Pożegnanie śp Premiera Jana Olszewskiego

Kondukt żałobników żegnających Jana OlszewskiegoPAP/TOMASZ GZELL

Żegnaj Janie Wielki, żołnierzu niezłomny

W tłumnym kondukcie pogrzebowym trumna z Ciałem śp. Jana Olszewskiego na wojskowej lawecie przejechała ulicami jego ukochanej Warszawy. Przystanęła przy pomniku Powstania Warszawskiego, gdzie pożegnali go przyjaciele i kombatanci.

TOMASZ GOŁĄB

DODANE 16.02.2019 

W ceremonii pożegnania śp. Jana Olszewskiego, żołnierza Szarych Szeregów i uczestnika Powstania Warszawskiego wzięli udział weterani walk o niepodległość, działacze opozycji antykomunistycznej i osoby represjonowane z powodów politycznych, których zmarły 7 lutego mecenas bronił w latach 70 i 80.

Uroczystość przed pomnikiem Powstania Warszawskiego rozpoczęło odegranie sygnału "Baczność". Następnie trumna z Ciałem, w asyście posterunku honorowego Wojska Polskiego została przeniesiona z wojskowej lawety na katafalk w pobliżu monumentu. Pożegnania śp. Jana Olszewskiego, w imieniu kombatantów i osób prześladowanych dokonał żołnierz Armii Krajowej, sędzia Bogusław Nizieński.

- Odszedł od nas człowiek prawy i odważny, gorąco kochający Polskę i całym swoim sercem ojczyźnie naszej służący od najmłodszych lat. Już jako 14-letni harcerz szarych szeregów i zarazem jako młodociany żołnierz Powstania Warszawskiego. Polska była dla niego największą świętością na ziemi. Dla niej był gotów oddać swoje młode życie. Po zakończeniu wojny pozostał nadal wierny swoim Młodzieńczym ideałom, wierny Polsce, podejmując służbę dla jej niepodległości jako adwokat, obrońca ofiar komunistycznego reżimu i bohaterskich żołnierzy niezłomnych, pozostając duchem jednym z nich - mówił Bogusław Nizieński, dodając że przez swoich przyjaciół Jan Olszewski nazywany był Janem Wielkim. - Był i pozostanie dla pokolenia młodych orłów drogowskazem, jak mamy kochać naszą umiłowaną ojczyznę i jak jej do ostatniego tchu służyć. Żegnaj żołnierzu niezłomny, premierze. Niech Ci ziemia polska, którą tak gorąco ukochałeś, lekką będzie. Cześć i chwała bohaterom - zakończył.

ks. Marek Dziewiecki Wychowanie religijne: dodatek czy fundament?

Ateiści proponują w wychowaniu
albo kolektywistyczną tresurę,
albo egoistyczny indywidualizm.

Jedną z niepokojących cech współczesnej demokracji, zwanej liberalną, jest niezdolność do szlachetnego wychowania dzieci i młodzieży. Coraz więcej rodziców i nauczycieli nie potrafi zaproponować młodemu pokoleniu nic więcej poza sloganami o wychowaniu bezstresowym, o tolerancji i o życiu „na luzie”. Coraz więcej ludzi dorosłych nie ma odwagi proponować dziewczętom i chłopcom takich więzi i wartości, dla których warto żyć i w oparciu o które młodzi będą w stanie podejmować mądre decyzje na całe życie.

Głównym powodem obserwowanego obecnie kryzysu wychowania jest próba wychowania oderwanego od Boga i od religijnego wymiaru ludzkiego życia. Najczęstszym „uzasadnieniem” takiej postawy jest twierdzenie, że gdy dziecko dorośnie, to wtedy ono samo zdecyduje o tym, czy wybierze religijną czy też ateistyczną postawę wobec siebie, innych ludzi i świata. Powyższe „uzasadnienie” jest równie naiwne (albo cyniczne) jak twierdzenie, że nie należy proponować dziecku zdrowego pokarmu ani mądrych zasad postępowania, by niczego mu w dzieciństwie nie „narzucać”, bo gdy dorośnie, to i tak samo zdecyduje, czy chce się odżywiać zdrowo czy też nie lub czy chce kierować się miłością i odpowiedzialnością, czy też budować swoją przyszłość na egoizmie i szukaniu chwilowej przyjemności kosztem wszystkich i wszystkiego. To prawda, że w dorosłym życiu dziecko przejmie odpowiedzialność za swoje postępowanie i za swój los, ale prawdą jest też i to, że to rodzice są najbardziej odpowiedzialni za przygotowanie ich dziecka do samodzielnego życia w przyszłości.

Mit drugi, jakiemu ulega dziś spora grupa rodziców i innych wychowawców to przekonanie, że wychowanie religijne jest dodatkiem do „normalnego” wychowania i że z tym „dodatkiem” można poczekać, aż dziecko dorośnie i aż samo sobie ten „dodatek” ewentualnie wybierze. Tymczasem to właśnie wymiar religijny jest dla człowieka głównym źródłem rozumienia samego siebie oraz sensu własnego życia. W konsekwencji jest też głównym źródłem wychowania, czyli promowania określonych więzi i wartości. Wychowanie pozbawione fundamentu w postaci Bożej prawdy o człowieku i Bożej miłości do człowieka, z konieczności staje się wychowaniem ateistycznym i materialistycznym. Tymczasem pedagogika ateistyczna i humanistyczna może proponować dzieciom i młodzieży jedną z dwóch zaburzonych skrajności: albo kolektywistyczną tresurę (typu komsomoł czy Hitlerjugend) albo — jak obecnie — indywidualistyczny egoizm (według modnych sloganów: żyjcie na luzie, róbcie, co chcecie i wszystko tolerujcie!). Wychowanie oparte na Bożej prawdzie o człowieku oraz na doświadczeniu miłości Boga do człowieka, jest jedyną podstawą wychowania realistycznego i pełnego. Wychowanie oparte na dojrzałej religijności sprawia, że dziewczęta i chłopcy upewniają się, iż nie są ani zwierzętami podległymi instynktom i popędom, ani dziećmi ślepego przypadku, skazanymi na egoistyczną samotność lub na podporządkowanie się kolektywowi na zasadzie życia stadnego i robienia tego, co czyni tak zwana „większość” społeczeństwa.

Rodzice i krewni, księża i katecheci świeccy a także nauczyciele i wszyscy inni wychowawcy, którzy przyprowadzają dzieci do Boga, pomagają swoim wychowankom odkrywać zdumiewający fakt, że człowiek jest osobą, czyli kimś kochanym przez Stwórcę, który jest Miłością i że każdy z nas jest powołany do życia w miłości oraz w wolności dzieci Bożych. W tej perspektywie głównym celem wychowania staje się pomaganie dzieciom, by uczyły się mądrze myśleć, odpowiedzialnie kochać i solidnie pracować na wzór Chrystusa. Pedagogika chrześcijańska ukazuje fakt, że rozwój człowieka nie ma granic, a śmierć jest jedynie doczesna. Wieczny natomiast jest rozwój człowieka w obliczu Boga, Który jest najbardziej niezawodnym wychowawcą, gdyż w pełni nas rozumie i nieodwołalnie kocha.

Mądrzy rodzice oraz inni odpowiedzialni wychowawcy już od najmłodszych lat dają dziecku to, co dobre i ważne. Właśnie dlatego dbają nie tylko o jego zdrowie fizyczne, ale też karmią dziecko Bożą prawdą, dobrem i pięknem, czyli dbają o jego zdrowie psychiczne i duchowe. Pomagają dziecku, by ono coraz bardziej zachwycało się Bogiem, który uczy nas myśleć i kochać. Tylko dzięki Bożej prawdzie o człowieku dziecko może zrozumieć siebie i otaczający świat. Tylko dzięki serdecznej przyjaźni z Bogiem dziecko może mieć tak mocne poczucie bezpieczeństwa, jakiego nie są w stanie stworzyć najwspanialsi nawet rodzice. Tylko dzięki doświadczeniu Bożej miłości dziecko może prawidłowo formować swoje sumienie i zachwycać się perspektywą dorastania do radosnej świętości. Dziecko zaprzyjaźnione z Bogiem staje się kimś najlepiej strzeżonym na świecie, gdyż miłość i prawda to najlepsza na świecie ochrona dla człowieka a także najpewniejsza gwarancja jego rozwoju.

Więź dziecka z Bogiem w największym stopniu zależy od postawy rodziców. Nie chodzi tu jednak tylko o postawę rodziców wobec Boga lecz także o ich postawę wobec siebie nawzajem oraz o ich postawę wobec dziecka, dla którego mają być świadkami Bożej miłości, która jest silniejsza od śmierci. Podstawą wychowania dziecka jest osobista przyjaźń obojga rodziców z Bogiem. Dziecko łatwo zachwyci się tym Bogiem, którym zachwycają się rodzice, pełniąc Jego wolę wiernie i z radością. Gdy byłem małym dzieckiem, moja mama codziennie chodziła do kościoła na Mszę Świętą. Wychodziła z domu przed godziną szóstą rano, a po Eucharystii wracała do nas z zakupami. Któregoś dnia powiedziałem mamie, że powinna dłużej spać, gdyż wtedy będzie miała więcej siły, aby się o nas troszczyć. Mama spojrzała na mnie z uśmiechem i wyjaśniła, że najwięcej siły ma wtedy, gdy rano spotka się z Bogiem i gdy przyjmie Go w komunii świętej do swego serca. Po tym wyjaśnieniu mamy ja też z całego serca zapragnąłem być codziennie na Mszy i u komunii świętej i w tym względzie nie zmieniło się nic do dzisiaj.

Pierwszym fundamentem wychowania religijnego jest zatem osobista przyjaźń rodziców z Bogiem i opowiadanie dzieciom o tej przyjaźni. Fundament drugi to wierność przysiędze małżeńskiej, którą małżonkowie składają w obliczu Boga, realizując Jego zamysł małżeńskiej przyjaźni kobiety i mężczyzny. Gdy dziecko widzi, że tego, co Bóg złączył, nie rozdzieli ludzka słabość, grzeszność czy naiwność, to wtedy pragnie ono być blisko tego Boga, gdyż wie, że z Nim zawsze poradzi sobie z trudami życia i z własną słabością. Trzecim fundamentem wychowania religijnego jest postawa rodziców wobec swoich dzieci. Chodzi o to, by w odniesieniu do córek i synów rodzice naśladowali postawę Boga do człowieka, czyli by swoje dzieci bezwarunkowo kochali a jednocześnie by stawiali dzieciom jasne wymagania oraz proponowali im wielkie ideały. Dojrzali rodzice potrafią — na wzór Boga — kochać i wymagać. Kochać dzieci to wspierać je obecnością, czułością, cierpliwością, serdecznością, radością. Z kolei wymagać to uczyć dzieci ewangelicznej mentalności zwycięzcy, czyli proponować im wyłącznie optymalną drogę życia: w miłości, prawdzie i wolności. Najbardziej kochają swoje dzieci ci rodzice, którzy cierpliwie i stanowczo uczą je kochać!

Na co dzień wychowanie religijne przejawia się w ciągłym rozmawianiu z dzieckiem o wszystkim, co ono myśli, przeżywa i czyni, czym się cieszy i czego się lęka. Takie rozmawianie powinno być pełne szacunku, taktu, czułości i dyskrecji. Dziecko, które nie rozmawia z rodzicami o tym, co się w nim i z nim dzieje, nie będzie rozmawiało o tym ani z Bogiem, ani nawet z samym sobą! Zadaniem rodziców jest nie tylko rozmawianie z dzieckiem o tym, co się w nim dzieje, ale też precyzyjne wyjaśnianie dzieciom, że istotą chrześcijaństwa jest historia Boga, który kocha człowieka i który uczy kochać. Coraz częściej spotykam takich rodziców, którzy twierdzą, że boją się wychowywać swoje dzieci w duchu Ewangelii, by przez swą dobroć nie stały się one ofiarami tych, którzy nie są szlachetnie wychowani. W obliczu tego typu lęków wyjaśniam, że Bóg formuje ludzi nie tylko dobrych, ale jednocześnie mądrych! Chrystus wyjaśnia, że mamy być nieskazitelni jak gołębie ale sprytni jak węże (por. Mt 10,16). Oczywiście sprytni wyłącznie w jednym: w czynieniu dobra! Owocem dojrzałego wychowania jest taka świętość, która nie jest ani naiwnością czy cierpiętnictwem, ani też przejawem perfekcjonizmu czy przekonania o własnej doskonałości. Ewangeliczna świętość to najpiękniejsza normalność, a święty to ktoś, kto szlachetnie żyje w twardej rzeczywistości. Święty jest człowiekiem sumienia, gdyż wie, że prawda zawsze wyzwala. Wie też, że warto kochać zawsze i za każdą cenę i że ma niezawodne oparcie w Bogu, który kocha go nad życie. Wychowanie do świętości to największy skarb, jakim rodzice mogą obdarzyć swoje dzieci.

Czytania na niedziele 17.02.2019 r

Jr 17, 5-8) 
Tak mówi Pan: "Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną. Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, bo zachowa zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców".

(Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6) 
REFREN: Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu

Szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.

On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane.

Co innego grzesznicy:
są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
Albowiem droga sprawiedliwych jest Panu znana,
a droga występnych zaginie.

(1 Kor 15, 12. 16-20) 
Bracia: Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w waszych grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli.

Aklamacja (Łk 6, 23ab) 
Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza nagroda w niebie.

(Łk 6, 17. 20-26) 
Jezus zszedł z Dwunastoma na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu. On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: "Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom".

Otwórz, Panie, nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.

(Rdz 3, 1-8)
Wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: "Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?" Niewiasta odpowiedziała wężowi: "Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli". Wtedy rzekł wąż do niewiasty: "Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło". Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.

(Ps 32 (31), 1b-2. 5. 6-7)
REFREN: Szczęśliwy, komu odpuszczono grzechy.

Szczęśliwy człowiek,
któremu nieprawość została odpuszczona,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.

Grzech wyznałem Tobie
i nie skryłem mej winy.
Rzekłem: "Wyznaję mą nieprawość Panu",
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

Do Ciebie więc modlić się będzie każdy wierny,
gdy znajdzie się w potrzebie.
Choćby nawet wezbrały wody, fale go nie dosięgną.
Ty jesteś moją ucieczką,
wyrwiesz mnie z ucisku
i dasz mi radość mego ocalenia.

Aklamacja (Dz 16, 14b)
Otwórz, Panie, nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.

(Mk 7, 31-37)
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: "Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".

Rozważania do czytań

Oremus

Prawdziwa odnowa ducha;, której możemy doświadczyć w wielkopostnym czasie zmian, otwiera nasze oczy i sprawia, że stajemy się gotowi, by współczuć uciśnionym, głodnym i tułaczom. Oni naprawdę żyją bliżej nas, niż nam się często wydaje. Nie widzimy ich potrzeb i biedy, bo nauczyliśmy się widzieć przede wszystkim siebie i patrzeć na świat przez pryzmat naszych potrzeb i oczekiwań. Nawrócenie jest wyzwoleniem od dyktatury mojego. Dopiero wtedy będziemy mogli nie odwracać się od współziomków

Na nowo odkrywamy piękno LITURGII .P Franciszek

Papież: na nowo odkryć piękno liturgii

O formacyjnej i przemieniającej funkcji liturgii mówił dziś Papież do uczestników sesji plenarnej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Autor/źródło: episkopatnews/Archidiecezja Łódzka/Flickr/licencja: CC BY-SA

Życie chrześcijańskie rozwija się i wzrasta przede wszystkim dzięki liturgii. Trzeba zatem zabiegać, aby Lud Boży na nowo odkrył piękno spotkania z Panem w sprawowaniu Jego tajemnic – powiedział Ojciec Święty.

Franciszek przypomniał, że w tym roku przypada 50. rocznica promulgowania posoborowego Mszału i innych obrzędów liturgicznych. „Dobrze jednak wiemy – zastrzegł Papież – że nie wystarczy zmienić księgi liturgiczne, by poprawić jakość liturgii. Aby nasze życie stało się naprawdę uwielbieniem miłym Bogu, potrzebna jest przemiana serca”.

Franciszek zauważył, że temu ma właśnie służyć formacja liturgiczna, która jest głównym tematem obrad watykańskiej kongregacji. Ojciec Święty przestrzegł w tym kontekście przed jałowymi ideologicznymi polaryzacjami.

W liturgii nie ma miejsca na „zrób to sam”

“Punktem wyjścia musi być uznanie rzeczywistości świętej liturgii, żywego skarbca, którego nie da się zredukować do gustów, zaleceń czy nurtów, lecz trzeba go przyjąć w pokorze i krzewić z miłością, bo stanowi on niezastąpiony pokarm dla wzrostu Ludu Bożego. W liturgii nie ma miejsca na «zrób to sam». Jest ona objawieniem kościelnej komunii. Dlatego w modlitwach i gestach wybrzmiewa «my», a nie «ja», rzeczywista wspólnota, a nie jakiś idealny podmiot. (…) Nasze zadanie polega przede wszystkim na tym, by szerzyć w Ludzie Bożym blask żywej tajemnicy Pana, która przejawia się w liturgii. Mówić o formacji liturgicznej Ludu Bożego oznacza przede wszystkim zdać sobie sprawę z niezastąpionej roli liturgii w Kościele i dla Kościoła. A potem trzeba też konkretnie pomagać Ludowi Bożemu, aby lepiej przyswoił sobie modlitwę Kościoła, kochał ją jako doświadczenie spotkania z Panem i braćmi, i w świetle tego, odkrył na nowo jej treść i zachowywał obrzędy.”

Franciszek zauważył, że w formacji liturgicznej nie chodzi jedynie o samą wiedzę, lecz o odpowiednią inicjację: mistagogię.

REKLAMA

Rozumieć znaczenie i symboliczny język liturgii

“Aby liturgia mogła pełnić swą formacyjną i przemieniającą funkcję potrzeba, aby duszpasterzy i świeckich przygotowano do rozumienia jej sensu i symbolicznego języka, włączając w to sztukę, śpiew i muzykę, które służą sprawowaniu liturgii, a także milczenie. Sam Katechizm Kościoła Katolickiego posługuje się drogą mistagogiczną, by wyjaśnić liturgię, doceniając jej modlitwy i znaki. Mistagogia: oto właściwy sposób na wniknięcie w tajemnicę liturgii, w żywe spotkanie z Panem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym.”

Źródło: www.vaticannews.va

Czas ikon...

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej już po raz drugi prezentuje ikony powstałe podczas Międzynarodowych Plenerów Ikonopisów w Nowicy. Na wystawie można obejrzeć ok. 50 ikon.

…w tym obrazy wyobrażające m.in. Wygnanie z raju, Potop, Ofiarę Abrahama, Przejście przez Morze Czerwone. Obok prac, których tematem są sceny pasyjne znajdują się prace przedstawiające obecność Chrystusa Zmartwychwstałego, a także sceny uzdrowień

Wystawa prezentuje prace, które powstały w trakcie X Międzynarodowych Warsztatów Ikonopisów, we wrześniu 2018 r., w Nowicy. W dwutygodniowym plenerze wzięło udział 40 malarzy z Polski, Ukrainy, Litwy i Serbii. Przygotowując X edycję nowickich warsztatów organizatorzy sięgnęli do słów wypowiedzianych przez Chrystusa w Betanii, u grobu Łazarza, „Kto we Mnie wierzy, choćby
i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 25-26). Te słowa oddają sens dorocznych spotkań w Nowicy artystów, teologów, historyków i krytyków sztuki.

Ogólnie sformułowany temat pleneru był zaproszeniem do zobrazowania zarówno ludzkiego dramatu, jak i perspektywy życia wiecznego. Formuła nowickich spotkań pozwala artystom na autorskie realizacje i swobodę w doborze środków dla realizacji dotykających istoty ewangelicznego przekazu, stąd różnorodność stylistyczna eksponowanych prac.

Wśród prezentowanych obrazów można znaleźć zupełnie nowe rozwiązania przedstawień obecnych w ikonografii „od wieków” i przez to utrwalonych w świadomości. Większość „nowickich” prac odbiega od potocznych wyobrażeń ikony rozumianej, jako mniej lub bardziej sprawnie wykonanej kopii już istniejącego obrazu. Nie wszystkie prace powstałe w trakcie pleneru są ikonami, jednakże wszystkie są świadectwem udziału w spotkaniu, którego treścią była kontemplacja Słowa Bożego. Niewątpliwie przestrzeń „swobody” wypowiedzi poszerza uczestnictwo w plenerze abstrakcjonistów, których prace również prezentujemy na wystawie. Ich udział dopełnia spektrum poszukiwań współczesnego języka dla przekazania doświadczenia wiary.

Uczestnicy X edycji Międzynarodowych Warsztatów Ikonopisów wybrali na tematy swych prac wątki z całej historii zbawienia, od dziejów opisanych w Starym Testamencie aż po karty Nowego Testamentu, do pokonania śmierci na Krzyżu i Wniebowstąpienia.

Przejaw chorej cywilizacji...

"Przejaw chorej cywilizacji"

Kard. Sarah, prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego, odniósł się do serii ataków na kościoły we Francji.  DODANE 12.02.2019 

W dwóch wypadkach w Dijon i w Nîmes sprofanowano Najświętszy Sakrament. W sobotę wieczorem arcybiskup Dijon przewodniczył liturgii wynagradzającej, po tym jak rano w tamtejszym kościele Matki Bożej znaleziono rozsypane na ziemi komunikanty.

W Lavaur we wtorek podłożono ogień pod odrestaurowaną ostatnio katedrę św. Alana. Dzięki szybkiej reakcji kościelnego pożar udało się ugasić. Ogień uszkodził jeden z bocznych ołtarzy i żłóbek. Natomiast kościół św. Mikołaja w Houilles aż trzy razy w ciągu 10 dni stał się celem wandali.

Odnosząc się do kolejnych przypadków antychrześcijańskiej przemocy, kard. Robert Sarah zaznaczył, że akty profanacji i wandalizmu w kościołach zasługują na stanowcze potępienie. Są one smutnym przejawem chorej cywilizacji, która daje się wciągnąć w sieć zła. Biskupi, kapłani i świeccy muszą zachować siłę i odwagę – dodaje prefekt watykańskiej kongregacji

PANI PRZEMÓWIŁA DO MNIE....

Z listu św. Marii Bernadety Soubirous (List do P. Gondrand, rok 1861)


Pani przemówiła do mnie

Pewnego dnia, kiedy wraz z dwiema dziewczynkami udałam się nad rzekę Gave, aby nazbierać chrustu, usłyszałam jakby szelest wiatru. Obróciłam się ku łące, ale zobaczyłam, iż gałązki drzew nie poruszają się wcale. Uniosłam wtedy głowę i spojrzałam w kierunku groty. Zobaczyłam Panią odzianą w białe szaty. Miała na sobie białą suknię, przepasana była niebieską wstęgą, na każdej z Jej stóp spoczywała złocista róża. Taki sam kolor miały ziarenka Jej różańca.

Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, iż mi się przywidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam, i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast.

Zapytałam więc obydwie dziewczynki, czy czegoś nie widziały. Odpowiedziały, że nie. Spytały natomiast, co takiego mam im do opowiedzenia. Wtedy oznajmiłam im, że widziałam Panią w bieli i że nie wiem, kim Ona mogłaby być. Upomniałam je jednak, aby nie mówiły o tym nikomu. One znowu namawiały mnie, żebym nie wracała na to miejsce, ale ja się na to nie zgodziłam. Wróciłam więc na to samo miejsce w niedzielę, czując wewnętrznie, że coś mnie tam woła.

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA NA XXVII ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2019 r. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA  NA XXVII ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2019 r. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8) Drodzy Bracia i Siostry,  „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8). Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa, gdy wysłał apostołów do szerzenia Ewangelii, aby Jego Królestwo było propagowane przez gesty bezinteresownej miłości. Z okazji XXVII Światowego Dnia Chorego, który w sposób uroczysty będzie obchodzony w Kalkucie w Indiach dnia 11 lutego 2019 roku, Kościół – Matka wszystkich swoich dzieci, zwłaszcza słabych – pamięta, że gesty wielkodusznego daru, jak te Miłosiernego Samarytanina, są najbardziej wiarygodną drogą ewangelizacji. Opieka nad chorymi wymaga profesjonalizmu i czułości, bezinteresownych gestów, niezwłocznych i prostych, jak zwyczajny dotyk, poprzez które daje się odczuć drugiemu, że jest „ważny”.  Życie jest darem od Boga, jak napomina święty Paweł: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7). Egzystencja, właśnie dlatego, że jest darem, nie może być uważana za zwykłe posiadanie czy prywatną własność, zwłaszcza w obliczu zdobyczy medycyny i biotechnologii, które mogłyby doprowadzić człowieka do ulegnięcia pokusie manipulowania „drzewem życia” (por. Rdz 3,24). W obliczu kultury odrzucenia i obojętności chciałbym stwierdzić, że dar powinien być uznany za paradygmat zdolny do przeciwstawienia się indywidualizmowi i współczesnemu rozdrobnieniu społecznemu, do poruszenia nowych więzi i różnych form współpracy ludzkiej między narodami i kulturami. Dialog, będący warunkiem daru, otwiera relacyjne przestrzenie ludzkiego wzrostu i rozwoju, zdolne przełamać skonsolidowane schematy sprawowania władzy w społeczeństwie. Darowanie nie utożsamia się z czynnością dawania, ponieważ może być ono tak nazwane tylko, jeśli daje się siebie samego. Nie może to być zredukowane do zwyczajnego przekazania jakiejś własności lub przedmiotu. Różni się ono od dawania właśnie dlatego, że zawiera dar z siebie i zakłada pragnienie utworzenia więzi. Dar jest więc wzajemnym uznaniem, które jest konieczną cechą więzi społecznej. W darze kryje się odbicie miłości Bożej, która osiąga punkt kulminacyjny we wcieleniu Jezusa i w wylaniu Ducha Świętego. Każdy człowiek jest biedny, potrzebujący i ubogi. Kiedy rodzimy się, aby żyć, potrzebujemy opieki naszych rodziców. Stąd w żadnej fazie i na żadnym etapie życia nikt z nas nie jest w stanie całkowicie uwolnić się od potrzeby i pomocy innych, nie jest też nigdy w stanie przezwyciężyć granicy bezsilności przed kimś lub przed czymś. To jest ten stan, który charakteryzuje nasze bycie „stworzeniami”. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas do pozostawania pokornymi i do praktykowania z odwagą solidarności jako cnoty nieodzownej dla istnienia. Ta świadomość przynagla nas do działania odpowiedzialnego i przemyślanego, mając na uwadze dobro, które jest jednocześnie osobiste i wspólne. Tylko kiedy człowiek pojmuje siebie nie jako zamknięty świat, ale jako kogoś ze swej natury związanego ze wszystkimi innymi – jako „bracia” – możliwa jest praktyka solidarności społecznej, oparta na dobru wspólnym. Nie wolno nam się bać uznać siebie za potrzebujących i niezdolnych zapewnić sobie wszystkiego, czego potrzebujemy, gdyż sami o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich ograniczeń. Nie obawiajmy się tej prawdy, ponieważ sam Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla nad nami i naszym ubóstwem, aby nam pomóc i dać te dobra, których sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić. Na okoliczność uroczystej celebracji w Indiach chciałbym z radością i podziwem przypomnieć postać Świętej Matki Teresy z Kalkuty, wzorca miłości, która uwidoczniła miłość Boga wobec ubogich i chorych. Jak stwierdziłem w czasie jej kanonizacji, „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, gotową do służenia wszystkim przez przyjmowanie i obronę ludzkiego życia, tego nienarodzonego oraz tego opuszczonego i odrzuconego. (…) Pochylała się nad osobami wyczerpanymi, pozostawionymi śmierci na poboczach dróg, rozpoznając w nich godność daną im przez Boga; zabierała głos wobec możnych tej ziemi, aby uznali swoje winy wobec zbrodni (…) ubóstwa stworzonego przez nich samych. Miłosierdzie było dla niej ‘solą’, która nadaje smak każdemu jej działaniu i ‘światłem’ rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli już nawet łez, aby płakać nad swoim ubóstwem i cierpieniem. Jej misja na obrzeżach miast i na egzystencjalnych peryferiach pozostaje w naszych czasach wymownym świadectwem Bożej bliskości wobec najbiedniejszych z biednych” (Homilia, 4 września 2016). Święta Matka Teresa pomaga nam zrozumieć, że jedynym kryterium działania musi być bezinteresowna miłość wobec wszystkich, bez względu na język, kulturę, grupę etniczną czy religię. Jej przykład nadal prowadzi nas do poszerzania horyzontów radości i nadziei dla ludzkości potrzebującej zrozumienia i czułości; zwłaszcza dla tych, którzy cierpią. Ludzka wielkoduszność jest zaczynem działania wolontariuszy, którzy mają wielkie znaczenie w sektorze społeczno-medycznym i którzy w wymowny sposób żyją duchowością Miłosiernego Samarytanina. Dziękuję i wspieram wszystkie stowarzyszenia wolontariackie, które zajmują się transportem i ratowaniem pacjentów, które zapewniają dawstwo krwi, tkanek i organów. Szczególnym obszarem, w którym Wasza obecność wyraża optykę Kościoła, jest ochrona praw chorych, zwłaszcza tych cierpiących na choroby wymagające specjalnej opieki, nie zapominając także o wymiarze zwiększania świadomości i profilaktyki. Wasza służba wolontaryjna w strukturach służby zdrowia i domowych ma ogromne znaczenie, począwszy od opieki zdrowotnej po wsparcie duchowe. Korzysta z niej wielu chorych, samotnych, ludzi w podeszłym wieku, słabych psychicznie i fizycznie. Zachęcam Was, abyście nadal byli znakiem obecności Kościoła w zsekularyzowanym świecie. Wolontariusz jest bezinteresownym przyjacielem, któremu można powierzyć myśli i emocje; poprzez słuchanie tworzy on warunki, w których chory, nie jest już biernym obiektem opieki, ale staje się aktywnym podmiotem i bohaterem wzajemnej relacji, zdolnym do odzyskania nadziei i lepiej przygotowanym do zaakceptowania leczenia. Wolontariat komunikuje wartości, zachowania i style życia, które w centrum mają pasję obdarowywania. W ten sposób realizuje się humanizacja opieki. Postawa bezinteresowności powinna pobudzać przede wszystkim katolickie placówki opieki zdrowotnej, ponieważ to właśnie logika Ewangelii określa ich działanie, zarówno na obszarach najbardziej zaawansowanych, jak i w miejscach najtrudniejszych. Katolickie placówki są powołane, aby wyrażać istotę daru, darmowości i solidarności, w odpowiedzi na logikę zysku za wszelką cenę, logikę dawania, aby otrzymywać, logikę wyzysku nie zwracającego uwagi na ludzi. Wzywam Was wszystkich, na różnych poziomach, do promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia. Katolickie instytucje opieki medycznej nie powinny wpadać w myślenie biznesowe, ale dbać o opiekę nad człowiekiem, bardziej niż o zysk. Wiemy, że zdrowie jest relacyjne, zależy od interakcji z innymi i potrzebuje zaufania, przyjaźni i solidarności. To jest dobro, którym można się cieszyć „w pełni” wyłącznie, gdy się nim dzieli. Wskaźnikiem zdrowia chrześcijanina jest radość z bezinteresownego daru. Was wszystkich zawierzam Maryi, Uzdrowieniu chorych. Niech nam pomaga dzielić się darami otrzymanymi w duchu dialogu i wzajemnego przyjęcia, abyśmy żyli jak bracia i siostry, uważni na potrzeby jedni drugich, abyśmy wiedzieli, jak dawać z sercem hojnym i uczyli się radości z bezinteresownej służby. Z miłością zapewniam wszystkich o mojej bliskości w modlitwie i z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa. p.FRANCISZEK Watykan, 25 listopada 2018 w Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata