto Miłosierdzia Bożego. Ustanawiając je, św. Jan Paweł II przypomniał nam, że „liturgia [tej niedzieli] zdaje się wytyczać szlak miłosierdzia, które odbudowuje więź każdego człowieka z Bogiem, a zarazem tworzy także między ludźmi nowe relacje braterskiej solidarności. Chrystus nauczył nas, że “człowiek nie tylko doświadcza i ‘dostępuje’ miłosierdzia Boga samego, ale także jest powołany do tego, ażeby sam ‘czynił’ miłosierdzie drugim: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7)”. Zwróćmy się ufni do miłosiernego Chrystusa i prośmy dla nas o łaskę przebaczenia i czynnej miłości wobec bliźniego. Z serca wam błogosławię – powiedział.

ag/KAI/Stacja7

JESTEŚMY ŚWIATŁO ŻYCIE

Przy nim chciało się żyć

Jesteśmy Światło–Życie

​Obieraliśmy ziemniaki, a ponieważ tego dnia (choć był środek wakacji!) przypadało Boże Narodzenie, śpiewaliśmy „Przybieżeli do Betlejem”. Nasza gospodyni z Koniakowa, która od lat gościła letnie oazy i doskonale wiedziała, że ułożone są one według tajemnic Różańca, rzuciła, przechodząc przez kuchnię: „Ooo, kolędy to ja lubię. Irytuje mnie tylko, jak przy obieraniu śpiewacie »Wisi na krzyżu Pan, Stwórca nieba«”. Podobno w formacji oazowej uczestniczyły 2 miliony Polaków. Ksiądz Peter Hocken mawiał, że była największym przebudzeniem duchowym powojennej Europy. Dla redaktorów „Gościa” słowa „Światło–Życie” nie są pustym hasłem. Tu uczyliśmy się Kościoła. Doskonale wiemy, czym jest Namiot Spotkania, Exodus, osobiste przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela czy „pogodne wieczory”. Zresztą posłuchajcie sami…

Szukali miłośći …. i znaleźli :-)

2013-04-25 Albert Dylewski 0

Z różnych źródeł słyszałem, że ostatnia Oaza Modlitwy była świetnym czasem. Kilka osób z mojej wspólnoty, które były na DOMie wracało do domu w skowronkach… i w pośpiechu, ponieważ w niedzielę po południu mieliśmy okazję spotkać się z naszym przyjacielem Adrianem, który już niemal od roku jest w postulacie u Pallotynów w Wadowicach. Akurat w weekend bracia postulanci wraz z księżmi przyjechali do Konstancina -Jeziornej, gdzie mogliśmy ich odwiedzić. Ale nie będę już opowiadał o szczegółach tego spotkania… tak naprawdę to miała być tylko relacja z Oazy Modlitwy, więc zachęcam do jej przeczytania:

Albert

Relacja z Diecezjalnej Oazy Modlitwy

„Myśmy uwierzyli miłości”

Laski, 19-21 kwietnia.

Do Lasek przyjechało nas wielu (chociaż nigdy dość!) – zarówno pojedynczych reprezentantów, jak i tych w towarzystwie wspólnoty, przy tym każdy w trochę innym stanie i z różnymi potrzebami. Wszyscy doświadczyliśmy tego umocnienia i pokoju, które płynie z jednego źródła. W tej różnorodności byliśmy razem blisko Jezusa Zmartwychwstałego i czuliśmy się bardzo dobrze! Diecezjalna Oaza Modlitwy okazała się konkretną szansa na ożywienie osobistego spotkania z Bogiem i ucieszenie się obecnością innych wokół.

Wspólnie sprawowaliśmy Eucharystię, budowaliśmy Namiot Spotkania, prowadziliśmy rozmowy w parach i nie tylko, doświadczaliśmy mocy modlitwy we wspólnocie. Tak, było intensywnie, ale fantastyczne pogodne popołudnie, pyszne posiłki (oliwki i kabanosy), ekspres do kawy, wiosenne słońce przywróciły siły nie jednemu. Najważniejsza w tym wszystkim była Miłość. Wcale nie naciągana, wcale nie na siłę (bo taki temat), ale rzeczywiście napotkana w tym miejscu i w tym czasie. Ta Miłość, która zabiera lęk i pokazuje, że najlepsze miejsce mamy przy Bogu. Jak święty Piotr mogliśmy tylko zawołać: „Panie do kogóż pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego

KSIĄŻKA PRZEZ CAŁĄ DOBĘ .-POLONA.pl /2021

Książka przez całą dobę
Polona.pl to największa biblioteka cyfrowa w Polsce, a druga po Francji wśród krajów Unii cyfrowa biblioteka narodowa. – Można z niej korzystać bez ryzyka zakażenia i bez limitów – mówi dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski.

WYBIERZ DIECEZJĘ

Dyrektor Biblioteki Narodowej Tomasz Makowski prezentuje portal POLONA.
RAFAŁ GUZ /PAP

Książka przez całą dobę

Polona.pl to największa biblioteka cyfrowa w Polsce, a druga po Francji wśród krajów Unii cyfrowa biblioteka narodowa. – Można z niej korzystać bez ryzyka zakażenia i bez limitów – mówi dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski.

BARBARA GRUSZKA-ZYCH

Nowy numer GOŚCIA 13/202

No chyba że zarazimy się miłością do książki. – Nasza biblioteka jest dostępna dla każdego przez całą dobę z dowolnego miejsca na świecie i bez żadnych ograniczeń – podkreśla dyrektor Makowski. – W marcu ubiegłego roku, kiedy rozpoczął się lockdown, obejmujący zamknięcie między innymi bibliotek, polona.pl odnotowała trzykrotny przyrost użytkowników, którzy szukali publikacji potrzebnych im do pracy, nauki czy po prostu rozrywki. W 2020 r. serwery wygenerowały o ponad 10 mln więcej odsłon niż rok wcześniej. Zdigitalizowane egzemplarze znajdują się w magazynie Biblioteki Narodowej, a te najcenniejsze – w jej skarbcu, ale dzięki technice cyfrowej widzimy je z bliska na ekranie komputera. – Dzięki nowym technologiom każdy z nas może cieszyć się bogactwem kultury i historii, mogąc wejść przez internet do magazynów Biblioteki Narodowej – mówi dyrektor. – Kiedyś był to przywilej zastrzeżony wyłącznie dla bibliotekarzy – dodaje. Zna tę pracę od podszewki, bo prawie 30 lat temu, jeszcze podczas studiów, zaczął tu swoją karierę jako młodszy bibliotekarz w zakładzie rękopisów.

Pliki do pobrania

JEZUS ŻYJE TU I TERAZ P. FRANCISZEK WIELKANOC 2021

Papież: Jezus żyje, tu i teraz. Idzie z tobą każdego dnia  sobota, 3 kwietnia 2021,

„Jezus nie jest postacią nieaktualną. On żyje, tu i teraz. Idzie z tobą każdego dnia, w sytuacji, którą przeżywasz, w próbie, przez którą przechodzisz, w marzeniach, które nosisz w sobie" – mówił Ojciec Święty w czasie Wigilii Paschalnej sprawowanej w Bazylice Watykańskiej. Papież podkreślił, że wielkanocne przesłanie mówi, iż wiara nie jest jedynie depozytem przeszłości, ale dowodem na bezgraniczną miłość z jaką Zmartwychwstały Jezus nawiedza każdą sytuację w naszym życiu, nawet tę najbardziej beznadziejną. Przypomniał, że także w mrocznych miesiącach pandemii słyszymy Zmartwychwstałego Pana, który zaprasza nas, abyśmy nigdy nie tracili nadziei.

Drugi rok z rzędu Wigilia Paschalna była sprawowana w zaostrzonym reżimie sanitarnym. Ponieważ we Włoszech obowiązuje godzina policyjna odprawiono ją wcześniej, by kilkuset uczestniczących w niej wiernych zdążyło wrócić do domów. Także w tym roku zrezygnowano z chrztu dorosłych, który zgodnie z tradycją udzielany jest katechumenom podczas tej liturgii wielkanocnej.

Swoją homilię Franciszek osnuł wokół sceny opowiadającej o kobietach, które poszły namaścić Jezusa, tymczasem znalazły pusty grób i usłyszały proklamację życia oraz szczególne zaproszenie Wielkanocy: idźmy do Galilei, gdzie Zmartwychwstały Pan idzie przed nami. Papież tłumaczył, co kryje się za tymi słowami. Wskazał, że pójście do Galilei przede wszystkim oznacza zacząć od nowa.

Dla uczniów jest to powrót do miejsca, w którym Pan po raz pierwszy ich odszukał i wezwał, by poszli za Nim. Jest to miejsce pierwszego spotkania i pierwszej miłości

– mówił Ojciec Święty przypominając, że choć zawsze byli z Jezusem, to nie zrozumieli Go do końca i w obliczu krzyża uciekli, zostawiając Go samego. Pomimo tej porażki Zmartwychwstały Pan mówi do nich: „Wyruszmy na nowo skąd zaczęliśmy. Zacznijmy jeszcze raz”. „W tej Galilei uczymy się zdumienia nieskończoną miłością Pana, który na drogach naszych porażek wytycza nowe ścieżki"– wskazał Franciszek.

To jest pierwsza wielkanocna proklamacja, którą chciałbym wam przekazać: zawsze można zaczynać od nowa, ponieważ istnieje nowe życie, które Bóg jest w stanie w nas odnowić niezależnie od wszystkich naszych niepowodzeń. Także z ruin naszych serc Bóg może zbudować dzieło sztuki, nawet ze zrujnowanych fragmentów naszego człowieczeństwa Bóg przygotowuje nową historię. On zawsze idzie przed nami: w krzyżu cierpienia, spustoszenia i śmierci, ale także w chwale życia, które powstaje z martwych, historii, która się zmienia, nadziei, która się odradza. I w tych mrocznych miesiącach pandemii słyszymy Zmartwychwstałego Pana, który zaprasza nas, abyśmy zaczęli od nowa, abyśmy nigdy nie tracili nadziei.

– zaznaczył papież.

Franciszek wskazał, że pójście do Galilei oznacza przemierzanie nowych dróg. To pójście w kierunku przeciwnym niż grób. Kobiety szukają Jezusa przy grobie, to znaczy idą, aby upamiętnić to, co przeżyły z Nim, a co teraz zostało utracone na zawsze. Podkreślił, że jest to obraz wiary, która stała się upamiętnieniem pięknego, lecz zakończonego wydarzenia, które można jedynie wspominać.

Wielu żyje «wiarą wspomnień», tak jakby Jezus był postacią z czasów minionych, przyjacielem z młodości, którego już dawno nie ma, wydarzeniem, które miało miejsce dawno temu, kiedy jako dziecko chodziłem na katechezę. Wiara składająca się z przyzwyczajeń, z rzeczy minionych, z pięknych wspomnień z dzieciństwa, które już mnie nie dotyczą, nie stanowią dla mnie wyzwania

– mówił Ojciec Święty. Zauważył, że pójście do Galilei oznacza uczenie się, że wiara, aby być żywą, musi powrócić na drogę. Musi każdego dnia ożywiać początek pielgrzymowania, zadziwienie pierwszym spotkaniem. A następnie powierzyć siebie, nie zakładając, że już wszystko wiemy, ale z pokorą tych, którzy pozwalają się zaskakiwać drogom Boga.

Oto druga wieść Wielkanocy: wiara nie jest repozytorium przeszłości, Jezus nie jest postacią nieaktualną. On żyje, tu i teraz. Idzie z tobą każdego dnia, w sytuacji, którą przeżywasz, w próbie, przez którą przechodzisz, w marzeniach, które nosisz w sobie. Otwiera nowe drogi tam, gdzie zdaje ci się, że ich nie ma, popycha cię, byś szedł pod prąd opłakiwania i «już widziałem». Nawet jeśli wszystko wydaje ci się stracone, otwórz się z zachwytem na Jego nowość: zaskoczy cię

– zachęcił Franciszek.

Ojciec Święty podkreślił, że pójść do Galilei oznacza również wybrać się do granic. Przypomniał, że właśnie z tego regionu Jezus rozpoczął swoją misję, kierując swoje nauczanie do tych, którzy z trudem wiodą codzienne życie, do wykluczonych, słabych, ubogich, aby być obliczem i obecnością Boga, który niestrudzenie poszukuje zgnębionych i zagubionych, który idzie do samych granic egzystencji, ponieważ w Jego oczach nikt nie jest ostatni, nikt nie jest wykluczony.

Zmartwychwstały prosi swoich uczniów, aby tam właśnie szli także dzisiaj. Jest to miejsce codziennego życia, są to ulice, które przemierzamy każdego dnia, są to zaułki naszych miast, gdzie Pan nas poprzedza i uobecnia się właśnie w życiu tych, którzy nas mijają i dzielą z nami swój czas, swoje domy, swoją pracę, swoje trudy i swoje nadzieje

– mówił papież. Podkreślił, że idąc do granic będziemy zdumieni, w jaki sposób wielkość Boga objawia się w małości, jak Jego piękno jaśnieje w prostych i ubogich.

Oto trzecia proklamacja wielkanocna: Jezus, Zmartwychwstały, kocha nas bezgranicznie i nawiedza każdą sytuację w naszym życiu. Zaistniał ze swoją obecnością w sercu świata i zaprasza nas także do pokonywania barier, przezwyciężania uprzedzeń, zbliżania się każdego dnia do tych, którzy nas otaczają, do odkrywania na nowo łaski dnia powszedniego. Rozpoznajmy Go obecnego w naszej Galilei, w codziennym życiu. Z Nim życie się zmieni. Bo poza wszelką klęską, złem i przemocą, poza wszelkim cierpieniem i śmiercią, Zmartwychwstały żyje i kieruje historią

–wskazał Ojciec Święty.

Swoją homilię papież zakończył apelem: „Bracie, siostro, jeśli tej nocy nosisz w sercu jakąś mroczną godzinę, jakiś dzień, który jeszcze nie zaświtał, pogrzebane światło, rozbite marzenie, otwórz swoje serce w zachwycie na wieść Wielkanocy: «Nie bój się, On zmartwychwstał! Czeka na ciebie w Galilei»”.

Franciszek zapewnił, że dzięki temu nasze oczekiwania nie pozostaną niespełnione, łzy zostaną otarte, obawy przezwyciężone przez nadzieję. „Pan cię poprzedza, idzie przed tobą. I z Nim życie zaczyna się na nowo” – mówił Franciszek

Słowo metropolity warszawskiego na Wielkanoc 2021

Komunikat o stanie zdrowia kard. Kazimierza Nycza

Kard. Kazimierz Nycz jest hospitalizowany z powodu chwilowego zasłabnięcia. Jego stan jest stabilny. Trwają szczegółowe badania. Arcybiskup warszawski pozostanie w szpitalu MSWiA w Warszawie jeszcze przez kilka dni.

Następny komunikat zostanie opublikowany po zebraniu wyników wszystkich badań.

Ks. Przemysław Śliwiński
rzecznik Arcybiskupa i Archidiecezji Warszawskiej

"Podczas Mszy św. Krzyżma w Archikatedrze Warszawskiej kard. Kazimierz Nycz zasłabł. Został przewieziony do szpitala na badania diagnostyczne. Mszę świętą kontynuował biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Prosimy o modlitwę za Arcybiskupa Metropolitę Warszawskiego” – brzmi komunikat rzecznika. W trakcie naszej liturgii na początku zauważyliśmy, że nasz arcypasterz źle się poczuł. Aktualnie ksiądz kardynał znajduje się w szpitalu i przechodzi badania. Prosimy wszystkich o wielki dar modlitwy, o modlitwę, by wrócił jak najszybciej do zdrowia, by mógł być razem z nami i pełnić swoją posługę pasterską – powiedział na zakończenie Mszy Krzyżma w Archikatedrze Warszawskiej ks. Bogdan Bartołd, proboszcz parafii. Stan kard. Nycza jest stabilny. Trwają szczegółowe badania. Arcybiskup warszawski pozostanie w szpitalu MSWiA w Warszawie jeszcze przez kilka dni. Następny komunikat zostanie opublikowany po zebraniu wyników wszystkich badań.

ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE W ROKU 2021

Zbliżają się dni Jego zbawczej męki i chwalebnego Zmartwychwstania, dni w których czcimy zwycięstwo Chrystusa nad złym duchem i wspominamy misterium naszego odkupienia. Chrystus przez swoją śmierć zniweczył naszą śmierć i zmartwychwstając, przywrócił nam życie.

Święte Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego jaśnieje jako szczyt roku liturgicznego. Takie znaczenie jak niedziela w tygodniu ma uroczystość Wielkanocy w roku liturgicznym. Zbliżamy się więc do najważniejszych dla Kościoła i chrześcijanina dni w roku kościelnym.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że będziemy te dni obchodzić w reżimie pandemicznych obostrzeń, w trosce o zdrowie i życie ludzi. Zwracam się do wiernych i duchownych o pilne przestrzeganie zasad bezpieczeństwa: 1 osoba na 20 m2, dystans 1,5 m, dezynfekcja i noszenie maseczek. Zróbmy wszystko, by uczestnictwo w liturgii nie stanowiło dla kogokolwiek ryzyka zachorowania. Księża proboszczowie i rektorzy niech zadbają o zachowanie tych zaleceń sanitarnych. Przestrzegając koniecznych ograniczeń, nie pozwólmy się odłączyć od tego źródła, którym dla życia duchowego jest Eucharystia i święte misterium Wielkiego Tygodnia.

Niech duszpasterze umożliwią jak największej liczbie wiernych uczestnictwo we Mszy Wieczerzy Pańskiej, w liturgii Męki Pańskiej, Wigilii Paschalnej i Mszach Niedzieli Zmartwychwstania. To są najważniejsze punkty Triduum Sacrum. Uzasadnione jest zwiększenie liczby nabożeństw. Jednocześnie przypominam, że wciąż obowiązuje udzielona z racji pandemii dyspensa od obowiązku uczestnictwa w liturgii w uroczystości, niedzielę i święta nakazane. Dla wiernych niemogących realnie uczestniczyć w liturgii w kościołach, pomocą może być duchowa łączność przez media. W pozostałych obrzędach Wielkiego Tygodnia uczestniczmy na miarę możliwości konkretnych parafii w zgodzie z zasadami pandemicznymi, jakie obowiązują na czas Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy.

Drodzy diecezjanie, kapłani, siostry, bracia i wierni świeccy!

Trwajmy razem na modlitwie przy Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym i na dawaniu świadectwa o tym, co się wydarzyło w Jerozolimie w dniu Paschy.

Módlmy się za Kościół warszawski we wszystkich wspólnotach, za chorych i zmarłych w ostatnich miesiącach, za rodziny, które utraciły najbliższych. Módlmy się za rodziny i o powołania do życia rodzinnego, kapłańskiego i zakonnego. Módlmy się o ustanie pandemii i o siłę do wytrwania w miłości na te trudne czasy.

Wszystkim życzę błogosławionych świąt wielkanocnych i z serca błogosławię.

† Kazimierz Kardynał Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

Ks Franciszek Blachnicki na dziś -100 LAT TEMU URODZIŁ SIĘ NOWY PROROK

Blachnicki na dziś

Krzysztof Jankowiak

fot. archiwum PK, Yuri-U/Adobe Stock

„O większości ochrzczonych właściwie nie należałoby mówić, że są chrześcijanami” – mówił ks. Franciszek Blachnicki. „Napędzamy wszystkich do sakramentów i zakładamy, że to już są wierzący. Nawet nie mamy odwagi pytać, jaką naprawdę mają wiarę”.

Księże, jeździ ksiądz autem? – No, jeżdżę. – To ja księdzu powiem, kto to jest Blachnicki. Ks. Blachnicki to ino gazu i gazu, a hamulca wcale nie używa.
Tak w rozmowie z jednym z księży scharakteryzował założyciela Oaz jego ordynariusz, ówczesny biskup katowicki Herbert Bednorz. Była to bardzo trafna ocena ks. Franciszka Blachnickiego, pełnego dynamizmu, nieustannie idącego do przodu, nieoglądającego się na trudności i przeszkody. Zarazem wyrażała pewną irytację biskupa, który mierzył się z dużą samodzielnością swego kapłana i w dodatku często musiał ks. Blachnickiego bronić – i to nie tylko wobec władz państwowych.
Dokładnie tak było w życiu ks. Blachnickiego. Wiele osób inspirował, pociągał do głębokiej wiary i zaangażowania w Kościół, a zarazem bywał nie do końca rozumiany, odczytywany powierzchownie, a jego koncepcje odnowy Kościoła często przyjmowano wybiórczo. I tak chyba zostało do dzisiaj.
Coraz więcej osób powołuje się na ks. Blachnickiego, jest on w jakimś sensie stawiany za wzór, ale jego myśl nie jest wcale tak dobrze znana, nie mówiąc już o jej pełnym wprowadzeniu w życie. Nie tak dawno jeden z publicystów stwierdził, że Kościołowi w Polsce potrzebny jest nowy ks. Blachnicki. Głęboko wierzących świadków wiary na pewno nigdy nie jest za dużo. Może jednak zamiast wzdychać do nowego Blachnickiego, spróbować na serio potraktować to, co ks. Franciszek Blachnicki proponował

Człowiek kerygmatu,

o głębokich przemyśleniach, który pokazywał Kościół jako wspólnotę wspólnot" - wspomina ks. Roman Trzciński, duszpasterz wspólnoty Woda Życia przy parafii św. Jakuba na Ochocie • 100 lat temu urodził się ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie • W całej Warszawie zaplanowano Msze św. dziękczynne i w intencji rychłej beatyfikacji kapłana •

On ukazywał Kościół, w szczególny sposób, jako wspólnotę wspólnot, co było nauczaniem Soboru Watykańskiego II. Jednak on to bardzo klarownie przedstawił. Bardzo mnie to zachwyciło. Ks. Franciszek był człowiekiem z głębokimi przemyśleniami posoborowymi i wiedział jak mają być realizowane w parafiach– mówi ks. Trzciński.

Jak podkreśla, ks. Blachnicki posiadał w sobie wielką odwagę i wolność, organizował wspólnoty i prowadził oazy, mimo że w czasach komunizmu było to zabronione. A on prowadził. I my prowadziliśmy, poszliśmy za nim. Mieliśmy odwagę jego odwagą. Ale ta jego odwaga była jakaś nadprzyrodzona, niezwykła – dodaje Trzciński.

Formował dojrzałych chrześcijan

Ks. Blachnicki wypracował system formacji dzieci, młodzieży, studentów, ale też rodzin, które przyłączają się do Domowego Kościoła, a wspólnota przez niego założona nadal cieszy się popularnością w różnych grupach wiekowych. Co ważne, Ruch Światło-Życie nie skupia się na wybranym elemencie, ale całościowej formacji człowieka, zarówno jeśli chodzi o liturgię czy ewangelizację.

Ks. Franciszek dostrzegał potrzebę kształtowania dojrzałych chrześcijan. Wiedział, że kiedy wychowa młodych ludzi od początku, ale potem też dorosłych i pokaże się im czym to życie chrześcijańskie jest to będą mogli też formować innych – mówi Kamil Gmiterek, odpowiedzialny za akademicką wspólnotę Ruchu Światło-Życie przy kościele św. Anny w Warszawie.

Do beatyfikacji potrzeba jeszcze cudu

Założyciel Ruchu Światło-Życie zmarł nagle w Carlsbergu 27 lutego 1987 roku. Jan Paweł II w telegramie wystosowanym po jego śmierci nazwał ks. Blachnickiego “gwałtownikiem Królestwa Bożego”.

W 2000 roku grób duchownego został przeniesiony z niemieckiego Carlsbergu do Krościenka nad Dunajcem, gdzie do tej pory pielgrzymuje wiele osób z kraju i zagranicy.

We wrześniu 2015 roku papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności cnót ks. Blachnickiego. To oznacza, że do beatyfikacji potrzeba jeszcze cudu za wstawiennictwem świętego kapłana.

Msze św. w całej Warszawie

24 marca, w 100 rocznicę urodzin ks. Blachnickiego wspólnoty Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Warszawskiej zapraszają na Msze św. dziękczynne oraz w intencji beatyfikacji kapłana:

godz. 20:15 w kościele św. Jakuba Apostoła na Ochocie

godz. 18:00 w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny przy ul. 3 Maja w Pruszkowie (na Żbikowie)

godz. 18:00 w kościele Matki Boskiej Królowej Pokoju na Młocinach z udziałem ks. Marcina Loretza, moderatora diecezjalnego

godz. 20:00 w kościele św. Małgorzaty w Łomiankach

godz. 16:30 w kościele św. Zofii Barat

godz. 18:30 w kościele pw. św. Anny w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu

godz. 19:15 w kościele św. Anny w Piasecznie (w Auli Złotej Domu Parafialnego)

godz. 18:00 w kościele św. Jana Apostoła i Ewangelisty na Gołąbkach

PRZECZYTAJ: Wizjoner,‌ ‌który‌ ‌formował‌ ‌chrześcijan.‌ ‌Ks.‌ ‌Franciszek‌ ‌Blachnicki‌

kh/archwwa.pl

Wizjoner,‌ ‌który‌ ‌formował‌ ‌chrześcijan.‌ ‌Ks.‌ ‌Franciszek‌ ‌Blachnicki‌

"Zostałem pochwycony przez Bożego Ducha i ja, który byłem nieśmiałym, zamkniętym indywidualistą, zacząłem tworzyć wspólnoty" - wspominamy ks. Franciszka Blachnickiego.

OPUBLIKOWANO / 27 LUTEGO 2021

Pokazywał ludzi i wspólnotę, a przede wszystkim, że to człowiek jest ważny w Kościele. Duchowny kształtował dojrzałych chrześcijan, a do jego grobu w Krościenku, zwanego “stolicą oaz”, pielgrzymuje wiele osób z kraju i zagranicy.

Człowiek kerygmatu, o głębokich przemyśleniach, który pokazywał Kościół jako wspólnotę wspólnot, wspomina ks. Roman Trzciński. Duchowny poznał ks. Blachnickiego na kapłańskich rekolekcjach oazowych w 1976 roku, gdzie ten każdego dnia przewodził liturgii.

On ukazywał Kościół, w szczególny sposób, jako wspólnotę wspólnot, co było nauczaniem Soboru Watykańskiego II. Jednak on to bardzo klarownie przedstawił. Bardzo mnie to zachwyciło. Ks. Franciszek był człowiekiem z głębokimi przemyśleniami posoborowymi i wiedział jak mają być realizowane w parafiach – mówi ks. Roman Trzciński.

“Ruch Światło-Życie narodził się w celi”

Ks. Blachnicki przyszedł na świat w 1921 roku, a w czasie wojny jako młody chłopak zaangażował się w działalność konspiracyjną, za którą został aresztowany. Przebywał w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, a w 1942 roku został skazany na śmierć przez zgilotynowanie.

Po kilku miesiącach oczekiwania został ułaskawiony, a karę śmierci zamieniono na 10 lat więzienia po zakończeniu wojny. Właśnie w czasie pobytu ks. Blachnickiego na oddziale skazańców dokonało się jego nawrócenie, zaczął wierzyć w Chrystusa. Można powiedzieć, że to w tej celi narodził się Ruch Światło-Życie – mówi Kamil Gmiterek, odpowiedzialny za akademicką wspólnotę Ruchu Światło-Życie przy kościele św. Anny w Warszawie

100 cytatów ks. Blachnickiego na 100-lecie jego urodzin

Ponadczasowy Franciszek Blachnicki

Po zakończeniu wojny wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie, a po przyjęciu święceń kapłańskich pracował w kilku parafiach diecezji katowickiej. W tym czasie opracował metodę dziecięcych rekolekcji zamkniętych, ale do ponownego prowadzenia 15-dniowych rekolekcji oazowych powrócił w 1963 roku. Wypracował genialny system formacji – możemy usłyszeć od osób, które wspominają ks. Franciszka

Kształtował dojrzałych chrześcijan

Wspólnota założona przez ks. Blachnickiego nadal cieszy się popularnością w różnych grupach wiekowych: dzieci, młodzieży studentów, ale też rodzin, które przyłączają się do Domowego Kościoła. Co ważne, Ruch Światło-Życie nie skupia się na wybranym elemencie, ale całościowej formacji człowieka, zarówno jeśli chodzi o liturgię czy ewangelizację.

Ks. Franciszek dostrzegał potrzebę kształtowania dojrzałych chrześcijan. Wiedział, że kiedy wychowa młodych ludzi od początku, ale potem też dorosłych i pokaże się im czym to życie chrześcijańskie jest to będą mogli też formować innych. Czasami jak czyta się sylwetki różnych osób, to można zobaczyć, że niektórzy przez pewien czas należeli do oazy i potem wspominają, że dzięki formacji w Ruchu poznawali zmysł ojca Blachnickiego i świadomie wchodzili w życie społeczne– mówi Kamil Gmiterek.

Ks. Blachnicki wiedział co jest ważne i miał pewną wizję Kościoła, na której budował. Nie ograniczał się, a w czasie powstawania wspólnoty oazowej czerpał, co ważne, z innych ruchów obecnych już w Kościele m.in. ze wspólnot protestanckich obecnych na Zachodzie, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem wśród ludzi. Jednak ks. Blachnicki wyciągał to co jest dobre w poszczególnych ruchach, wcielał to na gruncie polskim i powoli budował formację oazową wśród różnych grup.

Widział całe społeczeństwo. Dla każdego chciał mieć jakąś propozycję, żeby nikogo nie zostawić: formować młodych, dorosłych, kapłanów – mówi Kamil Gmiterek.

Wcielał idee posoborowe w życie

Tym samym uczył Soboru Watykańskiego w praktyce, bo działania, które podejmował były na niego bezpośrednią odpowiedzią. Ks. Trzciński, który wstąpił do seminarium duchownego w 1967 roku, a więc dwa lata po soborze, wspomina, że jeden z wykładowców omawiał dokumenty wówczas wydane, ale ks. Blachnicki potrafił wprowadzić je w życie.

Doświadczyłem tego w Krościenku, to było moje nawrócenie. Zostałem pochwycony przez Bożego Ducha i ja, który byłem nieśmiałym, zamkniętym indywidualistą, zacząłem tworzyć wspólnoty – mówi.

Czasy posoborowe to moment przejścia z wysłuchiwania mszy do faktycznego uczestnictwa w niej na czym bardzo zależało ks. Blachnickiemu. Wiedział co jest najważniejsze w Kościele, umiłował liturgię i chciał, żeby rozumieli to też inni ludzie.

Wiedział, że tu jest to źródło, jak mówił Sobór Watykański II, i potrafił wcielać to w życie, w formację Ruchu. Kiedy patrzy się na wspólnoty oazowe, to widać tę troskę o liturgię. To miejsce, w którym dzieje się to co najważniejsze w Kościele ks. Franciszek postawił na czele tej formacji. Skupiamy się wokół ołtarza i cała formacja jest też osnuta wokół liturgii – podkreśla Kamil Gmiterek.

Był wizjonerem, patrzył w przyszłość

Nie zatrzymywał się na tym co teraźniejsze, ale patrzył przede wszystkim w przyszłość, niektórzy nazywają go wizjonerem, który widział rzeczywistości niedostrzegalne przez innych. Jednocześnie ks. Blachnicki posiadał w tym wszystkim wielką odwagę i wolność, ponieważ w czasach komunizmu nie można było organizować jakichkolwiek wspólnot czy prowadzić oaz.

A on prowadził. I my prowadziliśmy, poszliśmy za nim. Mieliśmy odwagę jego odwagą. Ale ta jego odwaga była jakaś nadprzyrodzona, niezwykła – podkreśla ks. Roman Trzciński.

Mimo prześladowań przez komunistów pozostawał odważny w swoich sformułowaniach, a po trudnych doświadczeniach np. związanych ze zlikwidowaniem przez władze państwowe Krucjaty Wstrzemięźliwości zainicjowanej przez ks. Blachnickiego w 1957 roku, potrafił okazywać wdzięczność.

Gwałtownik Królestwa Bożego

Za sprawą ks. Blachnickiego powstała również, w 1979 roku, Krucjata Wyzwolenia Człowieka, która miała pomóc w przezwyciężeniu alkoholizmu i innych zniewoleń współczesnego człowieka.

W grudniu 1981 roku wyjechał Rzymu, gdzie zastał go stan wojenny. Natomiast w 1982 osiadł w Carlsbergu, gdzie organizował Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie i pomagał polskim emigrantom.

Zmarł nagle w Carlsbergu 27 lutego 1987 roku. Jan Paweł II w telegramie wystosowanym po jego śmierci nazwał go “gwałtownikiem Królestwa Bożego” a Kościół modlił się wówczas psalmami i śpiewał, że “potomstwo sprawiedliwego żyć będzie wiecznie”.

W 2000 roku grób duchownego został przeniesiony z niemieckiego Carlsbergu do Krościenka nad Dunajcem, gdzie do tej pory pielgrzymuje wiele osób z kraju i zagranicy. 

We wrześniu 2015 roku papież Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności cnót ks. Franciszka Blachnickiego. To oznacza, że do beatyfikacji potrzeba jeszcze cudu za Jego wstawieńctwem....

100 cytatów ks. Blachnickiego na 100-lecie jego urodzin

Nie tylko oazowicze mogą odnaleźć w myślach ks. Blachnickiego wartościowe przesłanie. Oto 100 myśli ks. Franciszka w 100. rocznicę jego urodzin. Znajdziecie tu wskazówki do budowania relacji z Bogiem, modlitwy i do odkrycia sensu w swoim życiu!

Cytaty pochodzą z różnych tekstów Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego

Człowiek jest wtedy wolny, gdy może realizować to, co dla niego najlepsze, a nie ma lepszej rzeczy niż ta, której chce dla mnie Pan Bóg.

Piękny jest człowiek, który potrafi dziękować.

Aby zrozumieć, co to znaczy być Kościołem – patrzmy na Maryję, na jej postawę wobec Chrystusa.

Żaden program polityczny, społeczny, żaden światopogląd, żadna filozofia ostatecznie nie potrafi dokonać dzieła przemiany i stworzyć nowego człowieka, który by wewnętrznie był inny, nastawiony na przezwyciężanie swego egoizmu i na podporządkowanie swego życia dobru ogólnemu, dobru innych ludzi. Tej przemiany może dokonać tylko Duch Święty, bo właśnie Duch Święty wlewa w nasze serca tę miłość, którą Pismo święte nazywa agape.

Człowiek wtedy staje się w pełni człowiekiem, kiedy posiada siebie w dawaniu siebie.

Postęp jest o tyle postępem, o ile doskonali człowieka. Człowiek jest najwyższą wartością.

Przyszłość narodu zależy od obecności chrześcijan.

Ani ja, ani nikt inny nie wymyśli dla mnie lepszego planu od tego, który Bóg dla mnie przygotował. Jedynie Boży plan jest dla mnie dobrym planem.

Do Jezusa możemy przyjść ze wszystkimi swoimi sprawami.

Bóg lepiej zna nas samych, niż my siebie.

Istotą życia nowego człowieka jest dążenie do zjednoczenia z Bogiem.

W Chrystusie wszystkie ostateczne problemy zostały rozwiązane: problem cierpienia, problem grzechu, problem śmierci; w Chrystusie wyzwolenie jest faktem.

Modlitwa jest zawsze ćwiczeniem wiary.

Słowo Boże daje nam spojrzenie z góry – spojrzenie na świat oczami Boga.

Im więcej daję, im więcej posiadam siebie w dawaniu siebie – tym pełniej odnajduję siebie.

Łaska Boża działa w nieskrępowany sposób.

Pan Bóg ma swoje sposoby na nas i pozwala nam próbować, żebyśmy doświadczyli swojej niemocy, żebyśmy się upokorzyli, żebyśmy namacalnie poznali, że bez Pana Boga nic nie zrobimy. Dlatego też niepowodzenia w życiu wewnętrznym, w naszej pracy nad sobą wcale nie są takim wielkim nieszczęściem, jak nam się czasem wydaje.

Każdy z nas ma być arcydziełem, zarówno myśli Bożej, jak i Bożego działania.

Bóg, jako jedyny, może zaspokoić najbardziej podstawową potrzebę twojego serca – potrzebę bycia kochanym bez względu na to kim jesteś, jaką wartość masz w swoich oczach i oczach innych.

Umiejmy zawierzyć Bogu i Jemu zostawić troskę o drogę naszego życia. Bądźmy też zawsze gotowi przyjąć Jego światło, Jego wolę i jej się podporządkować.

Modlitwa jest rozmową z Bogiem, który jest przyjacielem, który mnie miłuje.

Fundament i oparcie dla naszych dążeń trzeba odnaleźć w Chrystusie.

Modlitwa jest przede wszystkim przyjęciem w wierze myśli Bożych wobec mnie.

Im czystsza, piękniejsza miłość, tym wspanialszy owoc.

Wiara to nowe oczy.

W celu lepszego zrozumienia istoty sakramentu możemy posłużyć się takim porównaniem. Do korzystania z energii elektrycznej potrzebne jest gniazdko i wtyczka. Jednakże gniazdko samo z siebie nie dostarcza nam energii elektrycznej. Źródło tej energii znajduje się w elektrowni. Energia pochodzi z tego źródła, a nie z gniazdka. Wtyczka musi być podłączona do źródła tej energii, które znajduje się w elektrowni. Energia pochodzi z tego źródła, a nie z gniazdka. Ale jeśli chcę, aby przepływała przez żarówkę, czy inne urządzenie elektryczne, to muszę podłączyć je do gniazdka. W nim musi nastąpić połączenie. Sakrament jest miejscem połączenia człowieka ze źródłem mocy, miejscem włączenia go w dzieło zbawcze Chrystusa, z którego jedynie pochodzi moc sakramentu.

Bóg jest po naszej stronie.

Człowiek rozwija się kiedy walczy, kiedy w trudzie zdąża do wyższych wartości.

Miłość polega na tym, że chce się dobra drugiego człowieka.

Miłość chrześcijańska polega na wzajemnym znoszeniu siebie w cierpliwości.

Wiara polega na rezygnacji z szalonego pragnienia, żeby siebie zbawić własnym wysiłkiem, żeby decydować o swoim losie, w oparciu o swoją moc.

Modlitwa jest zawsze najpierw uświadomieniem sobie tego, co Bóg o mnie myśli. Punktem wyjścia modlitwy jest zawsze Bóg, a nie moje ja.

Ciągle powstają w historii ludzie, którzy chcą odnowić świat, odnowić społeczeństwo. Tworzy się wciąż nowe programy reformy. Ale nikt nie potrafi odnowić skutecznie ludzkiego serca. Pod parawanem różnych pięknych haseł i programów zawsze kryje się egoizm takiej czy innej grupy, tego czy innego człowieka. I chociaż wszyscy wiedzą, że jedność jest konieczna, to jednak nie chcą wyciągnąć konsekwencji z tego założenia, z tej przesłanki i wkroczyć na jedyną drogę jedności: na drogę miłości, czyli na drogę bezinteresownej służby.

1.Bóg przemawia do człowieka przez stworzenie.

2.Jeśli nie ma świadectwa – Kościół jest martwy.

W oczach Boga wszystko wygląda inaczej.

Nic nie jest próżne i daremne, jeśli jest niesione przez wiarę i miłość.

Chrześcijanin musi umieć dawać świadectwo o Chrystusie, o swoim spotkaniu z Nim. Jest to podstawowy element życia chrześcijańskiego, a nie etap doskonałości

Im bardziej zwątpimy w siebie, tym bardziej możemy zaufać Jezusowi.

Droga do człowieka doskonałego prowadzi przez ciemność, w której Pan Bóg oczyszcza nas z subiektywnych wyobrażeń o sobie i pozbawia nas fałszywego światła, stwarzającego pozory, że znamy siebie i wolę Boga wobec nas. Na tej trudnej drodze, którą musi przejść każdy, kto pogłębia swoje życie wewnętrzne przez modlitwę, doskonali się nasza wiara, nadzieja i miłość. One zaś – przez coraz głębsze nawrócenie – prowadzą do zjednoczenia z Tym, którego pragnie nasza dusza, za którym tęskni nasze ciało.

Jeśli nie przyjmujemy Chrystusa, jesteśmy niewidomi.

Człowiek wierzący to człowiek, który całą swoją nadzieję opiera na Bogu.

Musimy ciągle pytać, w jaki sposób wiara w danej sytuacji ma określić nasze postępowanie, nasze działanie, sposób dokonywania wyboru wartości.

W dawaniu człowiek umacnia swoją wiarę.

Stwierdzenie swojej niemocy pozwala odkryć moc Boga.

Bóg nie żąda od nas niczego więcej, jak spełnienia zadania bieżącego, jak wytrwania w obowiązku chwili obecnej. A na tę chwilę obecną zawsze daje wystarczającą łaskę.

Miłość nie może nigdy pozostać bez owoców.

Chrystus nie oczekuje od nas anielskiej świętości, ale wiary i ufności, bo wtedy zwyciężamy w sobie pychę.

Tajemnica zwycięstwa to uznanie swojej niemocy.

Jeśli zdobędziemy się na pokorę, to znaczy na uznanie prawdy wewnętrznej o sobie, jeśli zrezygnujemy z wysiłku dokonania tego, co dla nas jest niemożliwe i pozostawimy Bogu troskę o to, żeby nas przemienił – znajdziemy wewnętrzny spokój.

Tylko ten zachowuje i pogłębia wiarę, kto potrafi przekazać ją innym.

Modlitwa jest tym dla życia nadprzyrodzonego, czym oddech dla ciała.

W Chrystusie możemy pokonać wszelkie zło.

Dopóki człowiek nie zrozumie, że zbawienie jest w Chrystusie – jego życie nie ma sensu.

Ewangelia przynosi prawdę, że nie ma takiej sytuacji, która nie mogłaby być naprawiona. Nie ma definitywnie przegranej sprawy. Z każdego grzechu można powstać. Każdy grzech może zostać odpuszczony. Człowiek może zacząć od nowa!

To, co dajemy bliźniemu, dajemy samemu Bogu.

W niepowodzeniach i słabościach wzrasta moja wiara – dzięki niej mogę ufać wbrew nadziei.

Istota modlitwy polega na zajmowaniu swej świadomości Bogiem.

Łaska działa i osiąga swoje cele tam, gdzie człowiek wcale ich nie zamierzał.

Człowiek istnieje po to, żeby oddać swoje życie.

Tylko lęk czyni nas niewolnikami. Kto się nie boi, ten jest wolny.

Dopiero poznanie własnej niemocy i nędzy pozwala zrozumieć bliźniego.

Służba jest drogą wolności.

Nie chodzi w modlitwie o to, aby Boga zająć sobą i swoimi sprawami, ale aby siebie zająć Bogiem.

Każdy powołany jest do tego, żeby odpowiedzieć na miłość Boga i przyjąć Jego miłość w oddaniu Bogu siebie.

Każdy z nas jako osoba jest kimś jedynym, niepowtarzalnym.

Człowiek, jako osoba stworzona na obraz Boga, przeznaczony został do wspólnoty z Bogiem i z innymi ludźmi, do wspólnoty, która może być osiągnięta tylko dzięki przyjęciu postawy dawania siebie, postawy miłości.

Kościół może powstać i powstaje wtedy, gdy osoba urzeczywistnia siebie w dawaniu siebie, gdy wyzwala się z grzechu fałszywej miłości własnej, gdy odnajduje siebie przez bezinteresowny dar z siebie, słowem, gdy osoba urzeczywistnia siebie na wzór Niepokalanej.

Służę, więc jestem.

Prawdziwe dzieła Boże rosną powoli.

Bóg jest wprawdzie obecny wszędzie, ale wiemy, że szczególnie obecny jest w Najświętszym Sakramencie. Tabernakulum – to słowo łacińskie oznacza namiot; to jest właśnie ten Namiot Spotkania dla nas.

Ci, którzy dużo mają, mają też dużo kłopotów.

W centrum pobożności chrześcijańskiej musi się znaleźć tajemnica paschalna Chrystusa. Musimy sobie uświadomić, że wtedy jest w nas pobożność prawdziwa, dojrzała, kiedy uzdalnia nas do spojrzenia na tego, który został przebity

Tylko prawdziwa miłość potrafi zaspokoić głód człowieka i tylko w takiej atmosferze człowiek może się rozwijać i być szczęśliwy.

Miłość przynosi wolność.

Poprzez niepowodzenia, słabości, oschłości, cierpienia – jak w piecu ognistym z bezkształtnej i brudnej bryły kruszca wytapia się złoto – coraz czystsza i coraz silniejsza staje się moja wiara i nadzieja sprawiająca, że potrafię ufać wbrew nadziei w każdym doświadczeniu, że się nie załamuję i tak właśnie oddaję chwałę Bogu.

Ufność to najpiękniejsza łaska.

Największą przeszkodą w naszym stosunku do Boga jest uczucie samowystarczalności. Chcemy oprzeć się na samym sobie i niczego od Boga nie potrzebujemy.

chociaż czeka nas wysiłek i Bóg oczekuje go od nas, to pamiętajmy, że nie samo udanie się tego, co jest przedmiotem naszego wysiłku jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, żeby nasze porażki stały się punktem wyjścia dla umocnienia i pogłębienia naszej wiary, żebyśmy w ten sposób wyzwolili moc Bożą w naszym życiu.

To jest początek i fundament wszystkiego: „Jezus jest moim Panem, moim Zbawicielem”.

Miłość jest darem Bożym, nie można jej wykrzesać z siebie.

Człowiek nie może żyć w pojedynkę. Musi wejść w dialog z Bogiem, mieć z Nim wspólną historię: Bóg i ja.

Każdy dzień jest próbą wiary.

Życie doczesne jest czasem próby, czasem wyboru. Odpoczynek będzie w przyszłym życiu.

Wzrost pokory to wzrost wiary.

Kościół jest tam, gdzie w Duchu Świętym przyjmowana jest miłość Chrystusa.

Człowiek pokorny wie, że jest nieustannie obdarowywany. Bóg daje mu wszystko za darmo.

Człowiek wtedy działa w sposób najdoskonalszy, najpełniejszy, najowocniejszy, gdy działa zgodnie z Bożym planem zbawienia i z Bożą wolą.

To jest tajemnica Krzyża: zgorszenie, głupstwo, znak słabości, narzędzie śmierci – a oto w rękach Boga krzyż stał się znakiem nadziei, największej mądrości, najwyższej mocy ku wybawieniu wszystkich ludzi od grzechu i śmierci. Krzyż jest znakiem zwycięstwa.

Każdy z nas, każdy ochrzczony posiada dary Ducha Świętego. To nie jest coś nadzwyczajnego, co ma się dopiero objawić – to już jest w nas od początku. Z tą drogą wiary, nadziei łączą się różne doświadczenia. Jest to zwykle droga, która prowadzi przez pustynię, droga oschłości, droga ciemności, droga, która przede wszystkim musi być podejmowana w cierpliwości. To jest zwyczajna droga życia wewnętrznego i życia chrześcijańskiego.

Wtedy pobożność jest bezpieczna, kiedy w jej centrum znajduje się Chrystus ukrzyżowany

Pokora to uznanie prawdy o sobie.

Kto idzie za Chrystusem, ten idzie prostą drogą.

Maryja jest nam dana po to, abyśmy wiedzieli jak mamy przyjąć Chrystusa i w jaki sposób mamy oddać się Jemu i Jego dziełu.

Człowiek staje się piękny, szlachetny, doskonali siebie, kiedy żyje w prawdziwe i w dziękczynieniu.

Jeżeli nie ufam Bogu, nie mogę się modlić, bo to znaczy, że nie wierzę w to co On mówi.

W chwilach pokusy Chrystus jest z nami.

98.Miłość Chrystusa, miłość w wymiarze krzyża – bezinteresowna, znosząca, przebaczająca – to ona stanowi istotę chrześcijańskiej doskonałości.

99.Nasze zwycięstwo prowadzi przez krzyż, przez słabość i niemoc.

100.Jeśli nie znasz Ewangelii – jesteś analfabetą

Pliki do pobrania