Sw Bernard z dn 20 08.2019 r

Kazanie św. Bernarda, opata

(Kazanie 83, 4-6: Opera omnia, Edit. Cisterc. 2 [1958] 300-302)


Miłuję dlatego, bo miłuję, miłuję po to, by miłować

Miłość sama przez się wystarcza; w sobie samej i ze względu na siebie znajduje upodobanie. Ona stanowi zasługę, ona też jest nagrodą dla siebie. Poza sobą nie szuka dla siebie uzasadnienia ani korzyści. Jej korzyścią jest miłowanie. Miłuję dlatego, bo miłuję, miłuję po to, by miłować.

Jakże wielką rzeczą jest miłość, jeśli tylko zwraca się ku swej przyczynie, jeśli kieruje się ku swym początkom, jeśli wracając do swego źródła, czerpie zeń nieustannie, aby na nowo wypłynąć. Spośród wszystkich poruszeń duszy, spośród wszystkich uczuć i przeżyć, jedynie miłość pozwala stworzeniu odpowiedzieć swemu Stwórcy wzajemnością, wprawdzie nie równą, ale podobną. Albowiem gdy Bóg miłuje, niczego innego nie pragnie, jak tego, by być miłowanym. Miłuje nie dla czego innego, jak tylko po to, by Go miłowano, wiedząc, że ci, którzy miłują, mocą tej miłości dostępują szczęścia.

Miłość Oblubieńca albo raczej Miłość, która jest Oblubieńcem, niczego innego nie pragnie, jak tylko wzajemnej miłości i wierności. Niech zatem wolno będzie Umiłowanej odwzajemnić się miłością. Jakże bowiem nie miałaby miłować Oblubienica, i to Oblubienica Miłości? Czemu nie miałaby być miłowana Miłość?

Słusznie przeto zrzekając się wszystkich innych uczuć, cała poświęca się wyłącznie miłości, starając się odpowiedzieć na miłość wzajemną miłością. A choćby nawet cała zamieniła się w miłość, cóż to jest wobec owego niewyczerpanego źródła Miłości. Bynajmniej nie tą samą gorącością miłują: miłujący i Miłość, dusza i Słowo, oblubienica i Oblubieniec, Stwórca i stworzenie. Różnica w tym wypadku nie jest mniejsza niż pomiędzy człowiekiem, który pragnie, a źródłem wody.

Cóż zatem? Czy ustanie i zniknie zupełnie pragnienie tej, która oczekuje zaślubin; czy ustanie tęsknota wzdychającej, żar miłującej, wierność ufającej, dlatego że nie potrafi dotrzymać w biegu olbrzymowi, że nie umie współzawodniczyć w słodyczy z miodem, w łagodności z barankiem, w białości z lilią, w jasności ze słońcem, w miłości z Tym, który jest Miłością? Choć bowiem stworzenie miłuje mniej z powodu swej ograniczoności, to jednak jeśli miłuje ze wszystkich sił, wówczas niczego nie brakuje takiej miłości. Wszak obejmuje wszystko. Dlatego miłować w ten sposób znaczy tyle, co święcić gody, ponieważ nie można tak bardzo miłować i być mniej miłowaną. Doskonały bowiem i pełny związek polega na wzajemności oblubieńca i oblubienicy. Chyba że ktoś nie dowierza, iż dusza jest miłowana przez Słowo i pierwej, i bardziej.
 

RESPONSORIUM

Ps 31, 20; 36, 9

W. Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie, *Którą zachowałeś dla bogobojnych.

K. Sycą się obfitością Twojego domu, poisz ich potokiem Twojej rozkoszy. W. Którą zachowałeś dla bogobojnych.
 

Módlmy się. Boże, Ty sprawiłeś, że święty Bernard, opat, przejęty gorliwością o Twoją chwałę, płonął jak ogień i oświecał Twój Kościół, † spraw za jego wstawiennictwem, * abyśmy napełnieni tym samym duchem, postępowali jak dzieci światłości. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Sw jan Eudes

św. Jan Eudes

Power do pracy

"Bóg jest dobry. To ewangeliczna prawda, której przypominanie i rozgłaszanie powinno być życiem każdego pasterza dusz."

GN 33/2009

DODANE 13.08.2009 10:02

Dziś najbardziej znany jest jako inicjator kultu Najświętszego Serca Jezusa i Jego Matki. Myliłby się jednak ktoś, kto upatrywałby w nim zaszytego w księgach teologa czy propagującego swoje wizje mistyka. Święty Jan Eudes był człowiekiem czynu.

Zdolny, wykształcony. Wstąpił do głośnego w owym czasie we Francji oratorium Jezusa. W 1625 roku przyjął święcenia kapłańskie. Mógł myśleć o karierze. Zaczął najzwyczajniej. Od niesienia pomocy zadżumionym. Taki był nakaz chwili i przyszły święty się przed nim nie uchylił. Obcowanie ze śmiercią zazwyczaj pomaga dobrze ukształtować hierarchę wartości. Może dlatego w dalszym swoim życiu Jan Eudes skupił się na sprawie najistotniejszej: przybliżaniu ludziom Boga. Bardzo było tego potrzeba ludziom żyjącym wśród ciągłych wojen, zamieszek, pożarów i innych nieszczęść Francji XVII wieku.

Zasłynął jako wędrowny kaznodzieja. W tej służbie przepracował 44 lata, przemierzając Normandię, Bretanię i część Burgundii. Podobno przeprowadził w tym czasie ponad 100 kilkutygodniowych misji. A uczył rzeczy prostych: prawd wiary i zasad moralności. Starszych i młodszych, wieśniaków i mieszczan. Był kierownikiem duchowym wielu kapłanów i sióstr zakonnych. Założył własne zgromadzenie misyjne (eudystów) dla nauczania i katechizowania mocno pod tym względem zaniedbanego ludu. Potrzeba do tego wykształconych kaznodziei? Założył seminaria tam, gdzie mimo nakazów Soboru Trydenckiego jeszcze ich nie było: w Coutans, Lisieux, Rouen, Evreux, i Rennes. Potrzeba, by ktoś pomógł kobietom, których nędza pchnęła w prostytucję? Założył Siostry Matki Bożej od Miłości. Dla dobrego pasterza nie może być przeszkód nie do pokonania.

Nasze czasy między innymi jemu zawdzięczają kult Serc Jezusa i Maryi, tak bliski kultowi Bożego Miłosierdzia. Bo Bóg jest dobry. To ewangeliczna prawda, której przypominanie i rozgłaszanie powinno być życiem każdego pasterza dusz. Dla zniechęconych św. Jan Eudes jest dziś znakiem, że cierpliwą i konsekwentną pracą można wiele osiągnąć. Nawet rzeczy z pozoru niemożliwe. Dla tych, którzy ponad rzetelną pracę cenią zaszczyty, święty jest przypomnieniem, że prawdziwą wielkość rodzi pokorna służba. Choć czasem walec historii zniszczy dzieła, trwa pamięć o nietuzinkowym człowieku. Bez niej pozostają tylko literki w przez nikogo nie czytanych archiwach

" Posiadał tajemniczą wiedze która pomogła mu pokonać diabelskie pokusy i knowania. Wiedział dokładnie gdzie kryje się tajemnicza mądrość aby z niej nieustannie korzystać. " Czytania Mszalne na odpust 18.08.br. "prawdziwy pokój ...szczę

CZYTANIA

(Jr 38, 4-6. 8-10) 
W czasie oblężenia Jerozolimy przywódcy, którzy trzymali Jeremiasza w więzieniu, powiedzieli do króla: "Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa. Człowiek ten nie szuka przecież pomyślności dla tego ludu, lecz nieszczęścia". Król Sedecjasz odrzekł: "Oto jest w waszych rękach!" Nie mógł bowiem król nic uczynić przeciw nim. Wzięli więc Jeremiasza i wtrącili go, spuszczając na linach, do cysterny Malkiasza, syna królewskiego, która się znajdowała na dziedzińcu wartowni. W cysternie zaś nie było wody, lecz błoto; zanurzył się więc Jeremiasz w błocie. Ebedmelek wyszedł z domu królewskiego i rzekł do króla: "Panie mój, królu! Źle zrobili ci ludzie, tak postępując z prorokiem Jeremiaszem i wrzucając go do cysterny. Przecież umrze z głodu w tym miejscu, zwłaszcza że nie ma już chleba w mieście". Rozkazał król Kuszycie Ebedmelekowi: "Weź sobie stąd trzech ludzi i wyciągnij proroka Jeremiasza z cysterny, zanim umrze".

(Ps 40 (39), 2-3. 4. 18) 
REFREN: Panie, mój Boże, pośpiesz mi z pomocą

Z nadzieją czekałem na Pana,
a On pochylił się nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Wydobył mnie z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska,
stopy moje postawił na skale
i umocnił moje kroki.

Włożył mi w usta pieśń nową,
śpiew dla naszego Boga.
Wielu to ujrzy i przejmie ich trwoga,
i zaufają Panu.

Ja zaś jestem ubogi i nędzny,
ale Pan troszczy się o mnie.
Ty jesteś moim wspomożycielem i wybawcą,
Boże mój, nie zwlekaj!

(Hbr 12, 1-4) 
Bracia: Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi.

Aklamacja (J 10, 27) 
Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

(Łk 12, 49-53) 
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej".

ROZWAŻANIA DO CZYTAŃ

OREMUS

Święty Paweł zmagania na drodze ku chrześcijańskiej doskonałości nazywa zawodami. A zatem nie będzie lekko! Jezus potwierdza to z całą mocą. Mówi: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on zapłonął. Cóż to oznacza? Stary porządek, zbudowany na naszych złych przyzwyczajeniach, będzie musiał zostać zburzony. Czeka nas wewnętrzna walka i przeorganizowanie dotychczasowej hierarchii wartości, abyśmy osiągnęli obiecane dziedzictwo, które przewyższa wszelkie pragnienia.

Michał Piotr Gniadek

Litania do Św Rocha

Litania do świętego Rocha
Kyrie elejson, Chryste elejson.
Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
Ojcze z nieba Boże zmiłuj się nad nami!
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami! 
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami! 
Święta Trójco jedyny Boże zmiłuj się nad nami 
Święta Maryjo, - módl się za nami! 
Święta Boża Rodzicielko,
Święta Panno nad pannami,
Święty Rochu, Chrystusa wyznawco, 
Święty Rochu, drogi klejnocie całego świata,
Święty Rochu, patronie chorych i konających,
Święty Rochu, godny Synu i ozdobo królestwa francuskiego,
Święty Rochu, ojcze ubogich najłaskawszy,
Święty Rochu, wzgardzicielu świata najmężniejszy,
Święty Rochu, pielgrzymie ziemski najcierpliwszy,
Święty Rochu, obywatelu niebieski najchwalebniejszy,
Święty Rochu, najosobliwszy patronie od zarazy,
Święty Rochu, cudotwórco wielki Chrystusowy,
Święty Rochu, obrońco wiary świętej najpotężniejszy,
Święty Rochu, przedziwny Chrystusowego ubóstwa naśladowco
Święty Rochu, najtroskliwszy wdów i sierot opiekunie,
Święty Rochu, żarliwy dusz miłośniku, 
Święty Rochu, lekarzu chorób ludzkich najskuteczniejszy
Święty Rochu, wizerunku prawdziwej pobożności,
Święty Rochu, wodzu w drodze cnót najdoskonalszy,
Święty Rochu, przykładzie cudowny Ducha apostolskiego,
Święty Rochu krzyża Pańskiego miłośniku najcierpliwszy,
Święty Rochu, życiem Aniele najniewinniejszy,
Święty Rochu, wielki i skuteczny Patriarcho ludu Bożego, 
Święty Rochu, darem i Duchem Boskim Przedziwny Proroku,
Święty Rochu, najgorliwszy nieumiejętnych doktorze,
Święty Rochu, prawdziwy życia Chrystusowego wyznawco,
Święty Rochu, najmocniejszy Panieńskiej czystości obrońco,
Święty Rochu, w którym wszystkich Świętych zasługi z Boskiej dobroci szanujemy i czcimy,
Święty Rochu, całego świata Patronie od zarazy morowego powietrza,
Święty Rochu, w szpitalach służący,

Boże, w Trójcy Świętej jedyny, przez zasługi świętego Rocha, gorliwego miłośnika Twego prosimy Ciebie:
Wysłuchaj nas Panie
Abyś nas od powietrza, głodu, ognia i wojny wybawić raczył,
Abyś nas od skazy grzechowej zachować raczył,
Abyś nas, za przykładem świętego Rocha, w służbie Twojej świętej utwierdzić raczył,
Abyś nam, synom i córkom jego, pokój, zgodę i miłość prawdziwą dać raczył,
Synu Boży, Ciebie prosimy...

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!

Módlmy się.
Boże, który świętemu Rochowi obiecałeś przez swego Anioła, że każdy, pobożnie go wzywający, będzie wolny od wszelkiej zarazy, spraw, abyśmy obchodząc jego pamiątkę, mocą jego zasług, zostali zachowani od śmiertelnej choroby ciała i duszy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen

Figura św. Rocha z kościoła parafialnego w Długosiodle

W wykazach hagiograficznych widnieje tylko jeden święty o tym imieniu. Wywodzi się ono ze słowa francuskiego roche – skała, oznacza człowieka odpornego, twardego jak skała.

Wobec braku dokładnych danych jest niemożliwą rzeczą ustalić chronologię odnośnie dat urodzenia i życia Świętego. W dawnych czasach nie przywiązywano do tego wielkiej uwagi. Podkreślano raczej fakty, które mogły służyć ku zbudowaniu. Jest pewnym, że św. Roch zmarł przed 1420 r., gdyż wtedy pojawia się pierwszy żywot i pierwsze ślady jego kultu. Wiek XIV wydaje się pewny. Znana jest natomiast miejscowość urodzenia św. Rocha. Jest nią Montepelier, miasto portowe w południowej Francji, w pobliżu Marsylii. Dzisiaj liczy ono 140 000 mieszkańców. W 1289 roku został założony tu uniwersytet, drugi co do sławy po uniwersytecie paryskim we Francji.

Rodzice św. Rocha mieli należeć do zamożniejszych w mieście. Kiedy już długi czas nie mieli dziecka, uprosili sobie syna modlitwą i jałmużnami.

Roch w młodym wieku stracił rodziców. Wówczas poszedł za radą Ewangelii, która mówi:

Jeśli chcesz być doskonały, sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie (Mt 19,21).

Potem pieszo, z kijem w podróżnym ręku, udał się z pielgrzymką do Rzymu. Nie doszedł jednak do Wiecznego Miasta, gdyż w miasteczku Acqapendente zastał epidemię dżumy. Zatrzymał się tam, by zarażonym spieszyć z pomocą, nie bacząc, że sam naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo. W nagrodę za to heroiczne poświęcenie się dla bliźnich, Pan Bóg miał go obdarzyć łaską uzdrawiania. Zjednało mu to sławę świętego. Uciekając przed otaczającym go tłumem wielbicieli, opuścił miasto i udał się do Rzymu, gdzie spędził około 3 lat, nawiedzając kościoły, opiekując się chorymi i ubogimi miasta.

Chciał teraz powrócić do Francji. W drodze zatrzymał się w Loreto. W Piacenza zastał znowu epidemie dżumy. Usługując chorym, sam zaraził się. Na szczęście znalazł się pewien człowiek, który zajął się św. Rochem. Kiedy Święty wyzdrowiał, udał się dalej na północ. Gdy jednak znalazł się już nad Lago Maggiore (Jeziorem Wielkim) w miasteczku Angera, pochwycili go żołnierze pograniczni i biorąc go za szpiega, uwięzili św. Rocha. Podczas przesłuchiwania, torturowano go. Wycieńczony, Święty nie przetrzymał mąk i w zimnym, ciemnym lochu zakończył życie.

A jednak Pan Bóg o swoim słudze nie zapomniał. Mieszkańcy miasta ujęli się za pielgrzymem, którego sława świętości zdołała już do nich dotrzeć. Zebrali ze sobą relikwie Świętego i pochowali je w parafialnym kościele. Potem przeniesiono jego relikwie do Voghera, a wreszcie do Wenecji (w roku 1485), gdzie do dnia dzisiejszego można je oglądać w kościele wystawionym ku jego czci.

Kult św. Rocha rozszedł się szybko po Europie. Częste epidemie, które dziesiątkowały ludność i wyludniały osady ludzkie, sprzyjały rozwojowi czci św. Rocha jako patrona od zarazy. Powstały w wieku XV bractwa św. Rocha: W Wenecji (1477) w Rzymie (1499) i w wielu innych miejscach. Papież Aleksander VI (1477) wybudował ku czci św. Rocha w Rzymie kościół, a papież Pius IV ufundował szpital, który powierzył Bractwu św. Rocha (1560). Od wieku XV św. Roch należy do 14 Orędowników. Niemało do rozpowszechnienia kultu św. Rocha przyczynili się franciszkanie, którzy uważają go za swojego tercjarza. Obecnie Święty ma swoje sanktuaria: w Arles i we Wenecji, w St.Roch Berg, Huy i w Anversa. W roku 1854 papież Pius IX ogłosił św. Rocha patronem Montpelellier. Jego imię nakazał umieścić w Martyrologium Rzymskim papież Grzegorz XIII (+1585), a potwierdził tę decyzję surowy papież Urban VIII (+1644). Ku czci św. Rocha powstała nawet rodzina zakonna (rochici). Ku czci Świętego wystawiono na świecie około 3 000 kościołów i kaplic. W samych Włoszech można napotkać aż 64 miejscowości o nazwie S. Rocco – św. Roch.

Legenda głosi, że przy śmierci św. Rocha miano znaleźć w więzieniu kartkę z napisem:

Ci, którzy zostaną dotknięci zarazą a będą wzywać na pomoc św. Rocha, jako swojego pośrednika i patrona, będą uleczeni.

Wspominamy o tym, gdyż ikonografia bardzo często przedstawia Świętego jako żebraka w łachmanach z laską podróżną w ręku, z psem liżącym mu rany lub biegnącym obok i kartką z tymże napisem.

W Polsce imię św. Rocha jest rzadko spotykane. Cześć jego jednak była kiedyś powszechna. Modlono się do niego, jako do patrona, który strzeże ludzi i bydło od zarazy. W Polsce wystawiono 63 kościoły ku czci św. Rocha, nadto wiele kaplic, kapliczek i ołtarzy. Obrazów zaś, feretronów, sztandarów z jego wizerunkiem liczy się wiele setek. Święty miał w Polsce także sanktuaria. I tak w Słocinie koło Rzeszowa bardzo była czczona figura św. Rocha w srebrno-złoconej sukni. Kult św. Rocha jest znany także w Dobrzeniu Wielkim, Konopnicy, Osieku Pomorskim, Gronowie Pomorskim, Miłkowicach, Jonkowie, Klewkach i w Białymstoku. Jeszcze dzisiaj odpusty ku czci św. Rocha są tam bardzo uroczyście obchodzone. Topografia polska zna 16 miejscowości wywodzących swoją nazwę od imienia św. Rocha.

Z dniem św. Rocha są związane przysłowia ludowe: „Na św. Roch w stodole groch”. „Od św. Rocha na polu socho”. Oskar Kolberg przypomina w wielu okolicach za jego czasów panujący zwyczaj (w. XIX): gromadzono bydło przed kościołem, by je kapłan pobłogosławił, dla uproszenia sobie za wstawiennictwem św. Rocha zdrowia dla bydła. „Gdzieniegdzie przepędza się bydło przez ogień, by nie chorowało. Ogień zapala się pocieraniem drewna o drewno (Dzieła wszystkie, t. 24, s.187 i t.27, s.138.

(Na podst.: Ks. W. Zaleski sdb, Święci na każdy dzień

więcej

ŚW MAKSYMILIAN MARIA KOLBE

Maksymilian Maria Kolbe to polski święty i męczennik. Urodził się 8 stycznia 1894 w Zduńskiej Woli, a zginął 14 sierpnia 1941 w Oświęcimiu.

Krótki życiorys św. Maksymiliana Kolbe

Maksymilian Maria Kolbe, a właściwie Rajmund Kolbe, przyszedł na świat w Zduńskiej Woli koło Łodzi, 8 stycznia 1894 r. Jego rodzicami byli Juliusz Kolbe i Marianna Dąbrowska. Był jednym z trojga rodzeństwa. Przełom jego życia miał miejsce w kościele parafialnym w Pabianicach w 1906 roku – oto w wieku lat 12 miał widzenie, bowiem ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna. Postanowił wstąpić do zakonu. Wstąpił do małego seminarium franciszkanów konwentualnych. Ślubował poświęcić się św. Marii. Był to czas walk narodowowyzwoleńczych i Kolbe jednak postanowił wybrać walkę zbrojną, rezygnując tym samym z kapłaństwa. Wkrótce znów odwiedziła Kolbego Najświętsza Panienka i odwiodła od tej myśli. Tak oto wreszcie w roku 1910 wstąpił Kolbe do nowicjatu. Uroczystą profesję Kolbe złożył 11 listopada 1914 roku. Przyjął imię Maria. Święcenia kapłańskie miały miejsce 28 kwietnia 1918 roku. W roku 1922 pojawił się pierwszy numer pisma które redagował, mianowicie „Rycerz Niepokalanej”. Rok 1927 oznaczał dla Kolbego powstanie jego Niepokalanowa, czyli klasztoru który poprowadził. Dekade później powstało natomiast jego radio – rozgłośnia słowa bożego. W roku 1939 Niemcy umieścili go w obozie w Amtlitz, by następnie przerzucić ich do Ostaszewa. Wolność odzyskał na przeszło rok czasu – 17 lutego 1941 roku został aresztowany ponownie, przez gestapo. Wylądował na Pawiaku. Następnie w Oświęcimiu. Tam też wkrótce zginął osadzony w karcerze, jaki sam sobie wybrał odbywając karę na ochotnika – karę, która dotyczyła innego więźnia, a jaką on wziął na siebie. Kanonizacja Kolbego miała miejsce w 1982 roku. Kanonizacji dokonał Jan Paweł II.

Biografia rozszerzona św. Maksymiliana Kolbe

Maksymilian Maria Kolbe, a właściwie Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894r. w Zduńskiej Woli koło Łodzi. Był dzieckiem Juliusza Kolbe i Marianny Dąbrowskiej. Ochrzczony został w dniu narodzin w parafii pod wezwaniem Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Miał dwoje rodzeństwa. Starszego brata Franciszka i młodszego Józefa. Był wychowywany w duchu miłości do Matki Boskiej oraz szacunku do ojczyzny.

W wieku lat 12 miał widzenie – ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, w kościele parafialnym w Pabianicach w 1906 roku. Widzenie to było tak realne, że określiło młodego Maksymiliana. Według jego relacji, Matka Boska trzymała w rękach dwie korony: czerwoną, na znak męczeństwa i białą, czyli oznakę czystości. Był to moment przełomowy, za sprawą którego ze swoim starszym bratem postanowili wstąpić do zakonu. To jednak nie było łatwe, ponieważ musieli się przedrzeć przez granice z zaboru rosyjskiego do austriackiego do Lwowa. Ale tak też uczynili, wstępując do małego seminarium franciszkanów konwentualnych. Trzy lata później w ich ślady poszedł jego młodszy brat.

Lwów był dla Maksymiliana symboliczny, bowiem utrzymywał mu w pamięci fakt, gdy król Polski Jan Kazimierz ogłosił św. Marię Królową Polski i złożył w 1656 roku odpowiednie ślubowanie. Idąc w ślady króla, postanowił przed tym samym obrazem poświęcić się św. Marii. Obiecał jej w duchu, że podejmie dla niej walkę. Rozróżniał jednak możliwości, jakie dawała każda z rodzajów walk o ojczyznę, aby w końcu dojść do wniosku, że walka zbrojna koliduje z walką duchową. W związku z tym, pośród wielu dylematów, postanowił wybrać walkę zbrojną i rezygnować z kapłaństwa. Tymczasem był to czas, w którym w Austrii zawiązywały się organizacje wojskowe. Jednak znów wydarzyło się coś, co zmieniło decyzję, bowiem kiedy z bratem byli już zdecydowani, ponownie odwiedziła Kolbego Najświętsza Panienka i odwiodła od tej myśli. Tak oto wstąpił do nowicjatu w roku 1910. Rok później złożył śluby czasowe, a to w związku z ukończeniem klasy ósmej małego seminarium gimnazjalnego.

Był zdolny, więc pokierowano go zgodnie z jego talentami. Wyruszył na studia do Rzymu, gdzie zamieszkał. Dowiódł tam jeszcze raz swych talentów, kończąc doktoratem studia filozoficzne i teologiczne. Uroczystą profesję Kolbe złożył 11 listopada 1914 roku, na której przyjął sobie imię Maria. Święcenia kapłańskie natomiast przyjął 28 kwietnia 1918 roku, czyli w czasie gdy Polska powracała do swojej geopolitycznej obecności. W roku 1919 zdecydował się wrócić do kraju – do Polski wolnej, w duchu przysięgając sobie by dołożyć wszelkich starań do powierzenia ojczyzny Niepokalanej. W trudzie nie ustawał i po przybyciu rozpoczął pracę werbunkową. W te sposób w roku 1922 pojawił się pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej”. Drukarnia odnalazła swe miejsce w Grodnie, ciesząc go również pod względem ilości ochotników, ponieważ pismo wychodząc w nakładzie 70 000 egzemplarzy tworzyło akcję werbunkową na szeroką skalę, tak szeroką, że w 1927 roku ilość członków wzrosła do 126 000.

Rok 1927 przyniósł założenie przez Kolbego sprawy dlań zasadniczej i wiążącej jego największe nadzieje, oto powstał wówczas jego Niepokalanów. W dniu wybuchu II wojny, czyli w 1939 roku, klasztor w Niepokalanowie obsadzało aż 13 regularnych ojców, 18 kleryków nowicjuszów, 527 braci profesorów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Nakład „Rycerza Niepokalanej” osiągał wówczas zawrotną ilość 750 000 egzemplarzy. Nie był to jednak jedyny sukces Kolbego na tym polu. Aby dotrzeć jeszcze szerzej z głosem bożym, w roku 1938 powstała specjalna jego radiostacja, której głosu nie dawał rady ośmieszyć żaden dziennikarz, mimo że w pewnych kręgach starano się skutecznie atakować głoszone słowo.

Niestety nadszedł wrzesień roku 1939, a już 19 września Niemcy przystąpili do skutecznej likwidacji jego Niepokalanowa. Niemcy przeprowadzili szybkie aresztowanie Kolbego i jego braci, umieszczając wszystkich w obozie w Amtlitz, by następnie przerzucić ich do Ostaszewa.
Gdy zwolniono Kolbego z obozu 8 grudnia, ten natychmiast powrócił do Niepokalanowa. Natychmiast przystąpił do niezbędnej pracy, a jej owocami było przygotowywanie 3000 miejsc dla osób wysiedlonych z Pomorskiego. Najświętszy Sakrament uczynił centrum koncentracji – zaprowadził tam bowiem jego nieustanną adorację, ale i nie tylko to było sukcesem w tym trudnym czasie. Kolbe dołożył starań również w dziedzinie dnia powszedniego, a to otwierając warsztaty naprawy rowerów, czy zegarków, dział sanitarny oraz wystawił kuźnie i blacharnie. Tego było już dla Niemców za wiele, więc 17 lutego 1941 roku został aresztowany przez gestapo, które zabrało go na Pawiak do Warszawy, a następnie przewieziono go do Oświęcimia. Tam też wkrótce zginął na skutek poświęcenia, jakie powziął na rzecz jednego z więźniów, za którego zdecydował się odbyć karę karceru. Miał wówczas 47 lat. Został kanonizowany w 1982 roku przez Jana Pawła II.

Biografia Maksymiliana Kolbego sama domaga się lektury, więc warto zapoznać się z pozycją „Święty Maksymilian Maria Kolbe” autorstwa Anny Paterek, oraz „Maksymilian Kolbe Kapłan, dziennikarz, męczennik” Philippe Maxence.

Ciekawostki o św. Maksymilianie Kolbe

Był założycielem pierwszego w Polsce radia katolickiego.

Jego przeciwnicy widzieli w nim również antysemitę.

Kościół uznał go w roku 1971 pierwszym polskim męczennikiem czasów hitleryzmu.

Podczas jednego z widzeń przystał na propozycję św. Marii, by złożyć z siebie ofiarę za wiarę.

Studiował filozofię w Rzymie na Uniwersytecie Gregorianum, uzyskując tytuł doktora tej dziedziny. Również w Rzymie odprawił on swoją pierwszą mszę świętą.

Wydawał miesięcznik katolicki “Rycerz Niepokalanej”, który to spotykał się w międzywojniu z ostrą krytyką polityczną.

Po dwóch tygodniach głodowania w karcerze oświęcimskim, Maksymilian Maria Kolbe zmarł. Został dobity zastrzykiem z fenolu.

Cytaty św. Maksymiliana Kolbe

“Co chwila bądź lepszy. Teraz czas drogi.”

Czerwona masoneria .......

Maksymylian Maria Kolbe

26 marca 2019 o 01:52

Niech Bedzie Pochwalony jezus Chrystus tak przypadkiem weszlem na ta strone co morzna wpisac swuj komentarz jak wejdziecie panstwo na google i wpiszecie nazwe Maksymylian Maria Kolbe to z prawej jest po niemiecku apo lewo po polsku to musze powiedziec ze jedni i drudzy sam blad pisza bo pisza klamstwo
same Niemiec wiadomo zyl i bedzie zyl klamstwem a blad jest taki 14 Sierpnia KZ- Oswiemcim zmarl nie to nie prawda Maksymylian nie zmarl tylko zostal zamordowany w wiezieniu przez Gestapo a bylo tak za jednego uciekiniera chcieli sie zemscic Gestapowcy i wzieli sie na sposub zeby 10 osub wybrac co pujda na smierc glodowa a kolbe zamienil sie za jednego wieznia ojciec rodziny co nazywal sie Gajowniczek a gdy Maksymylian Maria Kolbe byl w celi wraz z dziewiecioma wiezniami to wszyscy sie modlili do Maryji a gdy jeden po drugim odchodzil do Domu Ojca to ostatni zostal Maksymylian Kolbe on wytrwale jeszcze zyl i modlil sie do Mari to Gestapowiec Maksymyliana dal Smiertelny Zaszczyk zeby zakonczyl zycie.....

Współpraca reklamowa

Regulamin

Polityka prywatności

Kontakt

Chwalmy Pana !

 

Psalmy są szkołą i fundamentem modlitwy wspólnejJAKUB 

Chwal, Jerozolimo, Pana!

Od wieków Izraelici śpiewali tę pieśń uwielbienia Boga, który na swoją siedzibę wybrał Jerozolimę, a ich na swój naród. Błogosławieństwo Boga mieszkającego wśród ludu było gwarancją pomyślności.

KS. TOMASZ HORAK

Zawory bram chroniły przed wrogiem, pokój więc panował. Wyborna pszenica zaspokajała głód. A Boże rozkazy sięgały krańców ziemi. Taka była wiara i doświadczenie pokoleń. Niejedyne doświadczenie. Przychodziły lata głodu. Okrutne wojny kraj pustoszyły. Naród w niewolę zapędzony został. Nawet tron Boga, czyli Jerozolimska świątynia, w gruzach legł. Śpiewali wtedy pieśni żałoby i płaczu.

A przecież tej pieśni ze swego repertuaru nie wykreślili. Czekali. Czekali, że radość wróci. Wróciła. Choć nie spodziewali się, że proroctwo w pieśni zawarte spełni się inaczej, niż mogli się spodziewać. „Słowo Wcielone wśród nas zamieszkało” – ten refren nie z psalmu jest wzięty. To okrzyk wiary i radości tych, którzy uwierzyli, że do jerozolimskiej świątyni przyszedł sam Bóg. Matka przyniosła Dziecko. Słowo Boga ciałem się stało. Świątynia jakby przestała być potrzebna. Sam Bóg jest pośród swego ludu. Jesteśmy Jego dziećmi, Jego świątynią. My – czyli kto? Każdy, kto wyznaje, że Jezus jest Panem

To Polacy uratowali Europę

Z Robertem Kostrą, dyrektorem Muzeum Historii Polski, rozmawia Piotr Kościński

W jaki sposób bitwa warszawska 1920 r., nazywana „Cudem nad Wisłą”, powstrzymała bolszewików przed zajęciem Polski i opanowaniem Europy?

W tamtym okresie Niemcy znajdowały się w stanie kompletnego rozkładu. Panowały w nich tendencje komunistyczne, a Komunistyczna Partia Niemiec była bardzo silna. Gdyby Rosja sowiecka przebiła przez Polskę „korytarz” do Niemiec, to najprawdopodobniej wybuchłaby tam rewolucja. Zresztą w wielu krajach europejskich lewica rosła w siłę. W wyniku rozpadu monarchii austro-węgierskiej do rewolucji doszło na Węgrzech, gdzie w 1919 r. funkcjonowała Węgierska Republika Rad, czyli faktycznie dyktatura jej przywódcy, Béli Kuna. Upadek Polski tylko wzmocniłby te tendencje.

Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski z Julianem Marchlewskim, Feliksem Dzierżyńskim i Feliksem Konem dotarł aż do Wyszkowa. Gdyby Sowieci wygrali, to…?

Bolszewikom zależało na utrzymaniu Polski bolszewickiej, na pewno w granicach znacznie skromniejszych niż II Rzeczpospolita, prawdopodobnie w kształcie niewiele większym od dawnego Królestwa Polskiego. Tak czy owak, znaleźlibyśmy się w Rosji sowieckiej, a później doświadczylibyśmy tego wszystkiego, co dotknęło wszystkich obywateli ZSRR, zgodnie z logiką państwa totalitarnego. W Związku Sowieckim likwidowano wszystkie grupy społeczne, które mogły okazać się niezależne. Najpierw uległo zniszczeniu ziemiaństwo i burżuazja, potem rzemieślnicy i bogaci chłopi, czyli tzw. kułacy. W latach 30. represje dotknęły członków partii bolszewickiej. Był to mechanizm uruchomiony przez Lenina i Dzierżyńskiego i rozmontowany dopiero po śmierci Stalina, wcześniej spowolniony na okres wojny, w latach 1941-1945.

Spory polityczne wokół tego, kto faktycznie był autorem zwycięstwa, nie są już istotne. Ale czy historycy są w tej kwestii zgodni?

Oczywiście, są tacy, którzy z powodu nadmiernych emocji dowodzą, iż wojnę polsko-bolszewicką wygrał sam Józef Piłsudski, i odmawiają udziału w tym zwycięstwie innym, np. gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu, ówczesnemu szefowi polskiego Sztabu Generalnego. Są również tacy, którzy usiłują dowodzić, że zwycięzcą wcale nie był Piłsudski. Jednak zapewne około 90 proc. historyków przyjmuje, że zasadniczą rolę w odniesieniu zwycięstwa w bitwie warszawskiej miał właśnie Piłsudski. To on był naczelnym wodzem i to on dobierał sobie współpracowników, w tym gen. Rozwadowskiego, którego roli nie można nie dostrzegać. To jednak Piłsudski podjął strategiczną decyzję, zatwierdzając plan działania.

Papież : KOŚCIÓŁ MATKĄ WSZYSTKICH^

Papież: Kościół matką wszystkich, wyciągającą rękę, aby podnieść

czwartek, 8 sierpnia 2019, 11:41:14Paweł Pasierbek SJ/ Watykan/  

W misji Apostołów, poprzez których działy się znaki i cuda, dostrzegamy Kościół, który widzi ludzi będących w potrzebie, nie zamyka oczu i pragnie tworzyć dobre relacje, budować mosty przyjaźni i solidarności. Na obraz ten zwrócił uwagę Papież w katechezie, którą wygłosił po urlopowej przerwie w Auli Pawła VI. Kontynuował w niej cykl poświęcony Dziejom Apostolskim i odwołał się do pierwszego opisu uzdrowienia znajdującego się w tej księdze, a którego doświadczył chromy żebrak.

Franciszek przypomniał historię chorego człowieka siedzącego u bram świątyni jerozolimskiej, gdyż prawo zabraniało mu wejścia do niej, a który zobaczył wchodzących tam na modlitwę Piotra i Jana. Ten człowiek – zaznaczył Papież – jest wzorcem wielu odrzuconych i wykluczonych przez społeczeństwo, proszących o wsparcie. Apostołowie widząc jego wzrok zachęcają go, aby spojrzał na nich inaczej, bo chcą go obdarzyć nie pieniędzmi, ale w imię Jezusa Chrystusa, łaską zdrowia.

Świątynia, była nie tylko centrum religijnym, ale także miejscem wymiany ekonomicznej i finansowej: przeciw temu jej poniżaniu burzyli się wielokrotnie prorocy, a także sam Jezus (por. Łk 19, 45-46). Jak wiele razy myślę o tym, bo znam niektóre parafie, gdzie uważa się, iż najważniejszą rzeczą są pieniądze, a nie sakramenty. Proszę! Kościół ubogi: prośmy Pana o ten dar – wzywał Ojciec Święty. – Ów żebrak, spotykając Apostołów, nie znajduje pieniędzy, lecz Imię, które zbawia człowieka: Jezusa Chrystusa z Nazaretu. Piotr przywołuje imię Jezusa, nakazuje paralitykowi wstać na nogi, stanąć w pozycji żyjących i dotyka tego chorego, to znaczy bierze go za rękę i podnosi.

Franciszek wskazał, że w tej scenie wielki doktor Kościoła, św. Jan Chryzostom widział obraz zmartwychwstania. To także obraz Kościoła bez granic, wyciągającego rękę do wszystkich potrzebujących.

Tutaj pojawia się wizerunek Kościoła dostrzegającego osoby znajdujące się w trudnej sytuacji, nie zamykającego oczu, potrafiącego spojrzeć ludzkości w twarz, aby tworzyć odpowiednie relacje, mosty przyjaźni i solidarności w miejsce barier. Pojawia się oblicze «Kościoła bez granic, który czuje się matką wszystkich» (Evangelii gaudium, 210), który potrafi ująć za rękę i towarzyszyć, aby podnieść. Nie, by potępić. Jezus zawsze – zawsze! – podaje rękę, ciągle szuka, aby podnieść, aby ludzie mogli być uzdrowieni, szczęśliwi, że spotkali Boga – podkreślił Ojciec Świety. – Chodzi o «sztukę towarzyszenia», która cechuje się delikatnością, z jaką podchodzimy do «świętej ziemi drugiego», nadając drodze «zbawienny rytm bliskości ze spojrzeniem okazującym szacunek i pełnym współczucia, ale który jednocześnie leczy, wyzwala i zachęca do dojrzewania w życiu chrześcijańskim» (tamże, 169). I to robią ci dwaj Apostołowie z chromym: patrzą na niego, mówią: «i ty popatrz na nas», bierze za ręke, podnosi i uzdrawia. Tak też czyni Jezus z nami wszystkimi. Pomyślmy o tym, kiedy przeżywamy złe chwile, kiedy zgrzeszyliśmy, w chwilach smutku. Tam jest Jezus i mówi do nas: «Popatrz na mnie, jestem tutaj!». Chwyćmy Go za rękę i pozwólmy Mu się podnieść. 

Na zakończenie Papież zachęcił do modlitwy o dar wdzięcznej pamięci wspominając dobrodziejstwa Bożej miłości, aby móc dawać świadectwo uwielbienia i wdzięczności.